Jak z tym walczyć?
Nie da się.
Niezależnie od tego, czy uczymy się już od miesiąca/dwóch/na bieżąco, czy usiedliśmy dopiero w zeszłym tygodniu lub później, stres jest równie duży. Jedynie nadzieje są inne.
Pisałam ostatnio kolokwium z anatomii (o 7:45!😫). Nie znam osoby, która nie bała się lub była całkowicie pewna swoich możliwości na tym przedmiocie. Nie oszukujmy się, zakres materiału jest ogromny. A prawdę mówiąc, nikt do końca nie wie, jaka jego część obowiązuje nas, prawie położne. Skąd my mamy wiedzieć, czy powinnyśmy się uczyć o guzkach na obojczyku, czy nie? (Chyba nie)
Podziwiam naszych prowadzących, bo wydają się wiedzieć wszystko. O cokolwiek byśmy nie zapytały, to dostajemy odpowiedź.
Anatomia jest ważna, to podstawowy przedmiot ogólnomedyczny. Lubię ćwiczenia z anatomii. Moim ulubionym elementem zajęć są ciekawostki i obalane mity (np. mówi się, że konkretne smaki odczuwa się na określonych częściach języka. "Bullshit", jak to ujął nasz prowadzący, wszystkie kubki smakowe są rozmieszczone na całej powierzchni języka). Ale nauka anatomii jest ciężka. Podobno bardzo dużo studentek nie zdaje w pierwszym terminie. Za to w drugim już tak. Na naszym roczniku 2/3 roku zdało 😄
Nasze zaliczenie wygląda w taki sposób, że na rzutniku wyświetla się pytanie dla grupy A i B, a my zaznaczamy odpowiedź na kartach. Nie wraca się do pytań. Nie wiesz ➙ strzelasz.
Rodzaje pytań to
- zaznacz prawidłową
- zaznacz błędną
- zaznacz zestaw odpowiedzi
- obrazki i pytania do nich
50 pytań, 50 minut. Dopóki zna się odpowiedź to dużo czasu. A jeżeli się nie zda? Poprawka jest tydzień później.
Zaliczenie z POPu było całkiem łatwe, ale to nie znaczy, że nie trzeba się na nie uczyć. Bez nauki się tego nie zda. Nie wiem jak innym, ale mnie po prostu przyjemnie się tego uczy. Pisałyśmy test (20 minut) w grupach półdziekańskich (12 osób).
Jeśli chcecie wiedzieć, to zdałam oba kolokwia, więc na szczęście nie muszę się martwić żadnymi poprawkami po świętach. Jedynie ogromną ilością kolejnych zaliczeń i zbliżającą się sesją 😶