Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 października 2021

Bliżej niż dalej do zostania położną, czyli drugi rok za mną

 Jeżeli ktoś śledził relacje na moim Instagramie, to wie, że 5 lipca zdałam ostatni egzamin, a kilka dni później rozpoczęłam praktyki w szpitalu w rodzinnym mieście. Skończyłam je początkiem września, a później nareszcie wyjechałam na wyczekiwane od dwóch lat wczasy. Dopiero po nich zebrałam się, by napisać ten i jeszcze dwa wpisy, ale do przeglądnięcia i poprawiania nie było mi już tak spieszno. 

Sesja w tym semestrze była męcząca. 5 egzaminów w 3 tygodnie i poprzedzający miesiąc spędzony na "kuciu". Niesamowicie zależało mi na tym, by nie mieć w tym roku poprawki. Nie wiem, kiedy miałabym się na nią uczyć, nie wspominając o obciążeniu psychicznym, którego zdecydowanie nie potrzebowałam. Udało mi się zdać nawet najtrudniejszy PIOP (i to na 4!), więc ze spokojną głową mogłam udać się na praktyki i stracić poczucie czasu.

Co do drugiego roku studiów, to jest to zdecydowanie rok, o którym kiedyś będę opowiadać wnukom i moim dużo młodszym koleżankom po fachu. Zdalne nauczanie, zablokowane praktyki, odrabianie praktyk (i całe wakacje w szpitalu), pierwszy dyżur, pierwszy przyjęty poród. 

Jesteśmy rocznikiem niejako "przejściowym", ponieważ starszy rocznik miał inaczej rozstawione egzaminy, a rocznik poniżej ma inaczej rozstawione przedmioty, np. ratownictwo medyczne ja miałam w 3. semestrze, a oni w 2.
W każdym razie, przejdźmy do podsumowania. W tym roku nie będę podawać ile trwały zajęcia, bo przez zdalne nauczanie, częściowo na platformie e-learningowe, różnie to bywało. 

  • Badania fizykalne - ćwiczenia (3sem.) - zaliczenie ustne.
    Były to zajęcia, na których uczyliśmy się jak badać pacjenta, jak zbierać wywiad. Przechodziliśmy po kolei po układach ciała, najpierw zdalnie, potem spotykaliśmy się stacjonarnie na praktykę. Zaliczenie było z teorii, stacjonarnie w formie ustnej. Jeżeli się nauczyło, to było proste :D
  • Badania naukowe w położnictwie - seminaria - (3sem) - zaliczenie w formie pracy.
    Na tych zajęciach uczyliśmy się pisać pracę licencjacką. Fajnie, jeżeli wiecie o czym chcecie pisać tę prawdziwą pracę, bo możecie już zacząć, ale nie jest to konieczne. Ja na potrzeby zajęć wymyśliłam sobie temat, o którym na pewno nie zamierzam pisać pracy dyplomowej, ale "szkielet" wykorzystam.. Zaliczenie otrzymywałyśmy na podstawie właśnie tej "wersji demo" pracy licencjackiej, którą pisałyśmy w trakcie zajęć online. Całkiem przyjemne i potrzebne zajęcia, choć na początku uważałam, że to niepotrzebny pochłaniacz czasu.
  • Chirurgia - wykłady (3 sem), zajęcia praktyczne w szpitalu (4 sem - 1 tydzień). 
    Przedmiot całkiem przyjemny. Nie możemy pracować na tym oddziale, więc byłyśmy traktowane odrobinę łagodniej. Zajęcia w szpitalu bardzo mi się podobały, naszą prowadzącą była niesamowita rezydentka chirurgii. Forma zajęć była inna niż na "naszych" oddziałach, nie podlegałyśmy personelowi pielęgniarskiemu, tylko lekarzowi, chodziłyśmy za nim jak cień. Widziałyśmy przeszczep nerki, operację zmniejszania żołądka, pomagałyśmy przy oczyszczaniu owrzodzeń (to było... trudne przeżycie). Rada ode mnie, zjedzcie śniadanie przed zajęciami, bo na sali operacyjnej stoi się w miejscu, jest duszno i łatwo o omdlenia.
  • Choroby Wewnętrzne, czyli Interna - wykłady (3 sem) i ćwiczenia online/zajęcia praktyczne (4 sem - 1 tydzień) - zaliczenie w formie krótkiej prezentacji i egzamin.
    Bardzo, bardzo obszerny zakres materiału, ale forma zajęć bardzo przystępna.  Jednego dnia miałyśmy zajęcia stacjonarne w poradni nefrologicznej, gdzie zbierałyśmy wywiad z pacjentem, a później referowałyśmy lekarzowi czego się dowiedziałyśmy. To jest trudniejsze niż myślałam. Jeden pacjent na pytanie "Z czym Pan do nas dzisiaj przychodzi?" zaczął nam opowiadać o zabiegach na oczy ponad 20 lat wcześniej i nie w sposób było mu przerwać.
    Zajęcia online kończyliśmy krótką prezentacją na temat powiązany z położnictwem (np. cukrzyca ciążowa), a na koniec, przed egzaminem mieliśmy dodatkowe spotkanie podsumowujące, gdzie prowadzący wyszczególnił tematy, na które mamy zwrócić szczególną uwagę. 
  • Farmakologia - wykłady i seminaria (3sem)  - egzamin.
    Powiedzieć, że jest to trudny przedmiot, to jak nic nie powiedzieć. Osobiście wiem, że choć zdałam egzamin w pierwszym terminie na 4, to o lekach i substancjach wiem zbyt mało i będę się musiała dokształcić we własnym zakresie. Grup leków jest bardzo dużo, mają rozmaite działanie, skutki uboczne, dawkowanie, wszystko się miesza :( 
    Najwięcej o lekach dowiedziałam się (i zapamiętałam) na zajęciach w szpitalu, gdy rozkładałam je i doczytywałam czym są, jak działają, jak się je podaje.
  • Język angielski - lektorat (3 i 4 sem) - zaliczenia i egzamin ustny.
    Forma zajęć nie zmieniła się od poprzedniego roku, pisałyśmy sprawdziany na koniec semestru, przedstawiałyśmy prezentacje. Egzamin ustny  przeprowadzany był w obecności egzaminatora i naszego nauczyciela. Musiałyśmy przedstawić wybrany przez siebie temat o komplikacji położniczej i odpowiedzieć na jedno z puli pytań (wylosowałam oczywiście to, którego nie chciałam), ewentualnie na dodatkowe pytania od egzaminatora. Ja po angielsku mówię całkiem płynnie, więc dla mnie egzamin był bardzo prosty.
  • Neonatologia - ćwiczenia, seminaria  i wykłady (3 sem), zajęcia w szpitalu (4 sem - 1 tydzień) – egzamin.
    W tym roku skupiliśmy się na patologii noworodka, opieką nad wcześniakami i chorymi dziećmi. Niestety przestało być słodko i przyjemnie.
    Neonatologia jest dla mnie trudna do nauki, nie wiem dlaczego, ale opieka nad noworodkami przychodzi mi z łatwością, karmienie, przewijanie i usypianie to proste zadanie, zakładanie sond zdecydowanie do nauczenia. Egzamin to głównie pytania o praktykę, więc przystępne.
  • Patologia (patofizjologia i patomorfologia) - seminaria (3 sem).
    Dla mnie, jeden z bardziej stresujących przedmiotów. Nie lubiłam fizjologii, a ten przedmiot to jego bardziej pokręcona wersja. I choć prawdą jest, że na anatomii, fizjologii, patologii i farmakologii opiera się w zasadzie cała medycyna, to dla mnie jest to "za dużo na raz", by porządnie tę wiedzę przyswoić.
  • Pediatria - ćwiczenia i wykłady (3 sem), zajęcia w szpitalu (4sem - jeden tydzień) – egzamin.
    Skupiliśmy się głównie na małych dzieciach, niemowlakach. Na wykładach poruszane były tematy ogólne, o chorobach krwi, śmierci dzieci, najczęstszych infekcjach, a na ćwiczeniach tradycyjnie skupiliśmy się na praktyce, np. na nebulizacji. Zajęcia w szpitalu... nie ukrywam, były nudne. Jedyne, co mogłyśmy robić to mierzenie stanu ogólnego i ważenie dzieci. Luksusem było usunięcie wkłucia. Do tej pory realizowano praktyki z pediatrii na patologii noworodka, ale od tego roku przeniesiono je na oddziały pediatryczne. Egzamin z rodzaju "przyjemnych", wymagany materiał to głównie praktyka.
  • Podstawy ratownictwa medycznego - ćwiczenia i wykłady (3 sem) – zaliczenie.
    Jak sama nazwa wskazuje, uczyliśmy się o udzielaniu pierwszej pomocy, zarówno w szpitalu, jak i poza nim. Warto się przyłożyć do teorii, bo za niewiedzę grupa może wylecieć z sali i będzie musiała odrabiać. Zajęcia kończyliśmy zaliczeniem (w naszym przypadku on-line)
  • Położnictwo i opieka położnicza - wykłady i seminaria (3 sem), zajęcia w szpitalu (4 sem - 2,5 tygodnia) - zaliczenie i egzamin.
    Zakres materiału niezwykle obszerny i niezwykle ważny. W dużym skrócie można powiedzieć, że uczymy się o tym, jakie "przypadki" możemy spotkać na oddziale patologii ciąży, gdzie odbywamy zajęcia praktyczne. Większości z nas PiOP się bardzo podobał, jest to jeden z najważniejszych przedmiotów, dlatego warto się do niego przykładać. Na koniec 3. semestru pisałyśmy zaliczenie, a w sesji letniej egzamin. Na praktykach powtarzałyśmy materiał, miałyśmy też seminaria teoretyczne. Egzamin jest dosyć trudny, na domiar złego, w jego skład wchodzi diagnostyka medyczna, którą mało kto lubi. Podczas nauki do sesji "Bręborowicza" przewertowałam od deski do deski chyba milion razy, ale dla pocieszenia, dużo pamiętałam, doczytywać musiałam szczegóły.
  • System informacyjny w ochronie zdrowia - seminaria (3 sem).
    Przedmiot bardzo krótki i zwięzły. Prowadzący pokazywał nam, gdzie i jak możemy znaleźć informacje o ochronie zdrowa, opowiadał o IKP.
  • Techniki porodowe i prowadzenie porodu - ćwiczenia, seminaria i wykłady (3 sem), zajęcia w szpitalu (3 tyg) - zaliczenie, OSCE.
    Moje ulubione zajęcia! Uwielbiam tematy związane z porodem. Podobnie do neonatologii, drugi rok to krwotoki okołoporodowe, porody miednicowe, dystocje, ciąże bliźniacze, problemy z łożyskiem, czyli nie fizjologia. Duży nacisk położony był na praktykę, kolejność wykonywania procedur. Seminaria i wykłady również były bogate w ciekawą wiedzę. Zajęcia praktyczne to inny świat, moim zdaniem trzeba dorosnąć do tego, by salę porodową kochać, nie wolno się zniechęcać po pierwszym załamaniu.
    Jesteśmy pierwszym rocznikiem, który egzaminu z TPiPP na drugim roku nie pisał, zmierzymy się z nim za rok.
  • Wprowadzenie do komunikacji medycznej - seminaria (3 sem).
    Zajęcia zaskakująco potrzebne. Jest to kontynuacja zajęć z pierwszego roku. Na szczęście tym razem prowadzone w czasie rzeczywistym, z prowadzącym. Omawialiśmy konflikty, jakie możemy spotkać w pracy, jak sobie z nimi radzić, jak się zachować. Dwa razy na zajęciach obecna była aktorka, która odgrywała rolę pacjentki w sytuacji trudnej, my musiałyśmy zareagować, odegrać rolę położnej. Osobiście nie lubię tego typu aktywności, zdecydowanie wolę omawianie tematu, ale chyba jestem w mniejszości. Dostosowywanie się do sytuacji też trzeba ćwiczyć, prawda?

