poniedziałek, 22 marca 2021

Patologia ciąży

Ponad tydzień temu ukończyłam praktyki na pierwszym z oddziałów, które muszę poznać w 4 semestrze. 
Nie ukrywam, że kiedyś (dawno i nieprawda) myślałam, że patologia ciąży to nudny oddział, bo nie ma dzieci i rodzących, mało autonomii, wykonujemy czynności czysto pielęgniarskie. Jak bardzo się myliłam!! 
Jak już poprzednio wspomniałam, oddział niesamowicie mi się podobał. Nie wiem, czy w każdym szpitalu, ale na "Żwirkach" dużo się na patologii dzieje, jest wiele przyjęć, przekazywania czy wypisywania. Miałyśmy to szczęście, że naprawdę wiele czynności mogłyśmy samodzielnie wykonywać. 
Pobieranie krwi nie sprawia mi już trudności (chyba, że żyły są naprawdę trudne albo pacjentka jest obrzęknięta - wtedy NIC nie widać i ledwo czuć), zakładanie wenflonu na dłoń muszę zdecydowanie poćwiczyć, trafiłam na naprawdę niełatwe przypadki, więc było trudno, ale gdy pacjentka miała piękne żyły, była dobrze nawodniona, to wkłułam się za pierwszym razem, bez najmniejszych problemów. Przygotowałam też tyle antybiotyków, iż mam wrażenie, że jestem je w stanie zrobić przez sen. Pięć razy asystowałam przy zakładaniu cewnika Foley'a do preindukcji porodu, raz byłam przy zakładaniu Pessara na szyjkę (jego rozmiar był dla mnie szokiem, naprawdę współczuję pacjentkom momentu zakładania go, bo jest on naprawdę bolesny).
Niektóre pacjentki, ze względu na stan zdrowia, swój lub dziecka, leżą na oddziale patologii dłuższy czas. Z kilkoma z nich nawiązałyśmy naprawdę fajny kontakt, aż smutno było się potem pożegnać. Podłączanie KTG czy wysłuchiwanie maluchów sprzyja rozmowom, ponieważ czasami znalezienie FHR to prawdziwe wyzwanie, szczególnie we wczesnych ciążach. Naprawdę wiele razy spędzałyśmy dłuższą chwilę w jednej sali, bo opiekując się pacjentką, tak swobodnie nam się rozmawiało, że się zagadałyśmy. 
Właściwie umiejętność rozmowy z pacjentkami, a nawet ich zagadywanie bardzo się przydaje. Wbrew temu, co mówią, nie wszystkie znoszą pobieranie krwi "bardzo dobrze". Widać po nich stres, zaciśnięte zęby, jeszcze zanim zdążymy zbliżyć igłę do skóry. Szczególnie gdy usłyszą, że jesteśmy studentkami. Rozumiem to, ja sama nie znoszę, gdy ktoś musi na mnie wykonać jakiś zabieg. Odwracam wówczas głowę i staram się myśleć o czymś innym, o tym co pomaga. Do tego samego staram się namówić pacjentki. Rozmawiamy wtedy o maluchu, starszych dzieciach, nawet o ich zawodzie. Pamiętam, że do jednej z nich, wyjątkowo zdenerwowanej, nawijałam jak katarynka, gdy moja koleżanka przygotowywała się i pobierała krew. Wydaje mi się, że pacjentkę uspokoiłam, choć może była po prostu zaskoczona ilością słów, które wypowiedziałam w ciągu 30 sekund. Ja na pewno byłam… :)
Pacjentki są bardzo różne. Od tych, które przyjmują bardzo roszczeniową postawę, poprzez rozgadane, zamknięte w sobie, po takie, które najchętniej by nas przeprosiły za to, że musimy się w ich słabe żyły wkłuć.Jednak nie mnie oceniać ich postawę. Każdy z nas reaguje inaczej na nieprawidłowości, każdy ma inną potrzebę ilości i jakości opieki, każdy się boi i denerwuje na własny sposób. Nigdy do końca nie wiemy, w jakim środowisku pacjentka na co dzień żyje, co nią kieruje, jakie historie ciążowo-porodowe (i na ile rzetelne)  do niej dotarły. Każdą pacjentkę traktujemy z należytym szacunkiem i oferujemy jej najlepszą możliwą opiekę, nie ignorując żadnych, nawet najbardziej nieprawdopodobnych dolegliwości. To jest rola położnej, wspierać, nie oceniać. 
Czasami patrząc na uśmiechniętą, rozgadaną i pozytywnie nastawioną  pacjentkę, można się naprawdę zdziwić, jak wiele schorzeń u niej występuje i co znajdziemy w historii jej choroby. Podziwiam takie kobiety. 
Zastanawiałam się ostatnio, czy gdybym trafiła na inną grupę, to dyżurowałoby mi się równie dobrze. W naszej grupie współpracuje nam się naprawdę bezproblemowo, nie utrudniamy sobie życia, powiedziałabym wręcz, że robimy, co możemy, by je ułatwić, gdy sytuacja tego wymaga, pomagamy sobie, podpowiadamy. Na szczęście wszystkie jesteśmy “ogarnięte” i wystarczająco zorganizowane, więc szybko dzielimy się pracą,  ustaliłyśmy nawet sobie kolejkę, według której wykonujemy procedury, by nic żadnej z nas nie ominęło.   Wydaje mi się, że położne doceniają tę naszą pracę zespołową i to, że garniemy się do pracy i pomocy. Ufają nam przez to bardziej, a co za tym idzie - pozwalają zrobić więcej !
Na patologii ciąży spędziłyśmy sześć 12-godzinnych dyżurów, miałyśmy także kilka godzin zajęć zdalnych/seminaryjnych. Gdy nareszcie zaczęłam się czuć na oddziale "jak u siebie", musiałam go pożegnać, aby zacząć praktyki w innym miejscu.  Przed sobą mam jeszcze kilka oddziałów. Następny? Sala porodowa. Trzymajcie kciuki!

wtorek, 16 marca 2021

Awersja względem komputera

Jak zwykle napisałam coś i nie pamiętałam, by sprawdzić i opublikować…

Potrzebowałam tych (odległych już) ferii. Przez niezaliczoną anatomię nie odpoczęłam w czasie wakacji, a przynajmniej nie psychicznie.

Zdalne nauczanie było dla mnie męczące w tak dużym stopniu, że nie mogłam nawet patrzeć na komputer, a sama myśl o tym, że muszę go uruchomić podczas ferii, napawała mnie odrazą i zniesmaczeniem (mimo że nie używałam go wtedy do nauki). W sumie wiele się nie zmieniło, dalej otwieram go w ostateczności. Po tym roku laptop kojarzy mi się jedynie z obowiązkami i nauką. Do tej pory, w podróży zawsze sobie coś oglądałam, jakoś musiałam sobie zająć te 3-5 godzin jazdy. Nie wymaga to ode mnie większego zaangażowania umysłowego, uważałam oglądanie za odprężające zajęcie. Obecnie komputer jedzie sobie grzecznie w walizce, a ja spędzam czas czytając lub po prostu patrząc w okno. Wszystko, byle nie patrzeć w ekran. Wolę nawet nie myśleć, jak bardzo pogorszył się mój wzrok. Chyba powinnam ponownie zacząć nosić okulary (mam naprawdę minimalną wadę, -0,5), a może nawet powinnam się wybrać do okulisty na kontrolę? Chyba wszyscy powinniśmy o tym pomyśleć.

Na szczęście 4 semestr jest głównie stacjonarny, zajęcia odbywają się w szpitalach. Realizowane tam przedmioty to PiOP, na oddziale patologii ciąży, TPiPP na bloku porodowym, chirurgia, choroby wewnętrzne na oddziale internistycznym, pediatria, neonatologia. Poza tym mamy kilka zajęć na Teamsie lub stacjonarnie. Są nimi angielski, diagnostyka medyczna, ćwiczenia z farmakologii oraz wf.

W tym semestrze zostałyśmy podzielone na mniejsze grupki, nazwane a-f, po 3-4 osoby. W tych grupkach wchodzimy na dyżur. Tyle dobrego z wirusa, gdyby nas było więcej, to dużo bardziej byśmy się nudziły, mniej procedur każda z nas by wykonała. Ta mała ilość osób na dyżurze powinna już zostać na stałe, bo naprawdę dobrze się tak pracuje.

Jestem już po pierwszym oddziale, w moim wypadku patologii ciąży, ale tak bardzo mi się tam podobało, że należy się temu osobny wpis.