To jest coś, co powinno oficjalnie istnieć. Serio.
Spodziewałam się, że mieszkanie z innymi, nieznajomymi ludźmi nie będzie
łatwe. Każdy z nas wynosi z domu inne nawyki oraz, jak się okazało, inną
definicję czystości. To, czego się nie spodziewałam, to ilość nieprzyjemnych
sytuacji, jaka mnie spotkała podczas mieszkania w mojej maleńkiej
Dziupli.
Myślałam, że po miesiącu, dwóch, wypracujemy sobie jakiś sposób na
koegzystowanie. Nic bardziej mylnego. Owszem, było lepiej, ale prawdą jest, że
część z moich współlokatorów żerowała na tym, że inni nie potrafią żyć w
brudzie. Ja nie jestem osobą pedantyczną, podobno bałaganię najbardziej z całej rodziny, ale to, w jakim stanie
zastawałam czasami kuchnię czy łazienkę, odrzucało mnie na wejściu. I choć
19 lat żyłam sobie jak pączek w maśle, bo moim obowiązkiem w domu było jedynie zrobienie
ciasta na niedzielę i nauka, to po wyprowadzce oczywistą sprawą było sprzątanie, systematyczne i dokładne, zarówno po sobie, jak i części wspólnych. Uroki dorosłego życia, po
prostu. Najwidoczniej nie dla każdego to takie oczywiste.
Najgorzej było w trakcie pandemii, gdy większość z nas wyjechała,
zostawiając wszystko pod opieką kilkorga ludzi. W Warszawie pojawiłam się
ponownie po 4 miesiącach z koleżanką, która miała u mnie nocować. Nigdy, ale to
nigdy, nie wstydziłam się tak bardzo, jak wtedy. Nie rozumiem, jak można aż tak
zapuścić miejsce, w którym się mieszka. Żerujący nie wpadli na pomysł
posprzątania łazienek i kuchni. Wszystko się kleiło, było brudne, woda w zlewie
nie schodziła. Przeraża mnie, że im to nie przeszkadzało ani trochę. Nigdy
więcej mieszkania z obcymi ludźmi.
Nie zrozumcie mnie źle, połowa moich współlokatorów była naprawdę w
porządku. Gdybym trafiła tylko na te osoby, ten post pewnie nawet by nie
powstał, a ja nie przeprowadzałabym się do kawalerki. Mówię to, chociaż tak na
prawdę nie znaliśmy się za bardzo, bo jedynie w kuchni mogliśmy rozmawiać, a
tam było tak malutko miejsca, że każdy zaraz po przygotowaniu posiłku znikał w
pokoju. Wszystkim życzę trafienia na właśnie takie osoby jak te trzy
dziewczyny.
Moja koleżanka, mimo mieszkania ze znajomymi z liceum, również się nie
spodziewała kłótni o miejsce w lodówce czy podkradanie przypraw w ilości
"dużo". Obie stwierdziłyśmy, że niezależnie o tego, jaką się ma
relację ze współlokatorami, należy ustalić kilka, choćby podstawowych zasad
dotyczących np. jedzenia, przestrzeni do przechowywania rzeczy.
Wszyscy wiemy, że to, co się dzieje w Twoim pokoju, to Twoja sprawa,
dopóki nic z niego nie wypełza/wybiega, bądź z niego nie cuchnie, a ty nie
zakłócasz spokoju współlokatorów.
Dlatego post dotyczy głównie części wspólnych takich jak łazienka, czy kuchnia.
Dlatego postanowiłam stworzyć mały savoir vivre mieszkania z innymi.
1. Sprzątaj po sobie To jest wyrażenie
bardzo ogólne. Ale jednocześnie jest trafne. Czym więc jest to
"sprzątanie"?
- Powycieraj po sobie
blat/stół/palnik
- Nie zostawiaj resztek w
zlewie (od
tego jest kosz na śmieci)
- Nie zostawiaj brudnych
kubków/talerzy itp. obok zlewu, w zlewie lub na stole (w ostateczności posprzątaj
zaraz po powrocie do domu, jeżeli nie zdążyłeś/aś pozmywać przed wyjściem.
To nie dom rodzinny, nikt za ciebie tego nie zrobi)
- Po użyciu mikrofalówki przetrzyj
ją od wewnątrz (A przynajmniej raz na kilka podgrzewań i
zdecydowanie od razu, gdy się zachlapie. Zupy i mięso lubią pryskać...)