 

Mojej grupie trafił się dodatkowy tydzień wakacji, dlatego zaczynam rok akademicki dopiero 11 października i z jednej strony się cieszę dodatkowym wolnym, a z drugiej tak bardzo mnie już ciągnie do szpitala, do tego medycznego świata. 
W tym roku mam ambitny plan być tutaj trochę bardziej aktywna, ale zobaczymy jak to będzie.

środa, 7 października 2020

Podsumowanie 1. roku położnictwa

6 lipca oficjalnie rozpoczęły się wakacje. Dla tych, co wszystko zdali było to 13 tygodni wolnego (w tym roku zajęcia zaczynaliśmy 5 października). 

Stwierdziłam, że warto sobie podsumować ten pierwszy, trochę dziwny rok akademicki. Chciałam ten post napisać po zakończonych praktykach, ale no cóż... świat  najwyraźniej jest przeciwko mnie 😕 Co prawda już zaczął się kolejny rok akademicki, ale miałam na głowie coś innego. Potrzebowałam też małej przerwy od uczelnianych spraw, ale o tym kiedy indziej. 


Zacznijmy od podsumowania zajęć, przedmiotów zawodowych/kierunkowych:

  • Podstawowa opieka położnicza, w skrócie POP - wykłady (1. i 2. semestr), ćwiczenia (1. semestr, 3-4 spotkania, 2. semestr, dwa spotkania), seminaria (1. semestr)
    Wykłady zawierały zarówno tematy ściśle powiązane z położnictwem, jak i te “zahaczające” o pielęgniarstwo. Nic dziwnego, że najbardziej podobały mi się te pierwsze, ale nie mogę powiedzieć, że inne były nudne (no, może oprócz historii pielęgniarstwa... ). Wykłady miałyśmy dwa razy w tygodniu, raz 2h 15min, raz 1,5h. Zagadnienia poruszane na zajęciach  obowiązywały nas na egzaminie.
    Ćwiczenia w pierwszym semestrze odbywały się w szpitalu, ale nie były to zajęcia praktyczne. Omawiałyśmy dokumentację, szkołę rodzenia, sterylizację narzędzi. Zajęcia trwały w teorii 2,5h. W drugim semestrze miałyśmy jedno spotkanie odnośnie przyjęcia fizjologicznego porodu (od razu zaliczałyśmy), musiałyśmy w ich trakcie dokładnie mówić co robimy, użyć prawidłowych narzędzi. Podobały mi się. Drugie zajęcia (w moim wypadku już on-line) dotyczyły laktacji i problemów, jakie mogą się pojawić. Trwały one po 2h 15min.
    Seminaria odbywały się częściowo stacjonarnie, częściowo na platformie e-learningowej. Uwielbiałam te zajęcia i nasze prowadzące. Uczyłyśmy się o ciąży, połogu, laktacji, cyklu. Zajęcia stacjonarne trwały 2h 15min. Materiał obowiązywał na grudniowym zaliczeniu oraz na egzaminie w sesji letniej.

  • Techniki położnicze i prowadzenie porodu, w skrócie TPiPP - seminaria (1. semestr) i ćwiczenia (1. i 2. semestr)
    Ćwiczenia to czysta wiedza przydatna na porodówce. Na  pierwszym roku jest wszystko pięknie i cudownie, bez większych komplikacji, czy nieprawidłowości. Uczyłyśmy się m.in. jak zbudowana jest miednica, drogi rodne, jak przyjąć fizjologiczny poród i jak postępować w jego trakcie oraz jak odczytywać zapis KTG. Praktyczna część zajęć odbywała się na fantomach, czasami na nas z fantomowym brzuszkiem ("rodziłam" z tym brzuszkiem w takiej pozycji, że zakwasy miałam przez 3 dni). Gdyby nie koronawirus, odwiedziłybyśmy Centrum Symulacji. Tęskniłam za tymi zajęciami w trakcie nauki zdalnej. Trwały 2h 15min. Na zakończenie semestru pisaliśmy szczegółowe kolokwium/zaliczenie.
    Seminaria wyglądały zupełnie inaczej, a trwały niecały jeden semestr. Tematy się nie pokrywały. Najpierw omawiane były zagadnienia takie jak rola osoby towarzyszącej, wpływ psychiki na poród, trudne sytuacje na sali. Przygotowywałyśmy  również fragmenty tekstu kultury, który dotyczył porodu, rodzicielstwa i omawiałyśmy poruszany problem. Zaliczałyśmy, przygotowując wspomniane fragmenty tekstów. Zajęcia trwały 2h 15min.

  • Neonatologia - seminaria i ćwiczenia (1. semestr)
    Jest to pierwsze zetknięcie się z wiedzą na temat noworodków. Na pierwszym roku uczymy się tylko o prawidłowych, fizjologicznych rzeczach, dlatego zajęcia mamy tylko przez 1,5 miesiąca. Zagadnienia się w miarę pokrywały. Na ćwiczeniach uczyłyśmy się m.in. kąpać dziecko (cała toaleta), przewijać, zawijać w pieluszki, ubierać, ważyć, mierzyć (te czynności wykonywałyśmy na lalkach), uczyłyśmy się np. o badaniach przesiewowych, pierwszych szczepieniach.
    Seminarium wyglądało różnie, zależnie od prowadzących. Albo dziewczyny się przygotowywały na zajęcia albo, jak my, dostawałyśmy materiały wcześniej i odpowiadałyśmy na kilka pytań na początku następnych zajęć. Bardzo lubię neonatologię, ale uczyło mi się jej ciężej niż POP-u. Ćwiczenia trwają 2h15min, kończą się zaliczeniem, a seminarium trwa 1,5h i także kończy się zaliczeniem.

  • Podstawy pielęgniarstwa, w skrócie PP - Seminaria (1. semestr) i ćwiczenia (1. i 2. semestr)
    Kochałam ćwiczenia z tego przedmiotu. To właśnie na nich uczymy się podstawowych czynności pielęgniarskich, między innymi takich jak prawidłowe mycie rąk, iniekcje, pobieranie krwi, cewnikowanie, mierzenie ciśnienia. Wykonujemy wszystko na fantomach, czasami na sobie nawzajem. Pamiętam, że na pierwszych zajęciach uczyłyśmy się poprawnie ścielić łóżko i zmieniać pościel. Kiedy z koleżanką miałam pościelić intuicyjnie, bez wcześniejszego tłumaczenia, poległyśmy z kretesem "topiąc się w zarazkach"😂. Uwierzcie lub nie, ale od tych zajęć ścielę (o ile to robię...) własne łóżko w bardzo zbliżony sposób do tego prawidłowego.  Zajęcia trwały planowo 2h15min, ale często przerabiałyśmy temat w krótszym czasie. Czynności zaliczałyśmy na bieżąco.
    Seminaria... spędzały mi sen z powiek, ponieważ musiałyśmy materiał wykuć na blachę, byłyśmy wszystkie pytane oraz miałyśmy bardzo mało czasu na przejazd między zajęciami, a nie mogłyśmy się spóźnić. Przerabiałyśmy inne zagadnienia niż na ćwiczeniach, dotyczyły głównych zaburzeń, norm dotyczących poszczególnych układów (zagadnienia do opracowania były podawane zajęcia wcześniej). Polecam uczyć się z książek o pielęgniarstwie. Zajęcia trwały 2h15min i kończyły się zaliczeniem. 

Niestety inne przedmioty też istnieją i też trzeba je zaliczyć: 


  • Anatomia - wykłady i ćwiczenia (1. i 2. semestr)
    Tego przedmiotu nie trzeba przedstawiać. Jest dokładnie tym, o czym myślimy przed studiami - szczegółową wiedzą na temat ludzkiego ciała. Do dzisiaj nie do końca wiem, jak bardzo szczegółowa wiedza nas obowiązuje. Tematy z wykładów i ćwiczeń się pokrywają, wykłady są bardziej rozbudowane, szczegółowe.
    Wykłady jak wykłady, warto chodzić, bo pojawiają się pytania dotyczące materiału przerabianego na nich. Prawdą jest, że mało osób na  nie chodziło, 7:30 nie zachęcała. Trwały 1,5h.
    Ćwiczenia, które ja nazwałabym seminarium, odbywały się w salach, nie w prosektorium. Robiłyśmy albo oglądałyśmy prezentacje, taki mini-wykład. Zajęcia planowo trwały 2h 15min. Cały przedmiot kończył się zaliczeniem pierwszego i drugiego zakresu, a na koniec egzaminem w sesji letniej.

