sobota, 19 czerwca 2021
Praktyki indywidualne
Najważniejsza zasada, to na pewno "zacznij załatwiać takie sprawy szybko", najlepiej w marcu lub kwietniu.
Może to kwestia tego roku, gdzie mój rocznik odbywa również zaległe praktyki z 1 roku, może jest tak zawsze, ale w Warszawie w chwili obecnej znalezienie szpitala, który ma jeszcze miejsca na lipiec i sierpień, jest chyba niemożliwe. Dlatego warto "zarezerwować" sobie miejsce w wymarzonym szpitalu.
Ja postanowiłam odbyć prawie całe praktyki w mieście rodzinnym, które nie jest miastem typowo akademickim (a przynajmniej nie ma tam kierunku położnictwo). Jedynie oddział położniczy i noworodkowy (z pierwszego roku) robiłam w Warszawie. Wybrałam szpital, w którym byłam na zajęciach w styczniu, a dodatkowo taki, w którym pierwszy rok nie ma praktyk uczelnianych. Dzięki temu dyżury mam również w ciągu tygodnia, nie tylko w weekendy.
Ale od początku.
W pewien magiczny dzień Pani z dziekanatu wydaje nam skierowania na praktyki zawodowe. Jest na nich wypisane dokładnie ile godzin dydaktycznych z danego przedmiotu musimy wyrobić. Przykładowo: Po pierwszym roku z przedmiotu POP mamy do wyrobienia 80h dydaktycznych, co w przeliczeniu daje 60h zegarowych, czyli 5 dyżurów.
Dyżury nocne są dopuszczane, jak najbardziej! Liczą się nawet podwójnie, szybciej można wyrobić potrzebne godziny.
Szpitale wymagają różnych dokumentów w procesie rekrutacji na praktyki. Takie informacje znajdzie się na stronie szpitala, dzwoniąc do osoby odpowiedzialnej za praktyki lub pocztą pantoflową od innych studentów.
Prawie wszystkie szpitale w Warszawie mają podpisaną umowę z Uniwersytetem, więc wystarczy wysłać mailowo (lub dostarczyć osobiście) ręcznie podpisane podanie z zakresem dat, skierowanie, potwierdzenie badań sanitarno-epidemiologicznych oraz potwierdzenie ubezpieczenia (OC medyczne i OP, resztę zapewnia uniwersytet). Studenci WUM korzystają najczęściej z tego ubezpieczenia (pakiet 3). W moim przypadku tyle wystarczyło. Wiem, że w innych szpitalach potrzeba było więcej dokumentów lub konkretne formularze podań do wypełnienia. Czasami potrzeba zgody oddziałowej, prezesa/dyrektora szpitala, więc trochę biegania jest, ale wszystko do zrobienia.
Następnym krokiem jest ustalenie dat dyżurów i pojawienie się na nich 😄.
Co należy zrobić w sytuacji, gdy praktyki chcemy odbywać poza Warszawą? Sprawa się odrobinę komplikuje, ponieważ szpital musi podpisać umowę z Uniwersytetem.
U mnie wyglądało to tak, że zaczęłam od wykonania telefonu do działu szkoleń w szpitalu, by dowiedzieć się, czy jest szansa na przyjęcie na dane oddziały i jakie mają być moje następne kroki.
Wysłałam wszystkie badania, ubezpieczenia, podanie zawierające wykaz oddziałów, godzin i zakres dat, w których jestem skłonna przyjść na dyżur oraz skierowania do dyrektor szpitala. Po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi zgłosiłam się do dziekanatu z prośbą o przygotowanie umowy, którą muszą podpisać obie strony, a po jednym egzemplarzu zostaje w każdej z jednostek.
Zanim dziekan podpisał moje dokumenty, zdążyłam pojechać na majówkę do domu. Później okazało się, że umowę muszę odebrać osobiście, więc pojechałam specjalnie do Warszawy (przy okazji przywożąc rower 💖), tego samego dnia wróciłam do Bielska, dwa dni później zawiozłam dokumenty do szpitala i znowu pojechałam do Warszawy, już na zajęcia. Jeden egzemplarz umowy odebrali i wysłali mi pocztą rodzice. Nie mają ze mną łatwo. Kolejnym krokiem będzie spotkanie się z oddziałową, aby ustalić konkretne daty dyżurów i pojawienie się na nich, ale to po sesji.
Na zakończenie praktyk na danym oddziale zbieramy podpisy w książeczkach (w kilku miejscach, żeby nie było za łatwo) i na skierowaniach. Skierowanie składamy w dziekanacie i voilà! Praktyki indywidualne zaliczone!
wtorek, 22 września 2020
Nie zapomnij o kredkach, czyli z czym na zajęcia?
Stwierdziłam, że jeżeli tylko nie muszę, to nie będę więcej dźwigać niepotrzebnych kilogramów w torebce (która i tak zawsze waży tonę, naprawdę nie wiem jak...). Notatki można przecież robić na luźnych kartkach, a potem segregować je do odpowiednich teczek. Czy to była dobra decyzja? Tak i nie, ale o tym później.
W jednym z pierwszych postów pisałam o tym, co powinno się wiedzieć, gdy wybiera się na położnictwo na WUM. Teraz trochę rozszerzę listę "Poradnika dla pierwszaczków".

Ubrania
Mundurek wymagany jest jedynie na ćwiczeniach. Zamawia się go wspólnie z całym rokiem. Całość organizuje ktoś z wyższych roczników. Ustalacie sobie, jaki kolor mundurka będziecie nosić, cały rok musi zakupić taki sam kolor, zazwyczaj są to bordowe spodnie i biała góra z bordową lamówką (tak jak na zdjęciu), takie połączenie wygląda moim zdaniem całkiem ładnie. Oczywiście można sobie mundurek sprawić samemu (we właściwym kolorze!), ale nie uważam, by to miało na początku sens, tym bardziej, że zamawiając razem, macie zniżkę. Osobiście polecam zamówić sobie dwa zestawy. Na praktykach warto mieć jeden dodatkowy w szafce, a w ciągu roku jest to po prostu wygodne, bo nie musicie się martwić, czy mundurek zdąży wam wyschnąć na następny dzień. Ja wzięłam dwa zestawy i dodatkową górę, byłam zadowolona z tej ilości (praktyk nie miałam, więc tu się nie wypowiem).
Jeżeli jest wam zimno, to raczej polecam rozpinane sweterki, bo łatwiej je zdjąć do mierzenia ciśnienia, niż podwijać długi rękaw bluzki, którą macie pod bluzą medyczną. Zdarzyło mi się jednak chodzić w jednym i drugim, ale na podstawy pielęgniarstwa starałam się mieć zawsze odsłonięte ręce.
Dopóki mundurków nie dostaniecie (około miesiąca), to na ćwiczenia chodzicie w białych bluzkach z krótkim rękawem i czarnych spodniach.
Buty medyczne powinniście mieć już na samym początku. Kupujecie je oczywiście indywidualnie. Muszą one być łatwe w czyszczeniu, dlatego takie "typu crocsy" są bardzo popularne. Najlepiej białe, ale Dr. Cichobieg jest dopuszczalny, dużo osób biega w ich bociankach. I pamiętajcie, buty muszą być wygodne. Przyjdzie czas, gdy spędzicie w nich 12 godzin. Moje widzicie na zdjęciu.
Na mikrobiologię i parazytologię potrzebujecie biały fartuch. Często sprzedają je roczniki wyżej. Możecie zamówić je też razem z mundurkami, ale nie wiem jak długo się na nie czeka.
Na anatomii nie wchodzicie do prosektorium, więc tam ubrani jesteście normalnie.
Książki
Tak, jak pisałam w podlinkowanym wyżej poście, na pierwszych zajęciach dowiecie się dokładnie jakich książek potrzebujecie i czy w ogóle. Bardzo często korzystamy ze skryptów z uczelnianego wydawnictwa, które możecie kupić w Skrypciarni na kampusie Banacha (Przyjmują tylko gotówkę!). Z książek, które powinniście mieć na własność, to na pewno "Położnictwo w teorii i praktyce" na TPIPP (bardzo szybko znikają ze skrypciarni) i "English for Midwifes" na język angielski (my zamawiałyśmy grupą) oraz "Neonatologia. Praktyczne umiejętności w opiece nad noworodkiem". Od starszych roczników warto kupić skrypt do mikrobiologii i parazytologii, do biofizyki i zbiór pytań na genetykę (je również znajdziecie w skrypciarni). Ćwiczenia do parazytologii i mikrobiologii (dwa różne) kupcie dopiero po pierwszych wykładach, ponieważ może się zmienić ich zawartość. Książki do innych przedmiotów znajdziecie w bibliotece i na IBUKu. A jeśli chodzi o książkę do anatomii, to nie mam pojęcia, co będzie dobrym wyborem (testy, testy, testy 😜). Ja korzystałam ze Skawin z UJ, ponieważ miałam je od siostry, lubiłam je. Wiem, że dużo osób korzysta z Pituchowej, Woźniaka lub innych. Oficjalnie podpieramy się Bochenkiem.
Dodatkowo polecam "Udany poród" wydawnictwa PZWL. Moim zdaniem obowiązkowa pozycja. Mam wrażenie, że zdaniem większości studentek położnictwa udzielających się w social mediach, również.
Notatki
Tutaj panuje kompletna dowolność. Możecie mieć osobny zeszyt do każdego przedmiotu, możecie mieć luźne kartki, możecie mieć zeszyty tylko do przedmiotów, na których dużo się pisze (Techniki!), albo pisać na zajęciach na szybko na kartkach, lub robić zdjęcia slajdów (musicie pytać wykładowców, czy można, często nie), a potem ładnie przepisywać do zeszytu. Widziałam, że część dziewczyn robiła na wykładach notatki na laptopie. Nie pamiętam, czy na każdym wykładzie było to dozwolone. Pamiętam, że klikanie mnie wkurzało 😐.
Z perspektywy czasu ja jednak założyłabym zeszyt z Technik, a z reszty pisałabym na luźnych kartkach, tak jak robiłam.
Co do tych kartek... Na zdjęciu widzicie, co uważam za warte posiadania, jeżeli wybierzecie taką formę.
Teczkę z przegródkami podpatrzyłam u koleżanki i zazdrościłam przez bardzo długi czas. Na ten rok kupiłam własną. Każdy przedmiot danego dnia ma swoją przegródkę, notatki nie pomieszają się. Mnie mieszały się bardzo często...
Twarda podkładka to coś, bez czego ja bym oszalała. Bardzo nie lubię pisać na kartce, która dotyka biurka czy stoliczka. Do tej pory nosiłam ze sobą tę zamykaną, bo kartki mi się nie podwijały. Teraz będę jej używać w pociągu, a na zajęcia nosić będę tę "jednoczęściową". Kartki będą w teczce, więc się nie pomną.
Duże teczki lub segregatory. Spięte materiały, notatki wkładam do takich teczek. Każdy przedmiot ma swoją teczkę, grubszą, cieńszą, lub skoroszyt. Dzięki temu mam posegregowane notatki. Najgrubsze kupiłam dopiero w tym roku dla PiOP-u i technik (chyba, że jednak stworzę ten zeszyt... wtedy będę mieć jedną zapasową).
Drobne rzeczy
Kredki. Obowiązkowo miejcie ze sobą kredki. Przydadzą się wam na mikrobiologii, bo w ćwiczeniach należy czasami narysować to, co widzicie pod mikroskopem. Pierwszy miesiąc pożyczałam od koleżanek (bo swoje oczywiście zostawiłam w Bielsku, po co komu kredki na studiach...), ale to jest uciążliwe.
Długopisy: niebieski, czerwony, zielony. Do tej pory używałam niebieskiego i czerwonego, przy czym tego drugiego użyłam tylko na PP i do robienia notatek, ale jest ważną rzeczą na praktykach. Zielony, jeśli się nie mylę, też. Nie zapomnijcie o milionie niebieskich/czarnych wkładów do długopisów. Lubią się niespodziewanie kończyć.
Zakreślacze i cienkopisy do sporządzania notatek zawsze się przydają. Ja lubię też znaczniki, do oznaczenia danej strony w książce.
Zszywacze i spinacze są bardzo pomocne przy segregacji notatek.
Identyfikator. Potrzebowałyśmy go na początku na PP. Do zrobienia samemu. Taki bardziej oficjalny będzie na pewno potrzebny na praktyki.
Na praktykach potrzebować będziecie też małego, mieszczącego się w kieszeni, notesika na notatki dotyczące pacjentek i ich szkrabów.
Pendrive to kolejna rzecz, którą zostawiłam w Bielsku, a była mi potrzebna już w październiku.
Kalendarz. Nie myślałam, że będę tą osobą, która wszędzie biega z papierowym kalendarzem. Pewnie gdybym nie dostała go na adapciaku, to nawet nie wiedziałabym, jak bardzo jest mi potrzebny. Zapisywałam tam plan na każdy tydzień, był bardziej czytelny. Przy przesuwaniu zajęć, warto mieć go pod ręką. Wpisywałam tam również wszystkie kolokwia, przypomnienie o kupnie biletu, generalnie wszystko, co było warte uwagi. Ważne, by kalendarz był niegruby, aby zawsze się zmieścił do torebki i nie ważył tony.
Coś do spinania włosów zawsze warto mieć w torebce. Jako była tancerka, zawsze mam kilka wsuwek i gumek do włosów przy sobie, stary nawyk. Często ratowało mnie to, gdy orientowałam się, że mam rozpuszczone włosy, a zaraz zaczynam np. ćwiczenia z PP. A to, ile razy pożyczyłam te akcesoria innym, to nie zliczę.
Jak widać, nie zginęłam, nie posiadając od razu (lub w ogóle) części z tych rzeczy, ale zdecydowanie byłabym wdzięczna, gdyby mi ktoś uświadomił, co może mi się przydać na zajęciach i wspomniał np. o kredkach, których poprzednim razem używałam w gimnazjum... Bo na taki pendrive mogłam w sumie wpaść 😂
czwartek, 3 października 2019
Nareszcie informacje!
Tyle było zamieszania z przeprowadzką, że nie miałam kiedy siąść na spokojnie do laptopa.
Jak dobrze wiecie, dziekanat trzymał nas w niepewności baaardzo długo. Któregoś pięknego dnia, w okolicach 20 września, dostaliśmy plan zajęć i wykładów! Jej! Krok pierwszy. Jednak co mi po planie, skoro nie wiem do jakiej grupy należę 😬. No nic, posprawdzałam jakie mam zajęcia, kiedy się zaczynają i kończą oraz gdzie się odbywają (nie było warto się przywiązywać, wkradł się błąd i okazało się, że wcale nie mamy tyle zajęć na kampusie Banacha, ponieważ w drugim semestrze zeszłego roku Zakład Dydaktyki Ginekologiczno-Położniczej przeniósł się na Litewską, ok. 20 minut autobusem od WUM). A potem znowu czekałam, nałogowo odświeżając pocztę.
