wtorek, 22 września 2020

Nie zapomnij o kredkach, czyli z czym na zajęcia?

Pierwszy rok to czas, kiedy adaptujemy się do nowego sytemu nauczania. Z perspektywy czasu powiem, że spodziewałam się dużo większej zmiany. Nie mam na myśli ilości nauki, tutaj spodziewałam się więcej nauki niż w liceum i to dostałam, ale ciągle miałam nadzieję na większą ilość czasu wolnego.

Stwierdziłam, że jeżeli tylko nie muszę, to nie będę więcej dźwigać niepotrzebnych kilogramów w torebce (która i tak zawsze waży tonę, naprawdę nie wiem jak...). Notatki można przecież robić na luźnych kartkach, a potem segregować je do odpowiednich teczek. Czy to była dobra decyzja?  Tak i nie, ale o tym później. 

W jednym z pierwszych postów pisałam o tym, co powinno się wiedzieć, gdy wybiera się na położnictwo na WUM. Teraz trochę rozszerzę listę "Poradnika dla pierwszaczków".

          

Pozę wybaczcie, nie wiem, co ja na tym zdjęciu zrobiłam...

Ubrania 

Mundurek wymagany jest jedynie na ćwiczeniach. Zamawia się go wspólnie z całym rokiem. Całość organizuje ktoś z wyższych roczników. Ustalacie sobie, jaki kolor mundurka będziecie nosić, cały rok musi zakupić taki sam kolor, zazwyczaj są to bordowe spodnie i biała góra z bordową lamówką (tak jak na zdjęciu), takie połączenie wygląda moim zdaniem całkiem ładnie. Oczywiście można sobie mundurek sprawić samemu (we właściwym kolorze!), ale nie uważam, by to miało na początku sens, tym bardziej, że zamawiając razem, macie zniżkę. Osobiście polecam zamówić sobie dwa zestawy. Na praktykach warto mieć jeden dodatkowy w szafce, a w ciągu roku jest to po prostu wygodne, bo nie musicie się martwić, czy mundurek zdąży wam wyschnąć na następny dzień. Ja wzięłam dwa zestawy i dodatkową górę, byłam zadowolona z tej ilości (praktyk nie miałam, więc tu się nie wypowiem).

Jeżeli jest wam zimno, to raczej polecam rozpinane sweterki, bo łatwiej je zdjąć do mierzenia ciśnienia, niż podwijać długi rękaw bluzki, którą macie pod bluzą medyczną. Zdarzyło mi się jednak chodzić w jednym i drugim, ale na podstawy pielęgniarstwa starałam się mieć zawsze odsłonięte ręce.

Dopóki mundurków nie dostaniecie (około miesiąca), to na ćwiczenia chodzicie w białych bluzkach z krótkim rękawem i czarnych spodniach. 

Buty medyczne powinniście mieć już na samym początku. Kupujecie je oczywiście indywidualnie. Muszą one być łatwe w czyszczeniu, dlatego takie "typu crocsy" są bardzo popularne. Najlepiej białe, ale Dr. Cichobieg jest dopuszczalny, dużo osób biega w ich  bociankach. I pamiętajcie, buty muszą być wygodne. Przyjdzie czas, gdy spędzicie w nich 12 godzin. Moje widzicie na zdjęciu.

Na mikrobiologię i parazytologię potrzebujecie biały fartuch. Często sprzedają je roczniki wyżej. Możecie zamówić je też razem z mundurkami, ale nie wiem jak długo się na nie czeka. 

Na anatomii nie wchodzicie do prosektorium, więc tam ubrani jesteście normalnie. 

Książki 

Tak, jak pisałam w podlinkowanym wyżej poście, na pierwszych zajęciach dowiecie się dokładnie jakich książek potrzebujecie i czy w ogóle. Bardzo często korzystamy ze skryptów z uczelnianego wydawnictwa, które możecie kupić w Skrypciarni na kampusie Banacha (Przyjmują tylko gotówkę!). Z książek, które powinniście mieć na własność, to na pewno "Położnictwo w teorii i praktyce" na TPIPP (bardzo szybko znikają ze skrypciarni) i "English for Midwifes" na język angielski (my zamawiałyśmy grupą) oraz "Neonatologia. Praktyczne umiejętności w opiece nad noworodkiem". Od starszych roczników warto kupić skrypt do mikrobiologii i parazytologii, do biofizyki i zbiór pytań na genetykę (je również znajdziecie w skrypciarni). Ćwiczenia do parazytologii i mikrobiologii (dwa różne) kupcie dopiero po pierwszych wykładach, ponieważ może się zmienić ich zawartość. Książki do innych przedmiotów znajdziecie w bibliotece i na IBUKu. A jeśli chodzi o książkę do anatomii, to nie mam pojęcia, co będzie dobrym wyborem (testy, testy, testy 😜). Ja korzystałam ze Skawin z UJ, ponieważ miałam je od siostry, lubiłam je. Wiem, że dużo osób korzysta z Pituchowej, Woźniaka lub innych. Oficjalnie podpieramy się Bochenkiem. 

Dodatkowo polecam "Udany poród" wydawnictwa PZWL. Moim zdaniem obowiązkowa pozycja. Mam wrażenie, że zdaniem większości studentek położnictwa udzielających się w social mediach, również.

 

Notatki

Tutaj panuje kompletna dowolność. Możecie mieć osobny zeszyt do każdego przedmiotu, możecie mieć luźne kartki, możecie mieć zeszyty tylko do przedmiotów, na których dużo się pisze (Techniki!), albo pisać na zajęciach na szybko na kartkach, lub robić zdjęcia slajdów (musicie pytać wykładowców, czy można, często nie), a potem ładnie przepisywać do zeszytu. Widziałam, że część dziewczyn robiła na wykładach notatki na laptopie. Nie pamiętam, czy na każdym wykładzie było to dozwolone. Pamiętam, że klikanie mnie wkurzało 😐.

Z perspektywy czasu ja jednak założyłabym zeszyt z Technik, a z reszty pisałabym na luźnych kartkach, tak jak robiłam.

Co do tych kartek... Na zdjęciu widzicie, co uważam za warte posiadania, jeżeli wybierzecie taką formę. 

Teczkę z przegródkami podpatrzyłam u koleżanki i zazdrościłam  przez bardzo długi czas. Na ten rok kupiłam własną. Każdy przedmiot danego dnia ma swoją przegródkę, notatki nie pomieszają się. Mnie mieszały się bardzo często... 

Twarda podkładka to coś, bez czego ja bym oszalała. Bardzo nie lubię pisać na kartce, która dotyka biurka czy stoliczka. Do tej pory nosiłam ze sobą tę zamykaną, bo kartki mi się nie podwijały. Teraz będę jej używać w pociągu, a na zajęcia nosić będę tę "jednoczęściową". Kartki będą w teczce, więc się nie pomną.

Duże teczki lub segregatory. Spięte materiały, notatki wkładam do takich teczek. Każdy przedmiot ma swoją teczkę, grubszą, cieńszą, lub skoroszyt. Dzięki temu mam posegregowane notatki. Najgrubsze kupiłam dopiero w tym roku dla PiOP-u i technik (chyba, że jednak stworzę ten zeszyt... wtedy będę mieć jedną zapasową). 

Drobne rzeczy

Kredki. Obowiązkowo miejcie ze sobą kredki. Przydadzą się wam na mikrobiologii, bo w ćwiczeniach należy czasami narysować to, co widzicie pod mikroskopem. Pierwszy miesiąc pożyczałam od koleżanek (bo swoje oczywiście zostawiłam w Bielsku, po co komu kredki na studiach...), ale to jest uciążliwe. 

Długopisy: niebieski, czerwony, zielony. Do tej pory używałam niebieskiego i czerwonego, przy czym tego drugiego użyłam tylko na PP i do robienia notatek, ale jest ważną rzeczą na praktykach. Zielony, jeśli się nie mylę, też. Nie zapomnijcie o milionie niebieskich/czarnych wkładów do długopisów. Lubią się niespodziewanie kończyć.

