Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2020

Savoir vivre w mieszkaniu

To jest coś, co powinno oficjalnie istnieć. Serio. 

Spodziewałam się, że mieszkanie z innymi, nieznajomymi ludźmi nie będzie łatwe. Każdy z nas wynosi z domu inne nawyki oraz, jak się okazało, inną definicję czystości. To, czego się nie spodziewałam, to ilość nieprzyjemnych sytuacji, jaka mnie spotkała podczas mieszkania w mojej maleńkiej Dziupli. 

Myślałam, że po miesiącu, dwóch, wypracujemy sobie jakiś sposób na koegzystowanie. Nic bardziej mylnego. Owszem, było lepiej, ale prawdą jest, że część z moich współlokatorów żerowała na tym, że inni nie potrafią żyć w brudzie. Ja nie jestem osobą pedantyczną, podobno bałaganię najbardziej z  całej rodziny, ale to, w jakim stanie zastawałam czasami kuchnię czy łazienkę, odrzucało mnie na wejściu. I choć 19 lat żyłam sobie jak pączek w maśle, bo moim obowiązkiem w domu było jedynie zrobienie ciasta na niedzielę i nauka, to po wyprowadzce oczywistą sprawą było sprzątanie, systematyczne i dokładne, zarówno po sobie, jak i części wspólnych. Uroki dorosłego życia, po prostu. Najwidoczniej nie dla każdego to takie oczywiste.

Najgorzej było w trakcie pandemii, gdy większość z nas wyjechała, zostawiając wszystko pod opieką kilkorga ludzi. W Warszawie pojawiłam się ponownie po 4 miesiącach z koleżanką, która miała u mnie nocować. Nigdy, ale to nigdy, nie wstydziłam się tak bardzo, jak wtedy. Nie rozumiem, jak można aż tak zapuścić miejsce, w którym się mieszka. Żerujący nie wpadli na pomysł posprzątania łazienek i kuchni. Wszystko się kleiło, było brudne, woda w zlewie nie schodziła. Przeraża mnie, że im to nie przeszkadzało ani trochę. Nigdy więcej mieszkania z obcymi ludźmi. 

Nie zrozumcie mnie źle, połowa moich współlokatorów była naprawdę w porządku. Gdybym trafiła tylko na te osoby, ten post pewnie nawet by nie powstał, a ja nie przeprowadzałabym się do kawalerki. Mówię to, chociaż tak na prawdę nie znaliśmy się za bardzo, bo jedynie w kuchni mogliśmy rozmawiać, a tam było tak malutko miejsca, że każdy zaraz po przygotowaniu posiłku znikał w pokoju. Wszystkim życzę trafienia na właśnie takie osoby jak te trzy dziewczyny. 

Moja koleżanka, mimo mieszkania ze znajomymi z liceum, również się nie spodziewała kłótni o miejsce w lodówce czy podkradanie przypraw w ilości "dużo". Obie stwierdziłyśmy, że niezależnie o tego, jaką się ma relację ze współlokatorami, należy ustalić kilka, choćby podstawowych zasad dotyczących np. jedzenia, przestrzeni do przechowywania rzeczy.

Wszyscy wiemy, że to, co się dzieje w  Twoim pokoju, to Twoja sprawa, dopóki nic z niego nie wypełza/wybiega, bądź z niego nie cuchnie, a ty nie zakłócasz spokoju współlokatorów.
Dlatego post dotyczy głównie części wspólnych takich jak łazienka, czy kuchnia.

 

Dlatego postanowiłam stworzyć mały savoir vivre mieszkania z innymi. 

 

1.     Sprzątaj po sobie To jest wyrażenie bardzo ogólne. Ale jednocześnie jest trafne. Czym więc jest to "sprzątanie"? 

  • Powycieraj po sobie blat/stół/palnik
  • Nie zostawiaj resztek w zlewie (od tego jest kosz na śmieci)
  • Nie zostawiaj brudnych kubków/talerzy itp. obok zlewu, w zlewie lub na stole (w ostateczności posprzątaj zaraz po powrocie do domu, jeżeli nie zdążyłeś/aś pozmywać przed wyjściem. To nie dom rodzinny, nikt za ciebie tego nie zrobi)
  • Po użyciu mikrofalówki przetrzyj ją od wewnątrz (A przynajmniej raz na kilka podgrzewań i zdecydowanie od razu, gdy się zachlapie. Zupy i mięso lubią pryskać...)
  • Zepsute jedzenie wyrzuć (Mieliśmy raz w lodówce takie pudełko z obiadem w środku. Obiad po jakimś czasie zaczął rosnąć i zmieniać kolory. Byliśmy świadkami tworzącego się życia. Fujka. Gdy baliśmy się, że wypełznie z pudełka, obiad skończył w koszu razem z pudełkiem. Właściciela nie odnaleziono 😶)
  • Nie zostawiaj zachlapanej szafki w łazience
  • Spłucz resztki pasty do zębów z umywalki
  • Upewnij się, że po goleniu nie zostawiłeś/aś włosków pod prysznicem, w umywalce, czy na szafeczce (Zobaczenie tego było dla mnie szokiem. Fujka)
  • Użyj szczotki do toalet po "dłuższym posiedzeniu" i upewnij się, że resztki usunięte zostały z każdej części toalety (Jeszcze większa fujka)
  • Spłukuj wodę w toalecie 
  • Zmyj resztki żelu pod prysznic/szamponu/odżywki/nie-wnikam-co-to-za-substancja z kabiny, brodzika, drzwi, ścian
  • Wyjmuj włosy z odpływu pod prysznicem 
  • Nie zostawiaj swoich ubrań/bielizny w łazience po kąpieli
  • Wyrzucaj śmieci do kosza, a jeżeli segregujecie, to trzymaj się podziału
  • Wyrzucaj do kosza puste rolki po papierze toaletowym i wyjmij/przynieś nową rolkę
  • Pierz nakładkę na mopa po każdym użyciu (Ktoś nie wyprał (prawdopodobnie poprzednio prałam ja, miesiąc wcześniej...), umyłam podłogę i śmierdziało 3 dni... Kupiłam własną nakładkę)

2.     Nie kradnij To przecież jasne, czyż nie? No, najwidoczniej nie. Nie chodzi tylko o trzymanie się z daleka od osobistych rzeczy współlokatorów. Chodzi o wszystko:

·        jedzenie (chyba, że się umówiliście na dzielenie się jakimś produktem, ale generalnie to skoro ja kupiłam ten jogurt, to znaczy, że ja decyduję o tym, czy zjem go ja, czy komuś pozwolę jednorazowo na zjedzenie go. I tak, zauważę, że mi ubyło makaronu)

·        zastawa i sztućce (nawet jeżeli są "przydziałowe" dla każdego mieszkańca, a dany mieszkaniec postanawia trzymać swój "przydział" w swojej szafce w kuchni. Zniknął mi w ten sposób talerz i łyżeczka. Przywłaszczyłam sobie wtedy takie same z suszarki (ja wycieram, więc ja ich na suszarkę nie wsadziłam). Ale najpierw 3 razy sprawdziłam, czy nie zostawiłam przypadkiem w pokoju. Moja prywatna miseczka też z szafki zniknęła. Wywiesiłam kartkę. Podziałało.)

·        sprzęty i akcesoria (tostery, grille, patelnie, garnki, żelazka, trzepaczki, noże, ręczniki papierowe, szmatki, ścierki itd. Dopóki nie uzyskasz pozwolenia lub to coś nie jest na wyposażeniu mieszkania nie ruszasz tego.)

·        środki chemiczne/higieniczne (Jak zwykle, nie ma tematu, jeżeli się dogadacie. Aczkolwiek jeżeli ja kupiłam mydło/szampon/płyn do naczyń/proszek do prania/płyn do czyszczenia/itp., to tylko ja go używam. To samo tyczy się podpasek, wacików, kremów, płynów micelarnych, itp. Kiedyś zniknęła mi pasta do zębów z łazienki na 2 dni. Dobrze, że miałam drugą, bo byłoby ciężko)

·        wszelakie rzeczy osobiste, (np. grzebień, gąbka, szczoteczka, golarka. Ale to chyba logiczne, nie?)

3.     Zamykaj za sobą drzwi niezależnie od tego, czy wchodzisz, czy wychodzisz. I BARDZO ważna sprawa, tylko na klucz. Jakiekolwiek łańcuszki, czy jakieś zasuwki nie wchodzą w grę. Zaufajcie, nic przyjemnego nie móc wejść do mieszkania, bo ktoś zamknął to coś. Na nic był mi wtedy klucz. Drzwi muszą być otwieralne z obu stron. Dobrze, że nie zdarzyło mi się to w nocy, gdy wszyscy spali.

4.     Sprzątaj części wspólne Przy większej ilości osób najlepiej mieć grafik. Przykładowo, Evie sprząta od 7-13 października kuchnię, Gabrysia łazienkę 1, a Karolina łazienkę 2. W kolejnym tygodniu Mai przypada kuchnia, Evie łazienka 1, a Gabrysi łazienka 2. Albo się wpisujcie na jakiś tydzień na bieżąco. System dowolny, byle sprawiedliwy. My mieliśmy puste okienka i się wpisywaliśmy na dany tydzień i pomieszczenie. Oczywiście każdy jednocześnie powinien przestrzegać punktu 1.

 

  • Trzymaj się grafiku (zamieniaj się tylko w wyjątkowej sytuacji) 
  • Przyłóż się (nie mówię, żeby od razu na kolanach pastować podłogę, myć wszystkie okna czy ścierać kurze na szafkach pod sufitem, ale nie pomijaj skrawka podłogi, bo miotła tam ciężej wchodzi i nie przecieraj/zamiataj byle jak)
  • Umyj lustro (ono też się brudzi)
  • Zlanie wodą brodzika, szyb i kafli (fliz) nie liczy się jako umycie prysznica (płynem i przecieramy uwzględniając każde zagłębienie)
  • Umyj toaletę (tak, tak, musisz, to nic strasznego. Naprawdę. Pomyśl o gromadzących się zarazkach, jeżeli nie będzie się tego robić choć raz w tygodniu. I wrzucenie kostki, czy zawieszenie czegoś to nie to samo. Jak nie wiesz jak to zrobić, zapytaj albo włącz tutorial na youtube 😜)
  • Umyj/zamieć podłogę
  • W razie potrzeby odkamień czajnik (dodaj do wody kwasek cytrynowy i zagotuj, ewentualnie potem przetrzyj gąbką, działa cuda)
  • Wynoś śmieci i zmieniaj worek (dotyczy każdego, nawet jeśli to nie jego tydzień)
  • Zetrzyj kurze

5.     Pomyśl o innych Też bardzo ogólne. I też trafne.

  • Policz ile jest lokatorów i ile półek w kuchni/lodówce/łazience/przedpokoju ci przysługuje. (Jeżeli nie macie jakiejś umowy (albo nie jesteś pewny/a, czy istnieje) typu "tu talerze, tu kubki, a tam mąki i makarony" trzymaj się przysługującej ci przestrzeni. I zdecydowanie nie przenoś rzeczy swoich współlokatorów! )
  • Nie siedź w łazience wieki (Inni też chcą umyć zęby, a Wy nie musicie brać długich pryszniców, balsamować się w łazience, układać tam włosów, depilować się woskiem (sprawdzone). Wiadomo, że są takie substancje i czynności, które poza łazienką są ciężkie do wykonania, czy użycia. Nóg nie ogolicie kremem w pokoju... Rozumiem też słabe światło poza łazienką, jeśli chodzi o makijaż. Sprężajcie się jednak wtedy. Jeśli chodzi o włosy, to lustro w pokoju dużo daje.)
  • Nie zachowuj się głośno (To już nie ten czas, gdy sprzątasz, śpiewając na cały głos /niestety.../ Głośna muzyka też nie wchodzi w grę. Spróbuj się uczyć, gdy słyszysz dokładnie słowa piosenki z sąsiedniego pokoju/kuchni.)
  • Nie wieszaj rzeczy typu ścierka na uchwycie górnej szafki (dostęp do blatu ograniczony, a ja lubiłam ten fragment blatu...dodatkowo był to największy fragment blatu)
  • Nie palcie w mieszkaniu (niektórzy mogą się dusić dymem papierosowym paląc biernie lub przebywając w pokoju, gdzie ktoś palił, np. ja )
  • Weź pod uwagę wzrost współlokatorów ( Ten punkt znalazł się tutaj, przez jedną, dosyć zabawną sytuację. Zostawiłam patelnię, by ostygła, zanim ją umyję. W samym rogu blatu, na specjalnej podstawce, nie zawadzała jakoś bardzo. Wracam po obiedzie do kuchni, a mojej patelni brak. Mojemu współlokatorowi (2 metry wzrostu) jednak przeszkadzała. Co z nią zrobił? Wstawił na szafkę pod sufitem. Ja mam niecałe 1,6 m. Zdecydowanie sięgam do drugiej górnej półki, a co dopiero nad całą szafkę (tak jakby 4 półki). Zanim zdążyłam przemyśleć czy moje chwiejne krzesło jest odpowiednio bezpieczne, by na nie wejść, pomogła mi wyższa koleżanka. A patelni więcej nie zostawiłam samej w kuchni)
  • Przypomnę o zamykaniu drzwi tylko na klucz
  • cały punkt 1