23 września, 12:41
Chwila nadeszła, dostaliśmy informację od pani z dziekanatu (dygresja: nasza jest całkiem miła, przynajmniej na razie). Przesłała nam podział na grupy, informację odnośnie legitymacji i zaświadczeń lekarskich (WZW i nosicielstwo dostarczyć dopiero, gdy ona powie). Otwieram plik z grupami iiiii...
Nic.
Widzę numery albumów, ale żadnych nazwisk. Grupy są alfabetyczne, i nawet dobrze wytypowałam, że będę w 3. Jednak nie byłam tego pewna, a dodatkowo podział jest bardziej skomplikowany. Wróciłam do maila. Aby dowiedzieć się jaki mamy numer albumu trzeba było zadzwonić lub wysłać maila. Ja dzwonić nie lubię, a do obcych to już szczególnie. Napisałam więc maila. I jak dobrze, że to zrobiłam. Koleżanka z grupy dodzwoniła się dopiero dwa dni później, a ja informację miałam do 30 minut od wysłania maila.
Jak wygląda podział na grupy? Możliwe, że pomylę nazwy, ale:
- Grupy o pełnych numerach, np. 3 to grupy dziekańskie/seminaryjne. Są to 24-osobowe grupy. Jak nazwa wskazuje, mamy wspólnie seminaria np. z Podstaw Opieki Położniczej, czy neonatologii oraz angielski
- Grupy z literką a lub b, np. 3b to grupy półdziekańskie/półseminaryjne. 12-osobowe. W takiej grupie mamy ćwiczenia z biofizyki i anatomii
- Grupy z literką c lub d lub e, np. 3e to grupy /nie pamiętam nazwy, ale chyba ⇒/ ćwiczeniowe. Grupy 8-osobowe. W takim składzie mamy pozostałe ćwiczenia, np. z POP, PP, neonatologii
Na wykłady chodzimy wszyscy jednocześnie, cały rok. Są jednak takie zajęcia jak genetyka, mikrobiologia i parazytologia, które zaczynają się jako wykład, a po jakimś czasie zmieniają się w ćwiczenia. I one są dla całego roku jednocześnie. Na planie to wygląda co najmniej dziko i dezorientująco, ale jak się pomyśli troszkę i porówna z plikiem wykładów, to jest to do ogarnięcia.
O planie zajęć chyba wypadałoby napisać osobny post.
Razem z numerem albumu dostaliśmy dostęp do wirtualnego dziekanatu. Przy pierwszym logowaniu numer albumu to login, a pesel to hasło. Następnie trzeba kliknąć "przypomnij/aktywuj hasło". Wtedy na waszego maila przychodzi link aktywacyjny.
Znajdziecie też tam numer rachunku (dane studenta➝finanse⇝rachunek "dokumenty"), na który wpłacić należy opłatę legitymacyjną (w 2019 22zł). Z dowodem wpłaty zgłaszacie się na początku października w dziekanacie po legitymację i podpisanie ślubowania. Legitymacja oprócz zniżek na bilety daje również dostęp do szatni. Inaczej czekacie, jak my, aż ktoś się nad wami zlituje i ją otworzy 😁
Jak już wiedzieliśmy do której grupy seminaryjnej należymy, powstały grupy facebookowe, dzięki którym m.in. odnalazłyśmy się na adapciaku (w ogóle, dostaliśmy tam opaski, dzięki którym rozpoznawanie osób z położnictwa szło lepiej i cudowne kalendarze)



Kolejną porcję (ogromną!) informacji dostałam na dniu adaptacyjnym, a konkretnie na spotkaniu kierunkowym.
Co ważniejszego zapamiętałam:
Mundurki (przez siostrę i serial ciągle ciśnie mi się na usta słowo scrubsy) musimy mieć takie same (biała góra, jednokolorowy dół, np. bordowy, oraz białe buty, takie croxy/buty medyczne, coś w tym guście) i najlepiej zamawiać ubrania razem całym rokiem.
Paznokcie mają być maksymalnie krótkie (niewystające za opuszek) i zupełnie czyste. To jest wymóg sanepidu, a nie wymysł uczelni.
Książki i skrypty polecać nam będą na zajęciach.
Istnieje takie coś jak ibuk libra, gdzie mamy dostęp do książek online, w bibliotece również są.
Każdy student WUM ma darmowy dostęp do Office'a. Word, Exel, te sprawy.
Wytłumaczyli nam jak czytać nasz plan.
Odpowiednie materiały wyślą nam na dysk (zakłada się maila rocznika).
Mamy nie kupować notatek, bo to rozbój w biały dzień, wszystko dostaniemy na dysk.
Wf jest dopiero w trakcie drugiego roku.
Do szpitala wchodzimy po majówce, jeżeli ładnie pozaliczamy w kwietniu odpowiednie rzeczy.
I generalnie opowiedzieli troszkę o studiach.
I na razie to chyba tyle informacji 😊
PS Inauguracja jest nudna i nie trzeba na nią iść. Ale chór śpiewa bardzo ładnie 💖 Wiedzieliście, że nasza uczelnia ma hymn?
niedziela, 29 września 2019
Pakowanie czas zacząć!
Moja 6,5-metrowa dziupla (nie, nie pokój, jest za mały na to określenie) jest tak maleńka, że aż się boję, że moje wszystkie rzeczy się nie zmieszczą. Bo w końcu ile zmieści się na regale, w średniej szafie i w łóżku?
Na razie tylko widzę piętrzące się w moim pokoju sprzęty i akcesoria. Jeszcze pół roku temu nie byłam świadoma ile drobnych, niepozornych rzeczy używamy na co dzień. Sitka, noże, trzepaczki, obieraczki, deski do krojenia, miski, szmatki... To tylko kilka z rzeczy z mojej listy. Tworzyliśmy ją dobre dwa miesiące. Robiłam omlet? O, trzepaczka mi się przyda w Warszawie. Nalewałam herbatę (piję taką w liściach, nie z torebek)? Przyda mi się siteczko albo czajnik do parzenia (i nie przepuszczania listków). W ten sposób nazbierało się tego trochę. A wizyta w kochanej Ikei ciągle mnie jeszcze czeka.
Jestem jedną z tych dziewczyn, co ma mnóstwo ubrań (względnie...), ale ciągle nie ma się w co ubrać 😐 Moje pakowanie to będzie jedna wielka selekcja. Ciuchy "wyjściowe", "po domu", "zwykłe". Co wziąć, co zostawić :O Jako iż mam małą szafę, to zamierzam sobie kupić takie "pokrowce", w które pochowam np. zimą ubrania letnie. A pokrowiec siup! do łóżka. To ile rzeczy postanowiłam schować w łóżku zaczyna powoli przerastać możliwości tego biednego mebla...
*kilka dni później-czwartek rano*
Spakowałam się. O Boże, ile ja mam rzeczy. 3 walizki, kilka reklamówek i milion pudeł. Pudła to naprawdę cudowna sprawa. A na walizkach trzeba było usiąść, by je zapiąć...
Ja jadę wcześniej niż mój dobytek, bo już w czwartek (W piątek jest Dzień Adaptacyjny!), a rodzice dowożą pozostałe rzeczy w sobotę. Powodzenia w pakowaniu samochodu.
![]() |
| I to nie wszystko. O jedzeniu nie wspominając... Zajęło połowę pokoju, który ma 12m^2... |
Ostatnie dwa dni były jednocześnie ekscytujące i przerażające. Ale chyba przeważa część "ekscytujące" 😁
Wniesienie tego wszystkiego na 4 piętro to jedno. Pochowałam ubrania (TA SZAFA TO ZMIEŚCIŁA) i trochę sprzętów do łóżka oraz załadowałam swoją półkę w lodówce, zamrażarce oraz tę na buty. Nie, żeby po tym dało się zrobić w dziupli większy krok niż wcześniej. Decyzja podjęta: Jedziemy do IKEI. (Dla tak samo ogarniętych jak my: Nie trzeba jechać do Ikei aż do Janek, jest również mniejsza w Blue City.) Nakupiliśmy mnóstwo pudełek, wieszaki na drzwi (cudo! Tym bardziej jak nie ma wieszaka na kurtki w korytarzu) i pozostałe akcesoria. Wieczór spędziliśmy w teatrze i u mojej cioci, więc pokój, do którego wróciłam na noc był tak zagracony, że to cud, iż ja się o nic nie potknęłam. Dzisiaj pojechaliśmy na zakupy spożywcze, bo przecież moje półki na jedzenie wcale nie są pełne. (Przy okazji kupiłam sobie cienki szlafrok, w którym będę przemykać do łazienki. Jak ktoś ma taką maleńką łazienkę, że ściągając jeansy nabija sobie siniaka na piszczeli, to jest to dosyć praktyczne rozwiązanie...). Nadszedł czas na chowanie mojego dobytku do pudełek, łóżka, biurka, na szafę, do regału... No w sumie to tyle. Aczkolwiek zeszło na to ze dwie godziny. I powiem wam, że moja dziupla nagle:
a) wygląda ładnie (personalizacja! Weźcie ze sobą coś swojego. Choćby kwiatek i figurkę jak ja)
b) optycznie się powiększyła (znacie to powiedzenie o wstawianiu i wystawianiu kozy z pomieszczenia? Także ten.. działa)
Kolejna wizyta u cioci przed wyjazdem rodziców z Warszawy zakończyła się dodatkową wałówką. Student zawsze przyjmie. Zawsze. Pytanie brzmiało, czy lodówka studenta przyjmie. Przyjęła. Ledwo, ale przyjęła. Uf, uf...
A teraz...no cóż, witaj studenckie życie! I słyszalne w nocy startujące/lądujące samoloty 😲
środa, 11 września 2019
Co dalej, czyli błędy pierwszaczka :D
Od momentu zawiezienia dokumentów w lipcu wiedziałam, że muszę wykonać badania u lekarza medycyny pracy, dowieźć je dokładnie 29 sierpnia i podpisać kolejne dokumenty (każdy kierunek WNoZ miał wyznaczony konkretny dzień).