Zakreślacze i cienkopisy do sporządzania notatek zawsze się przydają. Ja lubię też znaczniki, do oznaczenia danej strony w książce.

Zszywacze i spinacze są bardzo pomocne przy segregacji notatek.

Identyfikator. Potrzebowałyśmy go na początku na PP. Do zrobienia samemu. Taki bardziej oficjalny będzie na pewno potrzebny na praktyki. 

Na praktykach potrzebować będziecie też małego, mieszczącego się w kieszeni, notesika na notatki dotyczące pacjentek i ich szkrabów. 

Pendrive to kolejna rzecz, którą zostawiłam w Bielsku, a była mi potrzebna już w październiku.

Kalendarz. Nie myślałam, że będę tą osobą, która wszędzie biega z papierowym kalendarzem. Pewnie gdybym nie dostała go na adapciaku, to nawet nie wiedziałabym, jak bardzo jest mi potrzebny. Zapisywałam tam plan na każdy tydzień, był bardziej czytelny. Przy przesuwaniu zajęć, warto mieć go pod ręką. Wpisywałam tam również wszystkie kolokwia, przypomnienie o kupnie biletu, generalnie wszystko, co było warte uwagi. Ważne, by kalendarz był niegruby, aby zawsze się zmieścił do torebki i nie ważył tony.

Coś do spinania włosów zawsze warto mieć w torebce. Jako była tancerka, zawsze mam kilka wsuwek i gumek do włosów przy sobie, stary nawyk. Często ratowało mnie to, gdy orientowałam się, że mam rozpuszczone włosy, a zaraz zaczynam np. ćwiczenia z PP. A to, ile razy pożyczyłam te akcesoria  innym, to nie zliczę.

Jak widać, nie zginęłam, nie posiadając od razu (lub w ogóle) części z tych rzeczy, ale zdecydowanie byłabym wdzięczna, gdyby mi ktoś uświadomił, co może mi się przydać na zajęciach i wspomniał np. o  kredkach, których poprzednim razem używałam w gimnazjum... Bo na taki pendrive mogłam w sumie wpaść 😂

wtorek, 1 września 2020

Savoir vivre w mieszkaniu

To jest coś, co powinno oficjalnie istnieć. Serio. 

Spodziewałam się, że mieszkanie z innymi, nieznajomymi ludźmi nie będzie łatwe. Każdy z nas wynosi z domu inne nawyki oraz, jak się okazało, inną definicję czystości. To, czego się nie spodziewałam, to ilość nieprzyjemnych sytuacji, jaka mnie spotkała podczas mieszkania w mojej maleńkiej Dziupli. 

Myślałam, że po miesiącu, dwóch, wypracujemy sobie jakiś sposób na koegzystowanie. Nic bardziej mylnego. Owszem, było lepiej, ale prawdą jest, że część z moich współlokatorów żerowała na tym, że inni nie potrafią żyć w brudzie. Ja nie jestem osobą pedantyczną, podobno bałaganię najbardziej z  całej rodziny, ale to, w jakim stanie zastawałam czasami kuchnię czy łazienkę, odrzucało mnie na wejściu. I choć 19 lat żyłam sobie jak pączek w maśle, bo moim obowiązkiem w domu było jedynie zrobienie ciasta na niedzielę i nauka, to po wyprowadzce oczywistą sprawą było sprzątanie, systematyczne i dokładne, zarówno po sobie, jak i części wspólnych. Uroki dorosłego życia, po prostu. Najwidoczniej nie dla każdego to takie oczywiste.