6.     Niektóre rzeczy muszą być wspólne, no niestety. Nie przeskoczymy na przykład worków na śmieci we wspólnych koszach, czy papieru toaletowego w łazience (no, tu ewentualnie). Część osób dzieli się również środkami czystości, sprzętami. Co robić z takimi wydatkami? W końcu miotła, mop, deska do prasowania się przyda, a nie potrzeba mieć kilku w jednym mieszkaniu. To jest już dowolna decyzja mieszkających. Często samo wychodzi w praniu. Kilka moich propozycji:

  • Rzeczy, które się zużywają (papier toaletowy, worki na śmieci, ewentualne środki czystości)
    • Składajcie się (na początku np. po 5zł, a potem się zobaczy, na ile starcza taka suma, na jak długo)
    • Kupujcie po kolei (dobra opcja, gdy jest was mniej. Nie wiem, czy wszyscy u nas na początku wykładali papier, i czy przez dwa tygodnie naprawdę kolejka przeleciała 3 razy, czy część to pasożyty żerujące na innych, za dużo nas)
    • Każdy ma własne (proste przy papierze toaletowym, ale kilku worków na śmieci w kuchni sobie nie wyobrażam, ale co kto lubi, czyż nie?)
    • Konkretne osoby kupują konkretne rzeczy (Trochę nie fair, chyba, że jest was mało. U nas z jakiegoś powodu ja odkamieniam czajnik, a nasz trzeba aż raz w miesiącu, kolega kupuje worki na śmieci, a jeszcze inny drucianki. Nie wiem,  dlaczego tak wyszło, ani co robi, bądź nie, reszta)
  • Rzeczy, które się nie zużywają (miotła, mop, deska do prasowania, mikrofalówka)
    • Macie coś i udostępniacie to do użytku innym (np. kupiłam zmiotkę i szufelkę i powiedziałam, że każdy może jej używać. Ale jak się będę wyprowadzać, to ją ze sobą zabiorę. Tak samo mamy z miotłą i mopem, są czyjeś, ale mogę sobie podłogę nimi umyć. Mikrofalówkę mamy na wyposażeniu mieszkania, ale zasada byłaby ta sama, gdyby była np. moja)
    • Składacie się na daną rzecz (Dobre, dopóki wasze drogi się nie rozchodzą. Ktoś jest stratny, a wojny mogą się toczyć niczym przy rozwodzie) 
    • Każdy ma własne (Ale ile może stać mioteł i szufelek obok siebie? Albo mikrofalówek czy czajników?)
    • Wspólne są też ściany i podłogi, dlatego uważajcie na ewentualnego grzyba na ścianach/suficie. W łazience przede wszystkim. Ciężko coś z tym w sumie zrobić. Nasza ma bardzo słabą wentylację, więc po kąpieli musieliśmy otwierać drzwi, by wilgoć "uciekła". Nie działało za bardzo... Właściciele w końcu postanowili zrobić mały remont i założyć lepszą wentylację. Od tego czasu jesteśmy wolni od grzyba!

7.     Niech osoby odwiedzające nie zmieniają się w kolejnych, nieoficjalnych współlokatorów. Oczywiste jest, że czasami ktoś u nas nocuje, spędza czasem kilka dni. Tylko właśnie, kilka. Gdy u jednego ze współlokatorów zaczyna nocować przez większość miesiąca jego druga połówka (albo ciągle różni znajomi), koszty za media rosną (chociażby woda - prysznic). Delikatnie rzecz ujmując, jest nie fair, płacić ciągle po połowie, gdy jedna strona z jednej osoby stała się dwoma.

 Ja trzymałam się tych punktów przez cały czas. Jednocześnie przeszkadzało mi, gdy znikały moje rzeczy albo znajdowałam je gdzie indziej, o czym informowałam na bieżąco. Nie jestem do końca pewna, czy to czyni mnie upierdliwym współlokatorem, czy nie.  Chyba wolę nie wiedzieć.
   

Dodalibyście coś do listy?

 

niedziela, 29 września 2019

Pakowanie czas zacząć!

Łatwo napisać, trudniej zrobić.

Moja 6,5-metrowa dziupla (nie, nie pokój, jest za mały na to określenie) jest tak maleńka, że aż się boję, że moje wszystkie rzeczy się nie zmieszczą. Bo w końcu  ile zmieści się na regale, w średniej szafie i w łóżku?