Co mnie miło zaskoczyło, to podejście pani doktor na wizycie. Wiecie jak mówi się, że lekarski światek traktuje siebie nawzajem inaczej? To jest bardzo często prawda, moja siostra już tego doświadcza, a ciągle jest studentką. Nie sądziłam, że nas, położne i przyszłe położne (i cały nielekarski personel) też to dotyczy. Na pewno w mniejszym stopniu, ale jednak. Do lekarza medycyny pracy udałam się w moim mieście do nowego centrum medycznego, choć wiedziałam, że są miejsca, gdzie uczelnia ma umowę podpisaną (wykaz na stronie). Podałam karteczkę ze skierowaniem z uniwersytetu, lekarka pogratulowała mi, zapytała, dlaczego nie ŚUM, czy położnictwo to był mój pierwszy wybór (TAK!), czy strzelałam w medycynę, ale nie wyszło, zadała te wszystkie pytania do badania i uraczyła mnie bardzo miłą rozmową o dojazdach na studia, opowiedziała jakie triki stosowały jej dzieci, gdzie studiowały i powspominała swoje czasy studenckie. Po wszystkim odprowadziła mnie do drzwi gabinetu i życzyła powodzenia. Innych pacjentów nie odprowadzała. Półtora roku wcześniej poszłam (gdzie indziej) na podobne badanie potrzebne na prawo jazdy. Wtedy było to takie urzędowe, szybko, okay, w porządku, następny. Dlatego tak pozytywnie mnie zaskoczyło tym razem. Pewnie na moje odczucia złożyło się kilka czynników, ale jakoś tak mi fajnie się to wspomina.
29 sierpnia grzecznie wsiadłam w pociąg przed 8, a po trzech godzinach w Pendolino wysiadłam w Warszawie. Godziny przyjęć studentów zaczynały się o 10:00. Po incydencie z lipca spodziewałam się czegoś podobnego, a przecież półtora godziny już minęło. Widziałam kilka godzin czekania. Wchodzę do budynku, kilka osób wsiada ze mną do windy, ale na 5 piętrze wysiadam tylko ja. Wychodzę, a tam pod pokojem dosłownie kilka osób, może 4-5. Dokumenty do popisania to coś w stylu "Zgadzam się i zobowiązuję się przestrzegać regulaminu i dokumentów z poniższego wykazu".
Chyba chodziło bardziej o to, byśmy wszyscy oddali zaświadczenie od lekarza medycyny pracy tego samego dnia. Spędziłam w dziekanacie maksymalnie 3 minuty. Łał.
Liczyłam do tej pory na jakiekolwiek informacje z WUMu. Ciiiiisza
Zaczęłam się martwić, że z tych nerwów coś źle podałam.
Zaraz po wynikach dołączyłam na Facebooku do grupy rocznika i kierunku (Utworzone w marcu). Liczyłam też na informacje od starszych roczników. Liczyłam...
Ktoś na grupie rocznika zapytał o zapisywanie się do grup, jak to wygląda. Ktoś odpisał, że "pewnie powiedzą na spotkaniu 28.09". Ja zawał na miejscu. Jakie spotkanie, gdzie, kiedy, skąd to wiedzą?
Rozpaczliwie zasypałam siostrę pytaniami. Zaproponowała poszukanie czegoś o IFMSA w Warszawie. Grzebałam tam trochę, wygrzebałam facebookową stronę WNoZ, a przez nią... UWAGA, UWAGA... grupy kierunków! Chyba bardziej oficjalne, stworzone przez samorząd WNoZ 12 lipca (wyniki). Aczkolwiek, żeby nie było zbyt prosto, tam też niczego nie znalazłam.
W międzyczasie odkryłam jeszcze, że istnieje takie coś jak Dzień Adaptacyjny (to to spotkanie z początku akapitu), dla nas 27.09 (Miałam przyjechać dopiero 28, ale no cóż, Adapciak wzywa, mój dobytek dojedzie później niż ja). Tam prawdopodobnie dostaniemy jakieś podstawowe informacje.
Ale dla mnie to nie było wystarczające. ŚUMowa już tyle wiedziała, a ja nic. Stwierdziłam, że będę tą odważną i napisałam posta pytając o jakiekolwiek informacje. Odzew jaki dostałam był naprawdę niezły. W pierwszej minucie 12 polubień i kilkanaście komentarzy, również takie, że taki post był potrzebny i że inni też nic nie wiedzą i się martwią (uf, uf). Na takich grupach są też starsze roczniki, które w dużym skrócie powiedziały nam, że mamy się nie denerwować, wszystko się w pierwszym tygodniu/miesiącu wyjaśni, nic wcześniej nie musimy mieć, i że cisza ze strony WUMu to normalne. I pod koniec września to się zmieni. Uspokoili mnie tym niesamowicie. A ja przez posta poczułam się jak mały bohater :D
Stąd apel: Kto pyta, nie błądzi, a grup szukajcie przez facebookowe strony wydziałów :D
sobota, 7 września 2019
ŚUMowe początki
Podczas rekrutacji 2019 brano pod uwagę dwa przedmioty:
- j.polski, pisemny, p. podstawowy LUB j. obcy nowożytni, ustny
- dowolny przedmiot, dowolny poziom
Poziom rozszerzony jest liczony z przelicznikiem 1.5 (dlatego wpisuje się np. 150 punktów z podstawowego egzaminu)
Generalnie strona jest bardzo przejrzysta i wszystko jest do doczytania :D Daty, wszystko.