Najgorzej było w trakcie pandemii, gdy większość z nas wyjechała, zostawiając wszystko pod opieką kilkorga ludzi. W Warszawie pojawiłam się ponownie po 4 miesiącach z koleżanką, która miała u mnie nocować. Nigdy, ale to nigdy, nie wstydziłam się tak bardzo, jak wtedy. Nie rozumiem, jak można aż tak zapuścić miejsce, w którym się mieszka. Żerujący nie wpadli na pomysł posprzątania łazienek i kuchni. Wszystko się kleiło, było brudne, woda w zlewie nie schodziła. Przeraża mnie, że im to nie przeszkadzało ani trochę. Nigdy więcej mieszkania z obcymi ludźmi. 

Nie zrozumcie mnie źle, połowa moich współlokatorów była naprawdę w porządku. Gdybym trafiła tylko na te osoby, ten post pewnie nawet by nie powstał, a ja nie przeprowadzałabym się do kawalerki. Mówię to, chociaż tak na prawdę nie znaliśmy się za bardzo, bo jedynie w kuchni mogliśmy rozmawiać, a tam było tak malutko miejsca, że każdy zaraz po przygotowaniu posiłku znikał w pokoju. Wszystkim życzę trafienia na właśnie takie osoby jak te trzy dziewczyny. 

Moja koleżanka, mimo mieszkania ze znajomymi z liceum, również się nie spodziewała kłótni o miejsce w lodówce czy podkradanie przypraw w ilości "dużo". Obie stwierdziłyśmy, że niezależnie o tego, jaką się ma relację ze współlokatorami, należy ustalić kilka, choćby podstawowych zasad dotyczących np. jedzenia, przestrzeni do przechowywania rzeczy.

Wszyscy wiemy, że to, co się dzieje w  Twoim pokoju, to Twoja sprawa, dopóki nic z niego nie wypełza/wybiega, bądź z niego nie cuchnie, a ty nie zakłócasz spokoju współlokatorów.
Dlatego post dotyczy głównie części wspólnych takich jak łazienka, czy kuchnia.

 

Dlatego postanowiłam stworzyć mały savoir vivre mieszkania z innymi. 

 

1.     Sprzątaj po sobie To jest wyrażenie bardzo ogólne. Ale jednocześnie jest trafne. Czym więc jest to "sprzątanie"? 

  • Powycieraj po sobie blat/stół/palnik
  • Nie zostawiaj resztek w zlewie (od tego jest kosz na śmieci)
  • Nie zostawiaj brudnych kubków/talerzy itp. obok zlewu, w zlewie lub na stole (w ostateczności posprzątaj zaraz po powrocie do domu, jeżeli nie zdążyłeś/aś pozmywać przed wyjściem. To nie dom rodzinny, nikt za ciebie tego nie zrobi)
  • Po użyciu mikrofalówki przetrzyj ją od wewnątrz (A przynajmniej raz na kilka podgrzewań i zdecydowanie od razu, gdy się zachlapie. Zupy i mięso lubią pryskać...)
  • Zepsute jedzenie wyrzuć (Mieliśmy raz w lodówce takie pudełko z obiadem w środku. Obiad po jakimś czasie zaczął rosnąć i zmieniać kolory. Byliśmy świadkami tworzącego się życia. Fujka. Gdy baliśmy się, że wypełznie z pudełka, obiad skończył w koszu razem z pudełkiem. Właściciela nie odnaleziono 😶)
  • Nie zostawiaj zachlapanej szafki w łazience
  • Spłucz resztki pasty do zębów z umywalki
  • Upewnij się, że po goleniu nie zostawiłeś/aś włosków pod prysznicem, w umywalce, czy na szafeczce (Zobaczenie tego było dla mnie szokiem. Fujka)
  • Użyj szczotki do toalet po "dłuższym posiedzeniu" i upewnij się, że resztki usunięte zostały z każdej części toalety (Jeszcze większa fujka)
  • Spłukuj wodę w toalecie 
  • Zmyj resztki żelu pod prysznic/szamponu/odżywki/nie-wnikam-co-to-za-substancja z kabiny, brodzika, drzwi, ścian
  • Wyjmuj włosy z odpływu pod prysznicem 
  • Nie zostawiaj swoich ubrań/bielizny w łazience po kąpieli
  • Wyrzucaj śmieci do kosza, a jeżeli segregujecie, to trzymaj się podziału
  • Wyrzucaj do kosza puste rolki po papierze toaletowym i wyjmij/przynieś nową rolkę
  • Pierz nakładkę na mopa po każdym użyciu (Ktoś nie wyprał (prawdopodobnie poprzednio prałam ja, miesiąc wcześniej...), umyłam podłogę i śmierdziało 3 dni... Kupiłam własną nakładkę)

2.     Nie kradnij To przecież jasne, czyż nie? No, najwidoczniej nie. Nie chodzi tylko o trzymanie się z daleka od osobistych rzeczy współlokatorów. Chodzi o wszystko:

·        jedzenie (chyba, że się umówiliście na dzielenie się jakimś produktem, ale generalnie to skoro ja kupiłam ten jogurt, to znaczy, że ja decyduję o tym, czy zjem go ja, czy komuś pozwolę jednorazowo na zjedzenie go. I tak, zauważę, że mi ubyło makaronu)

·        zastawa i sztućce (nawet jeżeli są "przydziałowe" dla każdego mieszkańca, a dany mieszkaniec postanawia trzymać swój "przydział" w swojej szafce w kuchni. Zniknął mi w ten sposób talerz i łyżeczka. Przywłaszczyłam sobie wtedy takie same z suszarki (ja wycieram, więc ja ich na suszarkę nie wsadziłam). Ale najpierw 3 razy sprawdziłam, czy nie zostawiłam przypadkiem w pokoju. Moja prywatna miseczka też z szafki zniknęła. Wywiesiłam kartkę. Podziałało.)

·        sprzęty i akcesoria (tostery, grille, patelnie, garnki, żelazka, trzepaczki, noże, ręczniki papierowe, szmatki, ścierki itd. Dopóki nie uzyskasz pozwolenia lub to coś nie jest na wyposażeniu mieszkania nie ruszasz tego.)

·        środki chemiczne/higieniczne (Jak zwykle, nie ma tematu, jeżeli się dogadacie. Aczkolwiek jeżeli ja kupiłam mydło/szampon/płyn do naczyń/proszek do prania/płyn do czyszczenia/itp., to tylko ja go używam. To samo tyczy się podpasek, wacików, kremów, płynów micelarnych, itp. Kiedyś zniknęła mi pasta do zębów z łazienki na 2 dni. Dobrze, że miałam drugą, bo byłoby ciężko)

·        wszelakie rzeczy osobiste, (np. grzebień, gąbka, szczoteczka, golarka. Ale to chyba logiczne, nie?)

3.     Zamykaj za sobą drzwi niezależnie od tego, czy wchodzisz, czy wychodzisz. I BARDZO ważna sprawa, tylko na klucz. Jakiekolwiek łańcuszki, czy jakieś zasuwki nie wchodzą w grę. Zaufajcie, nic przyjemnego nie móc wejść do mieszkania, bo ktoś zamknął to coś. Na nic był mi wtedy klucz. Drzwi muszą być otwieralne z obu stron. Dobrze, że nie zdarzyło mi się to w nocy, gdy wszyscy spali.

4.     Sprzątaj części wspólne Przy większej ilości osób najlepiej mieć grafik. Przykładowo, Evie sprząta od 7-13 października kuchnię, Gabrysia łazienkę 1, a Karolina łazienkę 2. W kolejnym tygodniu Mai przypada kuchnia, Evie łazienka 1, a Gabrysi łazienka 2. Albo się wpisujcie na jakiś tydzień na bieżąco. System dowolny, byle sprawiedliwy. My mieliśmy puste okienka i się wpisywaliśmy na dany tydzień i pomieszczenie. Oczywiście każdy jednocześnie powinien przestrzegać punktu 1.

 

  • Trzymaj się grafiku (zamieniaj się tylko w wyjątkowej sytuacji) 
  • Przyłóż się (nie mówię, żeby od razu na kolanach pastować podłogę, myć wszystkie okna czy ścierać kurze na szafkach pod sufitem, ale nie pomijaj skrawka podłogi, bo miotła tam ciężej wchodzi i nie przecieraj/zamiataj byle jak)
  • Umyj lustro (ono też się brudzi)
  • Zlanie wodą brodzika, szyb i kafli (fliz) nie liczy się jako umycie prysznica (płynem i przecieramy uwzględniając każde zagłębienie)
  • Umyj toaletę (tak, tak, musisz, to nic strasznego. Naprawdę. Pomyśl o gromadzących się zarazkach, jeżeli nie będzie się tego robić choć raz w tygodniu. I wrzucenie kostki, czy zawieszenie czegoś to nie to samo. Jak nie wiesz jak to zrobić, zapytaj albo włącz tutorial na youtube 😜)
  • Umyj/zamieć podłogę
  • W razie potrzeby odkamień czajnik (dodaj do wody kwasek cytrynowy i zagotuj, ewentualnie potem przetrzyj gąbką, działa cuda)
  • Wynoś śmieci i zmieniaj worek (dotyczy każdego, nawet jeśli to nie jego tydzień)
  • Zetrzyj kurze

5.     Pomyśl o innych Też bardzo ogólne. I też trafne.

  • Policz ile jest lokatorów i ile półek w kuchni/lodówce/łazience/przedpokoju ci przysługuje. (Jeżeli nie macie jakiejś umowy (albo nie jesteś pewny/a, czy istnieje) typu "tu talerze, tu kubki, a tam mąki i makarony" trzymaj się przysługującej ci przestrzeni. I zdecydowanie nie przenoś rzeczy swoich współlokatorów! )
  • Nie siedź w łazience wieki (Inni też chcą umyć zęby, a Wy nie musicie brać długich pryszniców, balsamować się w łazience, układać tam włosów, depilować się woskiem (sprawdzone). Wiadomo, że są takie substancje i czynności, które poza łazienką są ciężkie do wykonania, czy użycia. Nóg nie ogolicie kremem w pokoju... Rozumiem też słabe światło poza łazienką, jeśli chodzi o makijaż. Sprężajcie się jednak wtedy. Jeśli chodzi o włosy, to lustro w pokoju dużo daje.)
  • Nie zachowuj się głośno (To już nie ten czas, gdy sprzątasz, śpiewając na cały głos /niestety.../ Głośna muzyka też nie wchodzi w grę. Spróbuj się uczyć, gdy słyszysz dokładnie słowa piosenki z sąsiedniego pokoju/kuchni.)
  • Nie wieszaj rzeczy typu ścierka na uchwycie górnej szafki (dostęp do blatu ograniczony, a ja lubiłam ten fragment blatu...dodatkowo był to największy fragment blatu)
  • Nie palcie w mieszkaniu (niektórzy mogą się dusić dymem papierosowym paląc biernie lub przebywając w pokoju, gdzie ktoś palił, np. ja )
  • Weź pod uwagę wzrost współlokatorów ( Ten punkt znalazł się tutaj, przez jedną, dosyć zabawną sytuację. Zostawiłam patelnię, by ostygła, zanim ją umyję. W samym rogu blatu, na specjalnej podstawce, nie zawadzała jakoś bardzo. Wracam po obiedzie do kuchni, a mojej patelni brak. Mojemu współlokatorowi (2 metry wzrostu) jednak przeszkadzała. Co z nią zrobił? Wstawił na szafkę pod sufitem. Ja mam niecałe 1,6 m. Zdecydowanie sięgam do drugiej górnej półki, a co dopiero nad całą szafkę (tak jakby 4 półki). Zanim zdążyłam przemyśleć czy moje chwiejne krzesło jest odpowiednio bezpieczne, by na nie wejść, pomogła mi wyższa koleżanka. A patelni więcej nie zostawiłam samej w kuchni)
  • Przypomnę o zamykaniu drzwi tylko na klucz
  • cały punkt 1

6.     Niektóre rzeczy muszą być wspólne, no niestety. Nie przeskoczymy na przykład worków na śmieci we wspólnych koszach, czy papieru toaletowego w łazience (no, tu ewentualnie). Część osób dzieli się również środkami czystości, sprzętami. Co robić z takimi wydatkami? W końcu miotła, mop, deska do prasowania się przyda, a nie potrzeba mieć kilku w jednym mieszkaniu. To jest już dowolna decyzja mieszkających. Często samo wychodzi w praniu. Kilka moich propozycji:

  • Rzeczy, które się zużywają (papier toaletowy, worki na śmieci, ewentualne środki czystości)
    • Składajcie się (na początku np. po 5zł, a potem się zobaczy, na ile starcza taka suma, na jak długo)
    • Kupujcie po kolei (dobra opcja, gdy jest was mniej. Nie wiem, czy wszyscy u nas na początku wykładali papier, i czy przez dwa tygodnie naprawdę kolejka przeleciała 3 razy, czy część to pasożyty żerujące na innych, za dużo nas)
    • Każdy ma własne (proste przy papierze toaletowym, ale kilku worków na śmieci w kuchni sobie nie wyobrażam, ale co kto lubi, czyż nie?)
    • Konkretne osoby kupują konkretne rzeczy (Trochę nie fair, chyba, że jest was mało. U nas z jakiegoś powodu ja odkamieniam czajnik, a nasz trzeba aż raz w miesiącu, kolega kupuje worki na śmieci, a jeszcze inny drucianki. Nie wiem,  dlaczego tak wyszło, ani co robi, bądź nie, reszta)
  • Rzeczy, które się nie zużywają (miotła, mop, deska do prasowania, mikrofalówka)
    • Macie coś i udostępniacie to do użytku innym (np. kupiłam zmiotkę i szufelkę i powiedziałam, że każdy może jej używać. Ale jak się będę wyprowadzać, to ją ze sobą zabiorę. Tak samo mamy z miotłą i mopem, są czyjeś, ale mogę sobie podłogę nimi umyć. Mikrofalówkę mamy na wyposażeniu mieszkania, ale zasada byłaby ta sama, gdyby była np. moja)
    • Składacie się na daną rzecz (Dobre, dopóki wasze drogi się nie rozchodzą. Ktoś jest stratny, a wojny mogą się toczyć niczym przy rozwodzie) 
    • Każdy ma własne (Ale ile może stać mioteł i szufelek obok siebie? Albo mikrofalówek czy czajników?)
    • Wspólne są też ściany i podłogi, dlatego uważajcie na ewentualnego grzyba na ścianach/suficie. W łazience przede wszystkim. Ciężko coś z tym w sumie zrobić. Nasza ma bardzo słabą wentylację, więc po kąpieli musieliśmy otwierać drzwi, by wilgoć "uciekła". Nie działało za bardzo... Właściciele w końcu postanowili zrobić mały remont i założyć lepszą wentylację. Od tego czasu jesteśmy wolni od grzyba!

7.     Niech osoby odwiedzające nie zmieniają się w kolejnych, nieoficjalnych współlokatorów. Oczywiste jest, że czasami ktoś u nas nocuje, spędza czasem kilka dni. Tylko właśnie, kilka. Gdy u jednego ze współlokatorów zaczyna nocować przez większość miesiąca jego druga połówka (albo ciągle różni znajomi), koszty za media rosną (chociażby woda - prysznic). Delikatnie rzecz ujmując, jest nie fair, płacić ciągle po połowie, gdy jedna strona z jednej osoby stała się dwoma.

 Ja trzymałam się tych punktów przez cały czas. Jednocześnie przeszkadzało mi, gdy znikały moje rzeczy albo znajdowałam je gdzie indziej, o czym informowałam na bieżąco. Nie jestem do końca pewna, czy to czyni mnie upierdliwym współlokatorem, czy nie.  Chyba wolę nie wiedzieć.
   

Dodalibyście coś do listy?