czwartek, 27 maja 2021

Zaczynamy dzień od tulenia dzieci, czyli o oddziale patologii noworodka

Po pobycie na tym oddziale mam niedosyt. Niestety program nie przewiduje tam wiele godzin, zaledwie jeden tydzień, po 5 godzin dziennie. W porównaniu z salą porodową i patologią ciąży jest to niesłychanie mało.

Na patologii noworodka czułam się w miarę pewnie. Był to kolejny "schematyczny" oddział, tylko z noworodkami, głównie wcześniakami. Przerażało mnie jedynie pobieranie krwi u dzieci, ale akurat tego nie robiłyśmy, chyba nawet nie widziałam tej procedury. Pobierałam za to gazometrię, czyli nakłuwałam stópkę, aby pobrać krew włośniczkową. Nie było to takie przerażające. Położne z oddziału powiedziały mi, że bardzo łatwo się przyzwyczaić do kłucia noworodków, więc jakbym rozważała pracę tam, to nie ma się czego bać. Wierzę im z całego serca.

Na patologii noworodka znajdują się głównie wcześniaki, ale zdarzają się donoszone dzieci, u których punktacja Apgar nie była najlepsza. Część z noworodków znajduje się w inkubatorach zamkniętych, z czego u części wspomagany jest oddech (ale niekoniecznie są zaintubowane, takie leżą na intensywnej terapii noworodka). Dzieci w lepszym stanie leżą w zwykłych szpitalnych wózeczkach/łóżeczkach.

Nie wiem czy to z powodu wirusa, czy tak po prostu działa oddział, ale rodzice mogli odwiedzać swoje dzieci tylko na kilka godzin, większość co drugi dzień. Mamy przynosiły wtedy swoje odciągnięte mleko, karmiły piersią, donosiły ubranka, pieluszki i oczywiście kangurowały, tuliły się z dzieckiem. Mam nadzieję, że nigdy nie przekonam się jak trudne dla rodziców jest widywanie maluszka tylko przez chwilę dziennie, bolało mnie zwykłe patrzenie na takich rodziców.

Nawiązując do tytułu postu, należałoby wspomnieć o pierwszej godzinie na oddziale. Przychodziłyśmy na 8:00, akurat, by przygotować dzieci do karmienia. Część dzieci karmiona jest poprzez sondę, więc zakładałyśmy je im przez nosek. Następnie je przewijałyśmy i gdy nadeszła odpowiednia godzina, podłączałyśmy mleko do sondy. Jednak naszą ulubioną czynnością było karmienie dzieci butelką. Noworodki i niemowlaki wyglądają hipnotyzująco podczas jedzenia. Siadamy sobie wtedy z takim maluszkiem ułożonym w odpowiedniej pozycji, podajemy butelkę i obserwujemy jak sobie radzi. Młodszym dzieciom mleko czasami "ucieka" kącikami, ale z czasem się uczą łapać cały smoczek i jedzą "czysto". Po opróżnieniu butelki, układamy dziecko na ramieniu, aby mu się odbiło. Wszystkie dzieci mi wtedy zasypiały. Aż żal było odkładać je do łóżeczka. Zdecydowanie najlepsza część dnia.

Długo zastanawiałam się co oznacza, że dziecko "ulewa". Miałam ogólne pojęcie na ten temat, ale tylko tyle. Jeden pacjent dosadnie mnie uświadomił w temacie. 😂

Czekałyśmy na podgrzanie się mleka, gdy na całą salę komuś porządnie się odbiło. Podeszłam do maluszka zobaczyć, co się stało, a widok jaki zastałam, długo zostanie mi w pamięci. W mleku, które się ulało, był kocyk, prawie całe body, spodenki, czapeczka, dwie tetrowe pieluchy i poszewka na materacyk. Było ono dosłownie wszędzie. Nie wiedziałam jak dziecko ułożyć, by podczas przebierania nie pobrudzić nowych ubranek, a potem jak przebrać materacyk, jednocześnie trzymając na rękach maluszka. Koniec końców, wszystko się udało, a my zyskałyśmy kolejne zabawne wspomnienie z praktyk.

Z każdym oddziałem czuję coraz bardziej, że nie popełniłam błędu wybierając kierunek. Proporcjonalnie natomiast maleje moja wiedza na temat tego, na którym z nich dokładnie chcę pracować po studiach. 😕😂