Na razie tylko widzę piętrzące się w moim pokoju sprzęty i akcesoria. Jeszcze pół roku temu nie byłam świadoma ile drobnych, niepozornych rzeczy używamy na co dzień. Sitka, noże, trzepaczki, obieraczki, deski do krojenia, miski, szmatki... To tylko kilka z rzeczy z mojej listy. Tworzyliśmy ją dobre dwa miesiące. Robiłam omlet? O, trzepaczka mi się przyda w Warszawie. Nalewałam herbatę (piję taką w liściach, nie z torebek)? Przyda mi się siteczko albo czajnik do parzenia (i nie przepuszczania listków). W ten sposób nazbierało się tego trochę. A wizyta w kochanej Ikei ciągle mnie jeszcze czeka.

Jestem jedną z tych dziewczyn, co ma mnóstwo ubrań (względnie...), ale ciągle nie ma się w co ubrać 😐 Moje pakowanie to będzie jedna wielka selekcja. Ciuchy "wyjściowe", "po domu", "zwykłe". Co wziąć, co zostawić :O Jako iż mam małą szafę, to zamierzam sobie kupić takie "pokrowce", w które pochowam np. zimą ubrania letnie. A pokrowiec siup! do łóżka. To ile rzeczy postanowiłam schować w łóżku zaczyna powoli przerastać możliwości tego biednego mebla...

*kilka dni później-czwartek rano*

Spakowałam się. O Boże, ile ja mam rzeczy. 3 walizki, kilka reklamówek i milion pudeł. Pudła to naprawdę cudowna sprawa. A na walizkach trzeba było usiąść, by je zapiąć...
Ja jadę wcześniej niż mój dobytek, bo już w czwartek (W piątek jest Dzień Adaptacyjny!), a rodzice dowożą pozostałe rzeczy w sobotę. Powodzenia w pakowaniu samochodu.



I to nie wszystko. O jedzeniu nie wspominając...
Zajęło połowę pokoju, który ma 12m^2...
*niedziela*

Ostatnie dwa dni były jednocześnie ekscytujące i przerażające. Ale chyba przeważa część "ekscytujące" 😁
Wniesienie tego wszystkiego na 4 piętro to jedno. Pochowałam ubrania (TA SZAFA TO ZMIEŚCIŁA) i trochę sprzętów do łóżka oraz załadowałam swoją półkę w lodówce, zamrażarce oraz tę na buty. Nie, żeby po tym dało się zrobić w dziupli większy krok niż wcześniej. Decyzja podjęta: Jedziemy do IKEI. (Dla tak samo ogarniętych jak my: Nie trzeba jechać do Ikei aż do Janek, jest również mniejsza w Blue City.) Nakupiliśmy mnóstwo pudełek, wieszaki na drzwi (cudo! Tym bardziej jak nie ma wieszaka na kurtki w korytarzu) i pozostałe akcesoria. Wieczór spędziliśmy w teatrze i u mojej cioci, więc pokój, do którego wróciłam na noc był tak zagracony, że to cud, iż ja się o nic nie potknęłam. Dzisiaj pojechaliśmy na zakupy spożywcze, bo przecież moje półki na jedzenie wcale nie są pełne. (Przy okazji kupiłam sobie cienki szlafrok, w którym będę przemykać do łazienki. Jak ktoś ma taką maleńką łazienkę, że ściągając jeansy nabija sobie siniaka na piszczeli, to jest to dosyć praktyczne rozwiązanie...). Nadszedł czas na chowanie mojego dobytku do pudełek, łóżka, biurka, na szafę, do regału... No w sumie to tyle. Aczkolwiek zeszło na to ze dwie godziny. I powiem wam, że moja dziupla nagle:
a) wygląda ładnie (personalizacja! Weźcie ze sobą coś swojego. Choćby kwiatek i figurkę jak ja)
b) optycznie się powiększyła (znacie to powiedzenie o wstawianiu i wystawianiu kozy z pomieszczenia? Także ten.. działa)

Kolejna wizyta u cioci przed wyjazdem rodziców z Warszawy zakończyła się dodatkową wałówką. Student zawsze przyjmie. Zawsze. Pytanie brzmiało, czy lodówka studenta przyjmie. Przyjęła. Ledwo, ale przyjęła. Uf, uf...

A teraz...no cóż, witaj studenckie życie! I słyszalne w nocy startujące/lądujące samoloty 😲

czwartek, 15 sierpnia 2019

Nie będę mieszkać w kartonie!

Nie, żebym kiedykolwiek zakładała, że będę 😁

Aczkolwiek szukanie mieszkania to była prawdziwa droga przez męki.
Słowem wstępu, do Warszawy pociągiem mam prawie 5 godzin (Pendolino jedzie 3, ale kosztuje ponad dwa razy więcej - syndrom biednego studenta → jadę dłużej). Autem też około 4,5h.
Wiedziałam, że mieszkania będą uciekać w zawrotnym tempie, dlatego szukać zaczęłam prawie od razu po dowiezieniu dokumentów.
Od razu pojawiły się pytania: gdzie? z kim? akademik, czy mieszkanie? ilu współlokatorów?
Jedyne co wiedziałam, to to, że chcę być sama w pokoju i chcę mieć łóżko, a nie kanapę.
Sprawdziłam akademiki i gdzieś przeczytałam, że dostanie jedynki (szczególnie dla pierwszaka) graniczy z cudem. Znalazłam też prywatny akademik (Student Depot) i w jego wyglądzie się zakochałam. W cenie i lokalizacji już zdecydowanie nie.
Zapadła więc decyzja → szukamy mieszkania.
Gdzie? Okolice WUMu lub centrum (plany zajęć roczników wyżej są pomocne). Dalej mi się wydaje, że centrum jest chyba lepsze (przyszłe lata + komunikacja miejska wszędzie). Choć podstawa to połączenie komunikacją między kampusami i innymi miejscami zajęć.
Z kim? Tu się zaczyna cała historia. Żadna moja koleżanka, z którą mogłabym zamieszkać nie poszła do Warszawy (Katowice i Kraków są zdecydowanie bliżej i głównie tam się rozeszli moi znajomi). Kawalerka by mi odpowiadała, ale moi rodzice chcieli, bym jednak sama nie mieszkała ("Nie znasz nikogo na początku, to chociaż w mieszkaniu się do kogoś odezwiesz"). W takim razie strzelamy w ciemno, napisałam na stronie odnośnie wynajmu mieszkań na facebooku post o tym, że szukam współlokatorki . Odzew był szybki i dosłownie mnie zasypało odpowiedziami. Dygresja: Napisała do mnie dziewczyna zaczynająca lek. Jak się dowiedziała, że moje "zaczynam studia na WUM", oznacza położnictwo, a nie lek, czy lek-dent to mi podziękowała. Serio, tylko dlatego, że studiuję coś innego O.o
W każdym razie wybrałam sobie jedną dziewczynę, w moim wieku, z innego kierunku. Umówiłyśmy się, że szukamy razem. I szukałyśmy. Raz jednej coś nie pasowało, raz drugiej, innym razem było już nieaktualne. Jednocześnie w mojej rodzinie zbliżało się większe wydarzenie i fizycznie nie mogliśmy poświęcić tylu godzin, by podjechać do stolicy, by mieszkanie oglądnąć. Faktem jest, że zrzuciłam to trochę na nią (miała dużo, dużo bliżej). Wydarzenie (początek sierpnia) się skończyło i w pełni sił i zaangażowania wróciłam do przeglądania ofert, które zaczęły znikać w zastraszającym tempie. W międzyczasie moja prawie-współlokatorka zdecydowała się zostać w jednym mieszkaniu (W sypialni była wielka szafa i łóżko, nic więcej. Ja się w salonie nie potrafię uczyć). Zostałam sama, mieszkań coraz mniej, ceny coraz wyższe (kawalerki były już zdecydowanie poza moim zasięgiem), załamanie coraz bliżej, a tu się jeszcze wczasy zbliżają. Na pocieszenie, istnieje ogrom mieszkań w których jest multum ludzi, każdy w swoim maleńkim pokoju (w którym jest wszystko, co potrzebne), w całkiem przystępnej cenie.  Ja własnie w takim będę mieszkać :D "akademik klasy średniej" jak się śmieją moi rodzice.  Ale przynajmniej jest bardzo nowocześnie i ładnie urządzone to mieszkanie :D
Czy lokalizacja w okolicy WUMu to była właściwa decyzja, to się okaże. W przyszłym roku będę się pewnie próbować przenieść do centrum :D Ale zobaczymy.

A teraz oddam się leniuchowaniu nad naszym morzem i objadaniem się goframi, a po powrocie będę szukać kolejnych potrzebnych informacji :D