Moja historia z ŚUMem kończy się 12 lipca (wyniki ŚUMu i WUMu), ale podpytałam moją ŚUMową przyjaciółkę o jej początki. Jedynie przyszedł do mnie jeszcze list informujący mnie o tym, że skoro nie dostarczyłam dokumentów, to zostaję skreślona z listy kandydatów.
Dokumenty (oraz opis teczki), które należy zawieźć, są wypisane na stronie rekrutacji (po zalogowaniu). ŚUMowa spędziła na uczelni około 30 minut. Podbijają tam również skierowanie do lekarza medycyny pracy.
Na facebooku znalazła grupę dla położnictwa 2019 (stworzoną przez rocznik wyżej), przez tę grupę utworzono również czat grupowy.
Starszy rocznik dał im tam znać co muszą posiadać (bluza medyczna i spodnie/spódnica medyczne, buty medyczne, czepek, fartuch lekarski i prosektoryjny (wszystko BIAŁE), zegarek pielęgniarski i identyfikatory) Ubrania będą zamawiać grupowo później, ale na razie muszą posiadać własny zestaw.
Któraś ze studentek jest w kontakcie z dziekanatem i przesłała reszcie grupy wiadomość, że mogą wybrać z kim chcą być w grupie i w miarę możliwości będzie to brane pod uwagę
Początkiem września musieli zawieść potwierdzenie wpłaty za legitymację. ŚUMowa wykazała się nadgorliwością (bądź niewiedzą odnośnie godzin pracy dziekanatu :D, wybierzcie sami) i była na miejscu prawie godzinę przed czasem. Czy ta nieświadoma decyzja była zła? Nie powiedziałabym. Kolejka urosła na dwa piętra po schodach. Serio.
Teraz ŚUMowe pierwszaczki czeka szkolenie biblioteczne dla chętnych i najprawdopodobniej witajcie studia!
Jeśli chodzi o mieszkanie, to najlepiej szukać na Ligocie, blisko ŚUMu, bo zajęcia odbywają się przede wszystkim właśnie tam. Jest jednak opcja, że zajęcia będą na Ochojcu albo w Zabrzu. (Nie to, co nasz szalony WUM, od początku dwa kampusy, tysiąc lokalizacji :D)
czwartek, 15 sierpnia 2019
Nie będę mieszkać w kartonie!
Aczkolwiek szukanie mieszkania to była prawdziwa droga przez męki.
Słowem wstępu, do Warszawy pociągiem mam prawie 5 godzin (Pendolino jedzie 3, ale kosztuje ponad dwa razy więcej - syndrom biednego studenta → jadę dłużej). Autem też około 4,5h.
Wiedziałam, że mieszkania będą uciekać w zawrotnym tempie, dlatego szukać zaczęłam prawie od razu po dowiezieniu dokumentów.
Od razu pojawiły się pytania: gdzie? z kim? akademik, czy mieszkanie? ilu współlokatorów?
Jedyne co wiedziałam, to to, że chcę być sama w pokoju i chcę mieć łóżko, a nie kanapę.
Sprawdziłam akademiki i gdzieś przeczytałam, że dostanie jedynki (szczególnie dla pierwszaka) graniczy z cudem. Znalazłam też prywatny akademik (Student Depot) i w jego wyglądzie się zakochałam. W cenie i lokalizacji już zdecydowanie nie.
Zapadła więc decyzja → szukamy mieszkania.
Gdzie? Okolice WUMu lub centrum (plany zajęć roczników wyżej są pomocne). Dalej mi się wydaje, że centrum jest chyba lepsze (przyszłe lata + komunikacja miejska wszędzie). Choć podstawa to połączenie komunikacją między kampusami i innymi miejscami zajęć.
Z kim? Tu się zaczyna cała historia. Żadna moja koleżanka, z którą mogłabym zamieszkać nie poszła do Warszawy (Katowice i Kraków są zdecydowanie bliżej i głównie tam się rozeszli moi znajomi). Kawalerka by mi odpowiadała, ale moi rodzice chcieli, bym jednak sama nie mieszkała ("Nie znasz nikogo na początku, to chociaż w mieszkaniu się do kogoś odezwiesz"). W takim razie strzelamy w ciemno, napisałam na stronie odnośnie wynajmu mieszkań na facebooku post o tym, że szukam współlokatorki . Odzew był szybki i dosłownie mnie zasypało odpowiedziami. Dygresja: Napisała do mnie dziewczyna zaczynająca lek. Jak się dowiedziała, że moje "zaczynam studia na WUM", oznacza położnictwo, a nie lek, czy lek-dent to mi podziękowała. Serio, tylko dlatego, że studiuję coś innego O.o
W każdym razie wybrałam sobie jedną dziewczynę, w moim wieku, z innego kierunku. Umówiłyśmy się, że szukamy razem. I szukałyśmy. Raz jednej coś nie pasowało, raz drugiej, innym razem było już nieaktualne. Jednocześnie w mojej rodzinie zbliżało się większe wydarzenie i fizycznie nie mogliśmy poświęcić tylu godzin, by podjechać do stolicy, by mieszkanie oglądnąć. Faktem jest, że zrzuciłam to trochę na nią (miała dużo, dużo bliżej). Wydarzenie (początek sierpnia) się skończyło i w pełni sił i zaangażowania wróciłam do przeglądania ofert, które zaczęły znikać w zastraszającym tempie. W międzyczasie moja prawie-współlokatorka zdecydowała się zostać w jednym mieszkaniu (W sypialni była wielka szafa i łóżko, nic więcej. Ja się w salonie nie potrafię uczyć). Zostałam sama, mieszkań coraz mniej, ceny coraz wyższe (kawalerki były już zdecydowanie poza moim zasięgiem), załamanie coraz bliżej, a tu się jeszcze wczasy zbliżają. Na pocieszenie, istnieje ogrom mieszkań w których jest multum ludzi, każdy w swoim maleńkim pokoju (w którym jest wszystko, co potrzebne), w całkiem przystępnej cenie. Ja własnie w takim będę mieszkać :D "akademik klasy średniej" jak się śmieją moi rodzice. Ale przynajmniej jest bardzo nowocześnie i ładnie urządzone to mieszkanie :D
Czy lokalizacja w okolicy WUMu to była właściwa decyzja, to się okaże. W przyszłym roku będę się pewnie próbować przenieść do centrum :D Ale zobaczymy.
A teraz oddam się leniuchowaniu nad naszym morzem i objadaniem się goframi, a po powrocie będę szukać kolejnych potrzebnych informacji :D
środa, 7 sierpnia 2019
Jestem studentką!
I raczej nie dotrze aż do momentu przeprowadzki do Warszawy i pierwszych zajęć na uczelni.
Kilka słów o mnie, tak na początek.
Pochodzę z południa Polski i do szkoły chodziłam w moim rodzinnym mieście. Tam też wpadłam na szalony pomysł wybrania profilu biol-chem-mat w liceum. Te 3 lata owocowały w gorsze i lepsze chwile, ale ostatecznie wszystko pięknie pozdawałam i przyszedł czas na maturę. Zdawałam rozszerzoną matematykę i angielski. Nie zdawałam ani biologii, ani chemii. Biologii po tych wszystkich roślinach i protistach najzwyczajniej w świecie się (niepotrzebnie) wystraszyłam. O chemii lepiej nie wspominać, bo tej bym na maturze po prostu nie zdała. Jak ja wyciągnęłam ocenę na 3 to dalej nie wiem.
Maturę zdałam i to całkiem nieźle. Mój rocznik miał niesamowicie prostą rozszerzoną matematykę i to mnie trochę uratowało. Ale na poważnie, nie taki diabeł straszny jakim go malują 😏.
Przez większość maturalnej klasy zamierzałam iść na pedagogikę przedszkolną. Samoistnie w okolicach lutego mi przeszło. Spotkałam wtedy moją znajomą stewardessę i przez długi czas chciałam iść w jej ślady. Prawie złożyłam papiery na obcą filologię, gdy po raz kolejny mi przeszło. Tak więc był maj, a ja bez pomysłu co chcę robić w życiu. Gdzieś z tyłu głowy miałam to, że zawsze chciałam biegać w odzieży medycznej. Jako dzieci często bawiłyśmy się z siostrą w szpital (ona teraz studiuje medycynę 😁 ), oglądałam medyczne seriale. Któregoś dnia mama z siostrą zapytały mnie, co sądzę o położnictwie. Byłam jeszcze na etapie stewardessy, więc odrzuciłam pomysł. Powtórzyły pytanie w maju. Wtedy przemyślałam sprawę ma poważnie i koniec końców uznałam ten zawód za magiczny i wdzięczny. Siostra mnie utwierdziła w moim przekonaniu (akurat miała zajęcia na ginekologii, porodówce).
Brak zdawanej biologii na wstępie odrzucił mi kilka uczelni. Została mi właśnie Warszawa, Katowice, Białystok, Bydgoszcz i chyba Poznań. Papiery złożyłam na pierwsze trzy uczelnie.
WUM wymagał w 2019 podstawowy polski, ustny obcy (zaznaczyć podstawę i wpisać wynik z ustnego!) i coś dodatkowego rozszerzonego. Kilka dodatkowych przedmiotów było liczone x1.4. Matematyka nie 😑
12 lipca to dla mnie bardzo ważna data. Ogłoszenie wyników ŚUMu i WUMu. Warszawa była pierwsza i zdecydowanie bardziej wyczekana. Dostałam się z pierwszych list. To był szok. Obstawiałam drugą listę. Kilka dni później grzecznie zawiozłam dokumenty (dowód, świadectwo maturalne i jego domowa kserokopia, reszta była do uzupełnienia na miejscu, opis teczki również). Spędziłam tam 3 godziny. Myślałam, że wykorkuję. Ale wszystko ładnie poszło i oficjalnie zostałam studentką położnictwa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Czyli najprostsze za mną 😂
