Przy ostatnim wpisie o mnie pomyślałam sobie, że następny dodam jak będę już wiedziała co i jak, co mam mieć, jak się tego dowiedzieć etc. No cóż, trochę mi to zajęło i, jak to ze mną bywa, musiało być pod górkę.
Od momentu zawiezienia dokumentów w lipcu wiedziałam, że muszę wykonać badania u lekarza medycyny pracy, dowieźć je dokładnie 29 sierpnia i podpisać kolejne dokumenty (każdy kierunek WNoZ miał wyznaczony konkretny dzień).
Co mnie miło zaskoczyło, to podejście pani doktor na wizycie. Wiecie jak mówi się, że lekarski światek traktuje siebie nawzajem inaczej? To jest bardzo często prawda, moja siostra już tego doświadcza, a ciągle jest studentką. Nie sądziłam, że nas, położne i przyszłe położne (i cały nielekarski personel) też to dotyczy. Na pewno w mniejszym stopniu, ale jednak. Do lekarza medycyny pracy udałam się w moim mieście do nowego centrum medycznego, choć wiedziałam, że są miejsca, gdzie uczelnia ma umowę podpisaną (wykaz na stronie). Podałam karteczkę ze skierowaniem z uniwersytetu, lekarka pogratulowała mi, zapytała, dlaczego nie ŚUM, czy położnictwo to był mój pierwszy wybór (TAK!), czy strzelałam w medycynę, ale nie wyszło, zadała te wszystkie pytania do badania i uraczyła mnie bardzo miłą rozmową o dojazdach na studia, opowiedziała jakie triki stosowały jej dzieci, gdzie studiowały i powspominała swoje czasy studenckie. Po wszystkim odprowadziła mnie do drzwi gabinetu i życzyła powodzenia. Innych pacjentów nie odprowadzała. Półtora roku wcześniej poszłam (gdzie indziej) na podobne badanie potrzebne na prawo jazdy. Wtedy było to takie urzędowe, szybko, okay, w porządku, następny. Dlatego tak pozytywnie mnie zaskoczyło tym razem. Pewnie na moje odczucia złożyło się kilka czynników, ale jakoś tak mi fajnie się to wspomina.
29 sierpnia grzecznie wsiadłam w pociąg przed 8, a po trzech godzinach w Pendolino wysiadłam w Warszawie. Godziny przyjęć studentów zaczynały się o 10:00. Po incydencie z lipca spodziewałam się czegoś podobnego, a przecież półtora godziny już minęło. Widziałam kilka godzin czekania. Wchodzę do budynku, kilka osób wsiada ze mną do windy, ale na 5 piętrze wysiadam tylko ja. Wychodzę, a tam pod pokojem dosłownie kilka osób, może 4-5. Dokumenty do popisania to coś w stylu "Zgadzam się i zobowiązuję się przestrzegać regulaminu i dokumentów z poniższego wykazu".
Chyba chodziło bardziej o to, byśmy wszyscy oddali zaświadczenie od lekarza medycyny pracy tego samego dnia. Spędziłam w dziekanacie maksymalnie 3 minuty. Łał.
Liczyłam do tej pory na jakiekolwiek informacje z WUMu. Ciiiiisza
Zaczęłam się martwić, że z tych nerwów coś źle podałam.
Zaraz po wynikach dołączyłam na Facebooku do grupy rocznika i kierunku (Utworzone w marcu). Liczyłam też na informacje od starszych roczników. Liczyłam...
Ktoś na grupie rocznika zapytał o zapisywanie się do grup, jak to wygląda. Ktoś odpisał, że "pewnie powiedzą na spotkaniu 28.09". Ja zawał na miejscu. Jakie spotkanie, gdzie, kiedy, skąd to wiedzą?
Rozpaczliwie zasypałam siostrę pytaniami. Zaproponowała poszukanie czegoś o IFMSA w Warszawie. Grzebałam tam trochę, wygrzebałam facebookową stronę WNoZ, a przez nią... UWAGA, UWAGA... grupy kierunków! Chyba bardziej oficjalne, stworzone przez samorząd WNoZ 12 lipca (wyniki). Aczkolwiek, żeby nie było zbyt prosto, tam też niczego nie znalazłam.
W międzyczasie odkryłam jeszcze, że istnieje takie coś jak Dzień Adaptacyjny (to to spotkanie z początku akapitu), dla nas 27.09 (Miałam przyjechać dopiero 28, ale no cóż, Adapciak wzywa, mój dobytek dojedzie później niż ja). Tam prawdopodobnie dostaniemy jakieś podstawowe informacje.
Ale dla mnie to nie było wystarczające. ŚUMowa już tyle wiedziała, a ja nic. Stwierdziłam, że będę tą odważną i napisałam posta pytając o jakiekolwiek informacje. Odzew jaki dostałam był naprawdę niezły. W pierwszej minucie 12 polubień i kilkanaście komentarzy, również takie, że taki post był potrzebny i że inni też nic nie wiedzą i się martwią (uf, uf). Na takich grupach są też starsze roczniki, które w dużym skrócie powiedziały nam, że mamy się nie denerwować, wszystko się w pierwszym tygodniu/miesiącu wyjaśni, nic wcześniej nie musimy mieć, i że cisza ze strony WUMu to normalne. I pod koniec września to się zmieni. Uspokoili mnie tym niesamowicie. A ja przez posta poczułam się jak mały bohater :D
Stąd apel: Kto pyta, nie błądzi, a grup szukajcie przez facebookowe strony wydziałów :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz