Moja 6,5-metrowa dziupla (nie, nie pokój, jest za mały na to określenie) jest tak maleńka, że aż się boję, że moje wszystkie rzeczy się nie zmieszczą. Bo w końcu ile zmieści się na regale, w średniej szafie i w łóżku?
Na razie tylko widzę piętrzące się w moim pokoju sprzęty i akcesoria. Jeszcze pół roku temu nie byłam świadoma ile drobnych, niepozornych rzeczy używamy na co dzień. Sitka, noże, trzepaczki, obieraczki, deski do krojenia, miski, szmatki... To tylko kilka z rzeczy z mojej listy. Tworzyliśmy ją dobre dwa miesiące. Robiłam omlet? O, trzepaczka mi się przyda w Warszawie. Nalewałam herbatę (piję taką w liściach, nie z torebek)? Przyda mi się siteczko albo czajnik do parzenia (i nie przepuszczania listków). W ten sposób nazbierało się tego trochę. A wizyta w kochanej Ikei ciągle mnie jeszcze czeka.
Jestem jedną z tych dziewczyn, co ma mnóstwo ubrań (względnie...), ale ciągle nie ma się w co ubrać 😐 Moje pakowanie to będzie jedna wielka selekcja. Ciuchy "wyjściowe", "po domu", "zwykłe". Co wziąć, co zostawić :O Jako iż mam małą szafę, to zamierzam sobie kupić takie "pokrowce", w które pochowam np. zimą ubrania letnie. A pokrowiec siup! do łóżka. To ile rzeczy postanowiłam schować w łóżku zaczyna powoli przerastać możliwości tego biednego mebla...
*kilka dni później-czwartek rano*
Spakowałam się. O Boże, ile ja mam rzeczy. 3 walizki, kilka reklamówek i milion pudeł. Pudła to naprawdę cudowna sprawa. A na walizkach trzeba było usiąść, by je zapiąć...
Ja jadę wcześniej niż mój dobytek, bo już w czwartek (W piątek jest Dzień Adaptacyjny!), a rodzice dowożą pozostałe rzeczy w sobotę. Powodzenia w pakowaniu samochodu.
![]() |
| I to nie wszystko. O jedzeniu nie wspominając... Zajęło połowę pokoju, który ma 12m^2... |
Ostatnie dwa dni były jednocześnie ekscytujące i przerażające. Ale chyba przeważa część "ekscytujące" 😁
Wniesienie tego wszystkiego na 4 piętro to jedno. Pochowałam ubrania (TA SZAFA TO ZMIEŚCIŁA) i trochę sprzętów do łóżka oraz załadowałam swoją półkę w lodówce, zamrażarce oraz tę na buty. Nie, żeby po tym dało się zrobić w dziupli większy krok niż wcześniej. Decyzja podjęta: Jedziemy do IKEI. (Dla tak samo ogarniętych jak my: Nie trzeba jechać do Ikei aż do Janek, jest również mniejsza w Blue City.) Nakupiliśmy mnóstwo pudełek, wieszaki na drzwi (cudo! Tym bardziej jak nie ma wieszaka na kurtki w korytarzu) i pozostałe akcesoria. Wieczór spędziliśmy w teatrze i u mojej cioci, więc pokój, do którego wróciłam na noc był tak zagracony, że to cud, iż ja się o nic nie potknęłam. Dzisiaj pojechaliśmy na zakupy spożywcze, bo przecież moje półki na jedzenie wcale nie są pełne. (Przy okazji kupiłam sobie cienki szlafrok, w którym będę przemykać do łazienki. Jak ktoś ma taką maleńką łazienkę, że ściągając jeansy nabija sobie siniaka na piszczeli, to jest to dosyć praktyczne rozwiązanie...). Nadszedł czas na chowanie mojego dobytku do pudełek, łóżka, biurka, na szafę, do regału... No w sumie to tyle. Aczkolwiek zeszło na to ze dwie godziny. I powiem wam, że moja dziupla nagle:
a) wygląda ładnie (personalizacja! Weźcie ze sobą coś swojego. Choćby kwiatek i figurkę jak ja)
b) optycznie się powiększyła (znacie to powiedzenie o wstawianiu i wystawianiu kozy z pomieszczenia? Także ten.. działa)
Kolejna wizyta u cioci przed wyjazdem rodziców z Warszawy zakończyła się dodatkową wałówką. Student zawsze przyjmie. Zawsze. Pytanie brzmiało, czy lodówka studenta przyjmie. Przyjęła. Ledwo, ale przyjęła. Uf, uf...
A teraz...no cóż, witaj studenckie życie! I słyszalne w nocy startujące/lądujące samoloty 😲

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz