Nie, żebym kiedykolwiek zakładała, że będę 😁
Aczkolwiek szukanie mieszkania to była prawdziwa droga przez męki.
Słowem wstępu, do Warszawy pociągiem mam prawie 5 godzin (Pendolino jedzie 3, ale kosztuje ponad dwa razy więcej - syndrom biednego studenta → jadę dłużej). Autem też około 4,5h.
Wiedziałam, że mieszkania będą uciekać w zawrotnym tempie, dlatego szukać zaczęłam prawie od razu po dowiezieniu dokumentów.
Od razu pojawiły się pytania: gdzie? z kim? akademik, czy mieszkanie? ilu współlokatorów?
Jedyne co wiedziałam, to to, że chcę być sama w pokoju i chcę mieć łóżko, a nie kanapę.
Sprawdziłam akademiki i gdzieś przeczytałam, że dostanie jedynki (szczególnie dla pierwszaka) graniczy z cudem. Znalazłam też prywatny akademik (Student Depot) i w jego wyglądzie się zakochałam. W cenie i lokalizacji już zdecydowanie nie.
Zapadła więc decyzja → szukamy mieszkania.
Gdzie? Okolice WUMu lub centrum (plany zajęć roczników wyżej są pomocne). Dalej mi się wydaje, że centrum jest chyba lepsze (przyszłe lata + komunikacja miejska wszędzie). Choć podstawa to połączenie komunikacją między kampusami i innymi miejscami zajęć.
Z kim? Tu się zaczyna cała historia. Żadna moja koleżanka, z którą mogłabym zamieszkać nie poszła do Warszawy (Katowice i Kraków są zdecydowanie bliżej i głównie tam się rozeszli moi znajomi). Kawalerka by mi odpowiadała, ale moi rodzice chcieli, bym jednak sama nie mieszkała ("Nie znasz nikogo na początku, to chociaż w mieszkaniu się do kogoś odezwiesz"). W takim razie strzelamy w ciemno, napisałam na stronie odnośnie wynajmu mieszkań na facebooku post o tym, że szukam współlokatorki . Odzew był szybki i dosłownie mnie zasypało odpowiedziami. Dygresja: Napisała do mnie dziewczyna zaczynająca lek. Jak się dowiedziała, że moje "zaczynam studia na WUM", oznacza położnictwo, a nie lek, czy lek-dent to mi podziękowała. Serio, tylko dlatego, że studiuję coś innego O.o
W każdym razie wybrałam sobie jedną dziewczynę, w moim wieku, z innego kierunku. Umówiłyśmy się, że szukamy razem. I szukałyśmy. Raz jednej coś nie pasowało, raz drugiej, innym razem było już nieaktualne. Jednocześnie w mojej rodzinie zbliżało się większe wydarzenie i fizycznie nie mogliśmy poświęcić tylu godzin, by podjechać do stolicy, by mieszkanie oglądnąć. Faktem jest, że zrzuciłam to trochę na nią (miała dużo, dużo bliżej). Wydarzenie (początek sierpnia) się skończyło i w pełni sił i zaangażowania wróciłam do przeglądania ofert, które zaczęły znikać w zastraszającym tempie. W międzyczasie moja prawie-współlokatorka zdecydowała się zostać w jednym mieszkaniu (W sypialni była wielka szafa i łóżko, nic więcej. Ja się w salonie nie potrafię uczyć). Zostałam sama, mieszkań coraz mniej, ceny coraz wyższe (kawalerki były już zdecydowanie poza moim zasięgiem), załamanie coraz bliżej, a tu się jeszcze wczasy zbliżają. Na pocieszenie, istnieje ogrom mieszkań w których jest multum ludzi, każdy w swoim maleńkim pokoju (w którym jest wszystko, co potrzebne), w całkiem przystępnej cenie. Ja własnie w takim będę mieszkać :D "akademik klasy średniej" jak się śmieją moi rodzice. Ale przynajmniej jest bardzo nowocześnie i ładnie urządzone to mieszkanie :D
Czy lokalizacja w okolicy WUMu to była właściwa decyzja, to się okaże. W przyszłym roku będę się pewnie próbować przenieść do centrum :D Ale zobaczymy.
A teraz oddam się leniuchowaniu nad naszym morzem i objadaniem się goframi, a po powrocie będę szukać kolejnych potrzebnych informacji :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz