niedziela, 29 września 2019

Pakowanie czas zacząć!

Łatwo napisać, trudniej zrobić.

Moja 6,5-metrowa dziupla (nie, nie pokój, jest za mały na to określenie) jest tak maleńka, że aż się boję, że moje wszystkie rzeczy się nie zmieszczą. Bo w końcu  ile zmieści się na regale, w średniej szafie i w łóżku?

Na razie tylko widzę piętrzące się w moim pokoju sprzęty i akcesoria. Jeszcze pół roku temu nie byłam świadoma ile drobnych, niepozornych rzeczy używamy na co dzień. Sitka, noże, trzepaczki, obieraczki, deski do krojenia, miski, szmatki... To tylko kilka z rzeczy z mojej listy. Tworzyliśmy ją dobre dwa miesiące. Robiłam omlet? O, trzepaczka mi się przyda w Warszawie. Nalewałam herbatę (piję taką w liściach, nie z torebek)? Przyda mi się siteczko albo czajnik do parzenia (i nie przepuszczania listków). W ten sposób nazbierało się tego trochę. A wizyta w kochanej Ikei ciągle mnie jeszcze czeka.

Jestem jedną z tych dziewczyn, co ma mnóstwo ubrań (względnie...), ale ciągle nie ma się w co ubrać 😐 Moje pakowanie to będzie jedna wielka selekcja. Ciuchy "wyjściowe", "po domu", "zwykłe". Co wziąć, co zostawić :O Jako iż mam małą szafę, to zamierzam sobie kupić takie "pokrowce", w które pochowam np. zimą ubrania letnie. A pokrowiec siup! do łóżka. To ile rzeczy postanowiłam schować w łóżku zaczyna powoli przerastać możliwości tego biednego mebla...

*kilka dni później-czwartek rano*

Spakowałam się. O Boże, ile ja mam rzeczy. 3 walizki, kilka reklamówek i milion pudeł. Pudła to naprawdę cudowna sprawa. A na walizkach trzeba było usiąść, by je zapiąć...
Ja jadę wcześniej niż mój dobytek, bo już w czwartek (W piątek jest Dzień Adaptacyjny!), a rodzice dowożą pozostałe rzeczy w sobotę. Powodzenia w pakowaniu samochodu.



I to nie wszystko. O jedzeniu nie wspominając...
Zajęło połowę pokoju, który ma 12m^2...
*niedziela*

Ostatnie dwa dni były jednocześnie ekscytujące i przerażające. Ale chyba przeważa część "ekscytujące" 😁
Wniesienie tego wszystkiego na 4 piętro to jedno. Pochowałam ubrania (TA SZAFA TO ZMIEŚCIŁA) i trochę sprzętów do łóżka oraz załadowałam swoją półkę w lodówce, zamrażarce oraz tę na buty. Nie, żeby po tym dało się zrobić w dziupli większy krok niż wcześniej. Decyzja podjęta: Jedziemy do IKEI. (Dla tak samo ogarniętych jak my: Nie trzeba jechać do Ikei aż do Janek, jest również mniejsza w Blue City.) Nakupiliśmy mnóstwo pudełek, wieszaki na drzwi (cudo! Tym bardziej jak nie ma wieszaka na kurtki w korytarzu) i pozostałe akcesoria. Wieczór spędziliśmy w teatrze i u mojej cioci, więc pokój, do którego wróciłam na noc był tak zagracony, że to cud, iż ja się o nic nie potknęłam. Dzisiaj pojechaliśmy na zakupy spożywcze, bo przecież moje półki na jedzenie wcale nie są pełne. (Przy okazji kupiłam sobie cienki szlafrok, w którym będę przemykać do łazienki. Jak ktoś ma taką maleńką łazienkę, że ściągając jeansy nabija sobie siniaka na piszczeli, to jest to dosyć praktyczne rozwiązanie...). Nadszedł czas na chowanie mojego dobytku do pudełek, łóżka, biurka, na szafę, do regału... No w sumie to tyle. Aczkolwiek zeszło na to ze dwie godziny. I powiem wam, że moja dziupla nagle:
a) wygląda ładnie (personalizacja! Weźcie ze sobą coś swojego. Choćby kwiatek i figurkę jak ja)
b) optycznie się powiększyła (znacie to powiedzenie o wstawianiu i wystawianiu kozy z pomieszczenia? Także ten.. działa)

Kolejna wizyta u cioci przed wyjazdem rodziców z Warszawy zakończyła się dodatkową wałówką. Student zawsze przyjmie. Zawsze. Pytanie brzmiało, czy lodówka studenta przyjmie. Przyjęła. Ledwo, ale przyjęła. Uf, uf...

A teraz...no cóż, witaj studenckie życie! I słyszalne w nocy startujące/lądujące samoloty 😲

środa, 11 września 2019

Co dalej, czyli błędy pierwszaczka :D

Przy ostatnim wpisie o mnie pomyślałam sobie, że następny dodam jak będę już wiedziała co i jak, co mam mieć, jak się tego dowiedzieć etc. No cóż, trochę mi to zajęło i, jak to ze mną bywa, musiało być pod górkę.

Od momentu zawiezienia dokumentów w lipcu wiedziałam, że muszę wykonać badania u lekarza medycyny pracy, dowieźć je dokładnie 29 sierpnia i podpisać kolejne dokumenty (każdy kierunek WNoZ miał wyznaczony konkretny dzień).

Co mnie miło zaskoczyło, to podejście pani doktor na wizycie. Wiecie jak mówi się, że lekarski światek traktuje siebie nawzajem inaczej? To jest bardzo często prawda, moja siostra już tego doświadcza, a ciągle jest studentką. Nie sądziłam, że nas, położne i przyszłe położne (i cały nielekarski personel)  też to dotyczy. Na pewno w mniejszym stopniu, ale jednak. Do lekarza medycyny pracy udałam się w moim mieście do nowego centrum medycznego, choć wiedziałam, że są miejsca, gdzie uczelnia ma umowę podpisaną (wykaz na stronie). Podałam karteczkę ze skierowaniem z uniwersytetu, lekarka pogratulowała mi, zapytała, dlaczego nie ŚUM, czy położnictwo to był mój pierwszy wybór (TAK!), czy strzelałam w medycynę, ale nie wyszło, zadała te wszystkie pytania do badania i uraczyła mnie bardzo miłą rozmową o dojazdach na studia, opowiedziała jakie triki stosowały jej dzieci, gdzie studiowały i powspominała swoje czasy studenckie. Po wszystkim odprowadziła mnie do drzwi gabinetu i życzyła powodzenia. Innych pacjentów nie odprowadzała. Półtora roku wcześniej poszłam (gdzie indziej) na podobne badanie potrzebne na prawo jazdy. Wtedy było to takie urzędowe, szybko, okay, w porządku, następny. Dlatego tak pozytywnie mnie zaskoczyło tym razem. Pewnie na moje odczucia złożyło się kilka czynników, ale jakoś tak mi fajnie się to wspomina.

29 sierpnia grzecznie wsiadłam w pociąg przed 8, a po trzech godzinach w Pendolino wysiadłam w Warszawie. Godziny przyjęć studentów zaczynały się o 10:00. Po incydencie z lipca spodziewałam się czegoś podobnego, a przecież półtora godziny już minęło. Widziałam kilka godzin czekania. Wchodzę do budynku, kilka osób wsiada ze mną do windy, ale na 5 piętrze wysiadam tylko ja. Wychodzę, a tam pod pokojem dosłownie kilka osób, może 4-5. Dokumenty do popisania to coś w stylu "Zgadzam się i zobowiązuję się przestrzegać regulaminu i dokumentów z poniższego wykazu".
Chyba chodziło bardziej o to, byśmy wszyscy oddali zaświadczenie od lekarza medycyny pracy tego samego dnia. Spędziłam w dziekanacie maksymalnie 3 minuty. Łał.

Liczyłam do tej pory na jakiekolwiek informacje z WUMu. Ciiiiisza
Zaczęłam się martwić, że z tych nerwów coś źle podałam.

Zaraz po wynikach dołączyłam na Facebooku do grupy rocznika i kierunku (Utworzone w marcu). Liczyłam też na informacje od starszych roczników. Liczyłam...
Ktoś na grupie rocznika zapytał o zapisywanie się do grup, jak to wygląda. Ktoś odpisał, że "pewnie powiedzą na spotkaniu 28.09". Ja zawał na miejscu. Jakie spotkanie, gdzie, kiedy, skąd to wiedzą?
Rozpaczliwie zasypałam siostrę pytaniami. Zaproponowała poszukanie czegoś o IFMSA w Warszawie. Grzebałam tam trochę, wygrzebałam facebookową stronę WNoZ, a przez nią... UWAGA, UWAGA... grupy kierunków! Chyba bardziej oficjalne, stworzone przez samorząd WNoZ 12 lipca (wyniki). Aczkolwiek, żeby nie było zbyt prosto, tam też niczego nie znalazłam.