  • Embriologia - wykłady i ćwiczenia (2. semestr)
    Nauka o rozwoju tkanek i płodu. Mam wrażenie, że wykłady i ćwiczenia  w zakresie materiału nie pokrywały się.
    Wykłady prowadził profesor, którego bardzo lubiłam. Zawsze wtrącał jakieś ciekawostki, bardziej lub mniej szokujące. Lubiłam go słuchać. A on lubił być słuchany przez dużą liczbę studentów, więc radzę chodzić 😁 To właśnie wiedza głównie z wykładów obowiązuje na zaliczeniu.
    Ćwiczenia można by nazwać zajęciami z histologii. Najpierw spotykaliśmy się wszyscy w większej sali na mini-wykładzik, a potem przechodziliśmy do mniejszych sal, by oglądać tkanki pod mikroskopem. Miałyśmy również możliwość przyjścia i oglądania tych preparatów poza zajęciami. Cały przedmiot kończy się zaliczeniem.

  • Pedagogika - wykłady i seminaria (1. semestr)
    Zajęcia o rozwoju dziecka, wpływach środowiska na dziecko. Tematy z seminariów i wykładów się nie pokrywały, ale wszystko obowiązuje na egzamin.
    Mnie wykłady się całkiem podobały. Listy się pojawiają na niektórych zajęciach. Trwały 1,5h.
    Na seminariach omawialiśmy teksty podane wcześniej. Jeżeli się przeczytało tekst, to się nie miało większego problemu na zajęciach. Trwały 2h 15min. Na koniec, w sesji zimowej, pisaliśmy egzamin.

  • Biofizyka - wykłady i ćwiczenia (październik)
    Zajęcia w miarę ciekawe, ale trudne. Trwały tylko 4 tygodnie.
    Po każdych ćwiczeniach pisałyśmy kartkówkę. Ocena z zajęć była średnią z tych właśnie kartkówek.
    Wykłady mniej-więcej pokrywały się z ćwiczeniami.

  • Fizjologia - wykłady (1. semestr) i ćwiczenia (2. semestr)
    Przedmiot dla mnie bardzo trudny i skomplikowany. Trzeba na niego poświęcić dużo czasu, tak jak na anatomię. Gdyby nie wejściówki/wyjściówki, to uwielbiałabym ćwiczenia, bo były naprawdę ciekawie prowadzone i przez czas ich trwania zagadnienia wydawały mi się nawet zrozumiałe. Przedmiot ważny, ponieważ na nim opiera się patologia i patofizjologia (na drugim roku).
    Wykłady były częściowo zamieszczone na platformie e-learningowej, część odbywała się stacjonarnie (2h 15min). Ćwiczenia planowo miały być wszystkie stacjonarnie, ale końcówka, z wiadomych przyczyn, odbywała się już na Teamsie. Pierwotnie trwały 3h.
    Przedmiot kończył się egzaminem w sesji letniej, ale był poprzedzony prostszym zaliczeniem. 

  • Socjologia - wykłady (2. semestr)
    Bardzo przyjemne zajęcia, naprawdę. Spodziewałam się suchych faktów, jakichś dziwnych analiz społeczeństwa, a dostałam edukującą dyskusję na temat przewidzianych zagadnień. Są to zajęcia humanistyczne, trochę zahaczające o filozofię, z których ja zawsze wychodziłam z poczuciem, że coś (choć nie potrafię określić co) w moich poglądach się zmieniło , zyskałam szerszą perspektywę na poruszane tematy. Zdecydowanie nie uważam tych 2h15min w tygodniu za zmarnowane Jako zaliczenie musiałyśmy napisać  krótki esej o tym, co nas zaciekawiło w socjologii. Ja napisałam o tym, dlaczego decydując się na pierwsze dziecko, pary są starsze niż kiedyś.

  • Filozofia i etyka zawodu położnej - wykłady i seminaria (2. semestr)
    Zajęcia były prowadzone przez tego samego doktora, więc wyglądały podobnie do socjologii. Dyskutowaliśmy zarówno na wykładach jaki i na seminariach na tematy bardziej i mniej kontrowersyjne. Jedno i drugie trwało 2h 15min. Na zakończenie pisaliśmy prościutki test zaliczeniowy.

  • j. angielski - lektorat (1. i 2. semestr)
    Bardzo dużo zależy od prowadzącego. Ja muszę przyznać, że trochę się na zajęciach nudziłam. Mówię płynnie po angielsku, zdawałam rozszerzenie na maturze, więc byłam przyzwyczajona do zupełnie innego systemu i tempa nauki, które były tutaj wyśrodkowane. Zajęcia są przede wszystkim skupione na nowym (często również dla mnie), bardziej specjalistycznym słownictwie. Wydaje mi się, że część grup przygotowywała prezentacje, my głównie przerabialiśmy ćwiczenia z podręcznika. Moja grupa na  zakończenie pierwszego semestru musiała zdać ustnie procedurę medyczną i napisać sprawdzian, na zakończenie drugiego prezentowałyśmy wybrany przez siebie położniczy temat (np. pływanie i streching w ciąży, rodzaje antykoncepcji) i również pisałyśmy sprawdzian.

  • Mikrobiologia z Parazytologią - wykłady i ćwiczenia (1. semestr)
    Tak naprawdę to są to dwa przedmioty, ale egzamin w sesji zimowej jest wspólny.
    Ilość materiału do zapamiętania jest ogromna, sam skrypt do parazytologii jest gruby na 1 cm i pisany małym drukiem.
    Wykłady nie wyróżniały się niczym szczególnym, trwały 2h 15minut (mikrobiologia) lub 4h 15minut (parazytologia, skumulowana)
    Ćwiczenia mieliśmy przy mikroskopach, oglądaliśmy preparaty i uzupełnialiśmy ćwiczenia. Na mikrobiologii pisaliśmy dwa kolokwia, a na zakończenie parazytologii musieliśmy znaleźć preparat na szkiełku. 

  • Genetyka - wykłady i ćwiczenia (1. semestr)
    Spodziewałam się czegoś trudniejszego (nie mówię, że było łatwo), a może po prostu od zawsze lubiłam genetykę? Dużo materiału dotyczyło wad genetycznych. Ćwiczenia przypominały mi wykłady, tylko raz robiliśmy coś praktycznie. Zajęcia trwały 2h 15min.
    Zaliczenie odbywało się w sali komputerowej. Obowiązkowo do wykucia jest książeczka z bazą pytań (dostępna w skrypciarni).

  • Biochemia - wykłady (1. semestr)
    Straszne, przerażające, ale do zaliczenia. Uważam, że jeżeli jesteście po biol-chemie to po uważnym wysłuchaniu wykładów nie powinno być większych problemów ze zdaniem na 3, jeżeli zależy wam na  wyższych ocenach, musicie  włożyć w naukę  trochę więcej wysiłku.
    Wykłady odbywały się w formie kursu na e-learningu, mieliśmy do nich dostęp cały semestr, pamiętam, że mi się strasznie dłużyły. Cieszę się, że nie zostawiłam ich sobie na ostatnią chwilę, bo wszystko by mi się pomieszało. Zaliczenie odbywało się w sali komputerowej.

  • Podstawy komunikacji medycznej - wykłady (2. semestr)
    Nie jestem do końca pewna, czy mogę to nazwać wykładami. Na platformie mieliśmy udostępniony kurs, w którego skład wchodziły krótkie omówienia i scenki. Materiał był dla mnie oczywisty, ale czasem warto wrócić do podstaw komunikowania się, przypomnieć sobie zasady i różne triki.

  • Epidemiologia - wykłady (2. semestr)
    Zanim uczelnie przeszły na zdalny tryb nauczania mieliśmy spotkać się dwa razy. Wykłady zostały jednak umieszczone na platformie. Temat był trochę "na czasie". Musieliśmy zaliczyć materiał pisząc na platformie test.

  • Dietetyka - wykłady i seminaria (2. semestr)
    Poznaliśmy podstawowe wiadomości na temat odżywiania zdrowego pacjenta, dzieci, chorych i kobiet w ciąży. Zakres materiału był dosyć obszerny, na zajęciach stacjonarnych brakowało nam czasu na notowanie, gdy prowadzące starały zmieścić się w wyznaczonym czasie (wykład 2h, seminarium 2,5h).
    Zabawna sprawa odnośnie wykładu, to to, że wpis na listę obecności dostawało się dopiero po okazaniu dokumentu ze zdjęciem. 

  • Psychologia - wykłady i ćwiczenia (2. semestr)
    Niestety większość zajęć odbyła się już zdalnie, a szkoda, bo na ćwiczeniach stacjonarnych na pewno byłoby lepiej. Zajęcia z relaksacji, na które miałyśmy przynieść sobie czekoladę, ewentualnie maty do ćwiczeń nie zdążyły się odbyć, a czekałam na nie. Seminaria trwały 2h15minut. Zaliczałyśmy wysyłając uzupełnione karty pracy.
    Wykłady miały trwać 3h. Poruszały psychologiczne aspekty, które mogą dotknąć w pracy lub w życiu nas, położne. Materiał obowiązywał na egzaminie w sesji letniej.

  • Organizacja pracy położnej - seminaria (2. semestr)
    Oczywiście nie były to stacjonarne zajęcia, nie zdążyły być. Dowiedzieliśmy się tutaj między innymi o tym, jak powinien wyglądać grafik dyżurów, ile godzin pracy mieści się w etacie i ile przerwy potrzeba po jakim dyżurze. Na zaliczenie robiłyśmy właśnie taki grafik oraz pisałyśmy CV i list motywacyjny.

Jak oceniam pierwszy rok? Zdecydowanie jako męczący, ale jednocześnie fajny rok. Tyle nowych i ciekawych informacji, wspaniałych zajęć, które wciąż mnie utwierdzają w tym, że położnictwo to właściwa droga dla mnie, tyle nowych, wspaniałych znajomych, którzy nadają na tych samych falach, co ja. Nie mogę jednak pominąć określenia "rozczarowujący", gdy opisuję ten rok. Nastawiłam się na praktyki grupowe i indywidualne, które się przez pandemię nie odbyły. Zostało mi jedynie w dalszym ciągu na nie czekać i cieszyć się drugim rokiem.


wtorek, 22 września 2020

Nie zapomnij o kredkach, czyli z czym na zajęcia?

Pierwszy rok to czas, kiedy adaptujemy się do nowego sytemu nauczania. Z perspektywy czasu powiem, że spodziewałam się dużo większej zmiany. Nie mam na myśli ilości nauki, tutaj spodziewałam się więcej nauki niż w liceum i to dostałam, ale ciągle miałam nadzieję na większą ilość czasu wolnego.

Stwierdziłam, że jeżeli tylko nie muszę, to nie będę więcej dźwigać niepotrzebnych kilogramów w torebce (która i tak zawsze waży tonę, naprawdę nie wiem jak...). Notatki można przecież robić na luźnych kartkach, a potem segregować je do odpowiednich teczek. Czy to była dobra decyzja?  Tak i nie, ale o tym później. 

W jednym z pierwszych postów pisałam o tym, co powinno się wiedzieć, gdy wybiera się na położnictwo na WUM. Teraz trochę rozszerzę listę "Poradnika dla pierwszaczków".

          

Pozę wybaczcie, nie wiem, co ja na tym zdjęciu zrobiłam...

Ubrania 

Mundurek wymagany jest jedynie na ćwiczeniach. Zamawia się go wspólnie z całym rokiem. Całość organizuje ktoś z wyższych roczników. Ustalacie sobie, jaki kolor mundurka będziecie nosić, cały rok musi zakupić taki sam kolor, zazwyczaj są to bordowe spodnie i biała góra z bordową lamówką (tak jak na zdjęciu), takie połączenie wygląda moim zdaniem całkiem ładnie. Oczywiście można sobie mundurek sprawić samemu (we właściwym kolorze!), ale nie uważam, by to miało na początku sens, tym bardziej, że zamawiając razem, macie zniżkę. Osobiście polecam zamówić sobie dwa zestawy. Na praktykach warto mieć jeden dodatkowy w szafce, a w ciągu roku jest to po prostu wygodne, bo nie musicie się martwić, czy mundurek zdąży wam wyschnąć na następny dzień. Ja wzięłam dwa zestawy i dodatkową górę, byłam zadowolona z tej ilości (praktyk nie miałam, więc tu się nie wypowiem).

Jeżeli jest wam zimno, to raczej polecam rozpinane sweterki, bo łatwiej je zdjąć do mierzenia ciśnienia, niż podwijać długi rękaw bluzki, którą macie pod bluzą medyczną. Zdarzyło mi się jednak chodzić w jednym i drugim, ale na podstawy pielęgniarstwa starałam się mieć zawsze odsłonięte ręce.

Dopóki mundurków nie dostaniecie (około miesiąca), to na ćwiczenia chodzicie w białych bluzkach z krótkim rękawem i czarnych spodniach. 

Buty medyczne powinniście mieć już na samym początku. Kupujecie je oczywiście indywidualnie. Muszą one być łatwe w czyszczeniu, dlatego takie "typu crocsy" są bardzo popularne. Najlepiej białe, ale Dr. Cichobieg jest dopuszczalny, dużo osób biega w ich  bociankach. I pamiętajcie, buty muszą być wygodne. Przyjdzie czas, gdy spędzicie w nich 12 godzin. Moje widzicie na zdjęciu.

Na mikrobiologię i parazytologię potrzebujecie biały fartuch. Często sprzedają je roczniki wyżej. Możecie zamówić je też razem z mundurkami, ale nie wiem jak długo się na nie czeka. 

Na anatomii nie wchodzicie do prosektorium, więc tam ubrani jesteście normalnie. 

Książki 

Tak, jak pisałam w podlinkowanym wyżej poście, na pierwszych zajęciach dowiecie się dokładnie jakich książek potrzebujecie i czy w ogóle. Bardzo często korzystamy ze skryptów z uczelnianego wydawnictwa, które możecie kupić w Skrypciarni na kampusie Banacha (Przyjmują tylko gotówkę!). Z książek, które powinniście mieć na własność, to na pewno "Położnictwo w teorii i praktyce" na TPIPP (bardzo szybko znikają ze skrypciarni) i "English for Midwifes" na język angielski (my zamawiałyśmy grupą) oraz "Neonatologia. Praktyczne umiejętności w opiece nad noworodkiem". Od starszych roczników warto kupić skrypt do mikrobiologii i parazytologii, do biofizyki i zbiór pytań na genetykę (je również znajdziecie w skrypciarni). Ćwiczenia do parazytologii i mikrobiologii (dwa różne) kupcie dopiero po pierwszych wykładach, ponieważ może się zmienić ich zawartość. Książki do innych przedmiotów znajdziecie w bibliotece i na IBUKu. A jeśli chodzi o książkę do anatomii, to nie mam pojęcia, co będzie dobrym wyborem (testy, testy, testy 😜). Ja korzystałam ze Skawin z UJ, ponieważ miałam je od siostry, lubiłam je. Wiem, że dużo osób korzysta z Pituchowej, Woźniaka lub innych. Oficjalnie podpieramy się Bochenkiem. 

Dodatkowo polecam "Udany poród" wydawnictwa PZWL. Moim zdaniem obowiązkowa pozycja. Mam wrażenie, że zdaniem większości studentek położnictwa udzielających się w social mediach, również.

 

Notatki

Tutaj panuje kompletna dowolność. Możecie mieć osobny zeszyt do każdego przedmiotu, możecie mieć luźne kartki, możecie mieć zeszyty tylko do przedmiotów, na których dużo się pisze (Techniki!), albo pisać na zajęciach na szybko na kartkach, lub robić zdjęcia slajdów (musicie pytać wykładowców, czy można, często nie), a potem ładnie przepisywać do zeszytu. Widziałam, że część dziewczyn robiła na wykładach notatki na laptopie. Nie pamiętam, czy na każdym wykładzie było to dozwolone. Pamiętam, że klikanie mnie wkurzało 😐.

Z perspektywy czasu ja jednak założyłabym zeszyt z Technik, a z reszty pisałabym na luźnych kartkach, tak jak robiłam.

Co do tych kartek... Na zdjęciu widzicie, co uważam za warte posiadania, jeżeli wybierzecie taką formę. 

Teczkę z przegródkami podpatrzyłam u koleżanki i zazdrościłam  przez bardzo długi czas. Na ten rok kupiłam własną. Każdy przedmiot danego dnia ma swoją przegródkę, notatki nie pomieszają się. Mnie mieszały się bardzo często... 

Twarda podkładka to coś, bez czego ja bym oszalała. Bardzo nie lubię pisać na kartce, która dotyka biurka czy stoliczka. Do tej pory nosiłam ze sobą tę zamykaną, bo kartki mi się nie podwijały. Teraz będę jej używać w pociągu, a na zajęcia nosić będę tę "jednoczęściową". Kartki będą w teczce, więc się nie pomną.

Duże teczki lub segregatory. Spięte materiały, notatki wkładam do takich teczek. Każdy przedmiot ma swoją teczkę, grubszą, cieńszą, lub skoroszyt. Dzięki temu mam posegregowane notatki. Najgrubsze kupiłam dopiero w tym roku dla PiOP-u i technik (chyba, że jednak stworzę ten zeszyt... wtedy będę mieć jedną zapasową). 

Drobne rzeczy

Kredki. Obowiązkowo miejcie ze sobą kredki. Przydadzą się wam na mikrobiologii, bo w ćwiczeniach należy czasami narysować to, co widzicie pod mikroskopem. Pierwszy miesiąc pożyczałam od koleżanek (bo swoje oczywiście zostawiłam w Bielsku, po co komu kredki na studiach...), ale to jest uciążliwe. 

Długopisy: niebieski, czerwony, zielony. Do tej pory używałam niebieskiego i czerwonego, przy czym tego drugiego użyłam tylko na PP i do robienia notatek, ale jest ważną rzeczą na praktykach. Zielony, jeśli się nie mylę, też. Nie zapomnijcie o milionie niebieskich/czarnych wkładów do długopisów. Lubią się niespodziewanie kończyć.

Zakreślacze i cienkopisy do sporządzania notatek zawsze się przydają. Ja lubię też znaczniki, do oznaczenia danej strony w książce.

Zszywacze i spinacze są bardzo pomocne przy segregacji notatek.

Identyfikator. Potrzebowałyśmy go na początku na PP. Do zrobienia samemu. Taki bardziej oficjalny będzie na pewno potrzebny na praktyki. 

Na praktykach potrzebować będziecie też małego, mieszczącego się w kieszeni, notesika na notatki dotyczące pacjentek i ich szkrabów. 

Pendrive to kolejna rzecz, którą zostawiłam w Bielsku, a była mi potrzebna już w październiku.

Kalendarz. Nie myślałam, że będę tą osobą, która wszędzie biega z papierowym kalendarzem. Pewnie gdybym nie dostała go na adapciaku, to nawet nie wiedziałabym, jak bardzo jest mi potrzebny. Zapisywałam tam plan na każdy tydzień, był bardziej czytelny. Przy przesuwaniu zajęć, warto mieć go pod ręką. Wpisywałam tam również wszystkie kolokwia, przypomnienie o kupnie biletu, generalnie wszystko, co było warte uwagi. Ważne, by kalendarz był niegruby, aby zawsze się zmieścił do torebki i nie ważył tony.

Coś do spinania włosów zawsze warto mieć w torebce. Jako była tancerka, zawsze mam kilka wsuwek i gumek do włosów przy sobie, stary nawyk. Często ratowało mnie to, gdy orientowałam się, że mam rozpuszczone włosy, a zaraz zaczynam np. ćwiczenia z PP. A to, ile razy pożyczyłam te akcesoria  innym, to nie zliczę.

Jak widać, nie zginęłam, nie posiadając od razu (lub w ogóle) części z tych rzeczy, ale zdecydowanie byłabym wdzięczna, gdyby mi ktoś uświadomił, co może mi się przydać na zajęciach i wspomniał np. o  kredkach, których poprzednim razem używałam w gimnazjum... Bo na taki pendrive mogłam w sumie wpaść 😂