W międzyczasie odkryłam jeszcze, że istnieje takie coś jak Dzień Adaptacyjny (to to spotkanie z początku akapitu), dla nas 27.09 (Miałam przyjechać dopiero 28, ale no cóż, Adapciak wzywa, mój dobytek dojedzie później niż ja). Tam prawdopodobnie dostaniemy jakieś podstawowe informacje.

Ale dla mnie to nie było wystarczające. ŚUMowa już tyle wiedziała, a ja nic. Stwierdziłam, że będę tą odważną i napisałam posta pytając o jakiekolwiek informacje. Odzew jaki dostałam był naprawdę niezły. W pierwszej minucie 12 polubień i kilkanaście komentarzy, również takie, że taki post był potrzebny i że inni też nic nie wiedzą i się martwią (uf, uf). Na takich grupach są też starsze roczniki, które w dużym skrócie powiedziały nam, że mamy się nie denerwować, wszystko się w pierwszym tygodniu/miesiącu wyjaśni, nic wcześniej nie musimy mieć, i że cisza ze strony WUMu to normalne. I pod koniec września to się zmieni. Uspokoili mnie tym niesamowicie. A ja przez posta poczułam się jak mały bohater :D

Stąd apel: Kto pyta, nie błądzi, a grup szukajcie przez facebookowe strony wydziałów :D

sobota, 7 września 2019

ŚUMowe początki

Nie, nie pomyliłam się. ŚUMowe. Jedna z moich najlepszych przyjaciółek, tak jak ja, wybrała położnictwo. Wybrała jednak Śląski Uniwersytet Medyczny.

Podczas rekrutacji 2019 brano pod uwagę dwa przedmioty:
  • j.polski, pisemny, p. podstawowy LUB j. obcy nowożytni, ustny
  • dowolny przedmiot, dowolny poziom 
Nie można jednak wybrać jednocześnie tego samego języka w obu grupach (np. angielskiego)
Poziom rozszerzony jest liczony z przelicznikiem 1.5 (dlatego wpisuje się np. 150 punktów z podstawowego egzaminu)
Generalnie strona jest bardzo przejrzysta i wszystko jest do doczytania :D Daty, wszystko.
Moja historia z ŚUMem kończy się 12 lipca (wyniki ŚUMu i WUMu), ale podpytałam moją ŚUMową przyjaciółkę o jej początki. Jedynie przyszedł do mnie jeszcze list informujący mnie o tym, że skoro nie dostarczyłam dokumentów, to zostaję skreślona z listy kandydatów.

Dokumenty (oraz opis teczki), które należy zawieźć, są wypisane na stronie rekrutacji (po zalogowaniu). ŚUMowa spędziła na uczelni około 30 minut. Podbijają tam również skierowanie do lekarza medycyny pracy.

Na facebooku znalazła grupę dla położnictwa 2019 (stworzoną przez rocznik wyżej), przez tę grupę utworzono również czat grupowy.
Starszy rocznik dał im tam znać co muszą posiadać (bluza medyczna i spodnie/spódnica medyczne, buty medyczne, czepek, fartuch lekarski i prosektoryjny  (wszystko BIAŁE), zegarek pielęgniarski i identyfikatory) Ubrania będą zamawiać grupowo później, ale na razie muszą posiadać własny zestaw.

Któraś ze studentek jest w kontakcie z dziekanatem i przesłała reszcie grupy wiadomość, że mogą wybrać z kim chcą być w grupie i w miarę możliwości będzie to brane pod uwagę

Początkiem września musieli zawieść potwierdzenie wpłaty za legitymację. ŚUMowa wykazała się nadgorliwością (bądź niewiedzą odnośnie godzin pracy dziekanatu :D, wybierzcie sami) i była na miejscu prawie godzinę przed czasem. Czy ta nieświadoma decyzja była zła? Nie powiedziałabym. Kolejka urosła na dwa piętra po schodach. Serio.

Teraz ŚUMowe pierwszaczki czeka szkolenie biblioteczne dla chętnych i najprawdopodobniej witajcie studia!

Jeśli chodzi o mieszkanie, to najlepiej szukać na Ligocie, blisko ŚUMu, bo zajęcia odbywają się przede wszystkim właśnie tam. Jest jednak opcja, że zajęcia będą na Ochojcu albo w Zabrzu. (Nie to, co nasz szalony WUM, od początku dwa kampusy, tysiąc lokalizacji :D)