- Zepsute jedzenie wyrzuć (Mieliśmy raz w lodówce takie
pudełko z obiadem w środku. Obiad po jakimś czasie zaczął rosnąć i
zmieniać kolory. Byliśmy świadkami tworzącego się życia. Fujka. Gdy
baliśmy się, że wypełznie z pudełka, obiad skończył w koszu razem z
pudełkiem. Właściciela nie odnaleziono 😶)
- Nie zostawiaj zachlapanej
szafki w łazience
- Spłucz resztki pasty do zębów z
umywalki
- Upewnij się, że po goleniu nie
zostawiłeś/aś włosków pod prysznicem, w umywalce, czy na szafeczce (Zobaczenie tego było dla mnie
szokiem. Fujka)
- Użyj szczotki do toalet po
"dłuższym posiedzeniu" i upewnij się, że resztki usunięte
zostały z każdej części toalety (Jeszcze większa fujka)
- Spłukuj wodę w toalecie
- Zmyj resztki żelu pod
prysznic/szamponu/odżywki/nie-wnikam-co-to-za-substancja z kabiny,
brodzika, drzwi, ścian
- Wyjmuj włosy z odpływu pod
prysznicem
- Nie zostawiaj swoich ubrań/bielizny
w łazience po kąpieli
- Wyrzucaj śmieci do
kosza, a jeżeli segregujecie, to trzymaj się podziału
- Wyrzucaj do kosza puste rolki
po papierze toaletowym i wyjmij/przynieś nową rolkę
- Pierz nakładkę na mopa po
każdym użyciu (Ktoś nie wyprał (prawdopodobnie poprzednio
prałam ja, miesiąc wcześniej...), umyłam podłogę i śmierdziało 3 dni...
Kupiłam własną nakładkę)
2. Nie kradnij To przecież jasne, czyż nie? No, najwidoczniej nie. Nie chodzi tylko o trzymanie się z daleka od
osobistych rzeczy współlokatorów. Chodzi o wszystko:
·
jedzenie (chyba, że się umówiliście na
dzielenie się jakimś produktem, ale generalnie to skoro ja kupiłam ten jogurt,
to znaczy, że ja decyduję o tym, czy zjem go ja, czy komuś pozwolę jednorazowo
na zjedzenie go. I tak, zauważę, że mi ubyło makaronu)
·
zastawa i sztućce (nawet jeżeli są
"przydziałowe" dla każdego mieszkańca, a dany mieszkaniec postanawia
trzymać swój "przydział" w swojej szafce w kuchni. Zniknął mi w ten
sposób talerz i łyżeczka. Przywłaszczyłam sobie wtedy takie same z suszarki (ja
wycieram, więc ja ich na suszarkę nie wsadziłam). Ale najpierw 3 razy
sprawdziłam, czy nie zostawiłam przypadkiem w pokoju. Moja prywatna miseczka
też z szafki zniknęła. Wywiesiłam kartkę. Podziałało.)
·
sprzęty i akcesoria (tostery, grille, patelnie, garnki,
żelazka, trzepaczki, noże, ręczniki papierowe, szmatki, ścierki itd. Dopóki nie
uzyskasz pozwolenia lub to coś nie jest na wyposażeniu mieszkania nie
ruszasz tego.)
·
środki chemiczne/higieniczne (Jak zwykle, nie
ma tematu, jeżeli się dogadacie. Aczkolwiek jeżeli ja kupiłam mydło/szampon/płyn do naczyń/proszek do prania/płyn
do czyszczenia/itp., to tylko ja go używam. To samo tyczy się podpasek,
wacików, kremów, płynów micelarnych, itp. Kiedyś zniknęła mi pasta do
zębów z łazienki na 2 dni. Dobrze, że miałam drugą, bo byłoby ciężko)
·
wszelakie rzeczy osobiste, (np. grzebień, gąbka,
szczoteczka, golarka. Ale to chyba logiczne, nie?)
3. Zamykaj za sobą drzwi niezależnie od
tego, czy wchodzisz, czy wychodzisz. I BARDZO ważna sprawa, tylko na
klucz. Jakiekolwiek łańcuszki, czy jakieś zasuwki nie wchodzą w
grę. Zaufajcie, nic przyjemnego nie móc wejść do mieszkania, bo ktoś zamknął to
coś. Na nic był mi wtedy klucz. Drzwi muszą być otwieralne z obu stron. Dobrze,
że nie zdarzyło mi się to w nocy, gdy wszyscy spali.
4. Sprzątaj części wspólne Przy większej
ilości osób najlepiej mieć grafik. Przykładowo, Evie sprząta od 7-13
października kuchnię, Gabrysia łazienkę 1, a Karolina łazienkę 2. W kolejnym
tygodniu Mai przypada kuchnia, Evie łazienka 1, a Gabrysi łazienka 2. Albo się
wpisujcie na jakiś tydzień na bieżąco. System dowolny, byle sprawiedliwy. My
mieliśmy puste okienka i się wpisywaliśmy na dany tydzień i pomieszczenie.
Oczywiście każdy jednocześnie powinien przestrzegać punktu 1.
- Trzymaj się grafiku (zamieniaj się tylko w wyjątkowej sytuacji)
- Przyłóż się (nie mówię, żeby od razu
na kolanach pastować podłogę, myć wszystkie okna czy ścierać kurze na
szafkach pod sufitem, ale nie pomijaj skrawka podłogi, bo miotła tam
ciężej wchodzi i nie przecieraj/zamiataj byle jak)
- Umyj lustro (ono też się brudzi)
- Zlanie wodą brodzika, szyb i
kafli (fliz) nie liczy się jako umycie prysznica (płynem i przecieramy
uwzględniając każde zagłębienie)
- Umyj toaletę (tak, tak, musisz, to nic
strasznego. Naprawdę. Pomyśl o gromadzących się zarazkach, jeżeli nie
będzie się tego robić choć raz w tygodniu. I wrzucenie kostki, czy
zawieszenie czegoś to nie to samo. Jak nie wiesz jak to zrobić, zapytaj
albo włącz tutorial na youtube 😜)
- Umyj/zamieć podłogę
- W razie potrzeby odkamień
czajnik (dodaj
do wody kwasek cytrynowy i zagotuj, ewentualnie potem przetrzyj
gąbką, działa cuda)
- Wynoś śmieci i zmieniaj worek (dotyczy każdego,
nawet jeśli to nie jego tydzień)
- Zetrzyj kurze
5. Pomyśl o innych Też bardzo ogólne.
I też trafne.
- Policz ile jest lokatorów i ile
półek w kuchni/lodówce/łazience/przedpokoju ci przysługuje. (Jeżeli nie macie jakiejś
umowy (albo nie jesteś pewny/a, czy istnieje) typu "tu talerze, tu
kubki, a tam mąki i makarony" trzymaj się przysługującej ci
przestrzeni. I zdecydowanie nie przenoś rzeczy swoich współlokatorów! )
- Nie siedź w łazience wieki (Inni też chcą umyć zęby,
a Wy nie musicie brać długich pryszniców, balsamować się w łazience,
układać tam włosów, depilować się woskiem (sprawdzone). Wiadomo, że są
takie substancje i czynności, które poza łazienką są ciężkie do wykonania,
czy użycia. Nóg nie ogolicie kremem w pokoju... Rozumiem też słabe światło
poza łazienką, jeśli chodzi o makijaż. Sprężajcie się jednak wtedy. Jeśli
chodzi o włosy, to lustro w pokoju dużo daje.)
- Nie zachowuj się głośno (To już nie ten czas, gdy
sprzątasz, śpiewając na cały głos /niestety.../ Głośna muzyka też nie
wchodzi w grę. Spróbuj się uczyć, gdy słyszysz dokładnie słowa piosenki z sąsiedniego
pokoju/kuchni.)
- Nie wieszaj rzeczy typu ścierka
na uchwycie górnej szafki (dostęp do blatu ograniczony, a ja lubiłam
ten fragment blatu...dodatkowo był to największy fragment blatu)
- Nie palcie w mieszkaniu (niektórzy mogą się dusić
dymem papierosowym paląc biernie lub przebywając w pokoju, gdzie ktoś
palił, np. ja )
- Weź pod uwagę wzrost
współlokatorów ( Ten punkt znalazł się tutaj, przez jedną, dosyć
zabawną sytuację. Zostawiłam patelnię, by ostygła, zanim ją umyję. W samym
rogu blatu, na specjalnej podstawce, nie zawadzała jakoś bardzo. Wracam po
obiedzie do kuchni, a mojej patelni brak. Mojemu współlokatorowi (2 metry
wzrostu) jednak przeszkadzała. Co z nią zrobił? Wstawił na szafkę pod
sufitem. Ja mam niecałe 1,6 m. Zdecydowanie sięgam do drugiej
górnej półki, a co dopiero nad całą szafkę (tak jakby 4 półki). Zanim
zdążyłam przemyśleć czy moje chwiejne krzesło jest odpowiednio
bezpieczne, by na nie wejść, pomogła mi wyższa koleżanka. A patelni więcej
nie zostawiłam samej w kuchni)
- Przypomnę o zamykaniu
drzwi tylko na klucz
- cały punkt 1
6. Niektóre rzeczy muszą
być wspólne, no niestety. Nie przeskoczymy na przykład worków na śmieci we wspólnych
koszach, czy papieru toaletowego w łazience (no, tu ewentualnie). Część osób
dzieli się również środkami czystości, sprzętami. Co robić z takimi wydatkami?
W końcu miotła, mop, deska do prasowania się przyda, a nie potrzeba mieć kilku
w jednym mieszkaniu. To jest już dowolna decyzja mieszkających. Często samo
wychodzi w praniu. Kilka moich propozycji:
- Rzeczy, które się zużywają (papier toaletowy, worki
na śmieci, ewentualne środki czystości)
- Składajcie się (na początku np. po 5zł,
a potem się zobaczy, na ile starcza taka suma, na jak długo)
- Kupujcie po kolei (dobra opcja, gdy jest
was mniej. Nie wiem, czy wszyscy u nas na początku wykładali papier, i
czy przez dwa tygodnie naprawdę kolejka przeleciała 3 razy, czy część to
pasożyty żerujące na innych, za dużo nas)
- Każdy ma własne (proste przy papierze
toaletowym, ale kilku worków na śmieci w kuchni sobie nie wyobrażam, ale
co kto lubi, czyż nie?)
- Konkretne osoby kupują
konkretne rzeczy (Trochę nie fair, chyba, że jest was mało.
U nas z jakiegoś powodu ja odkamieniam czajnik, a nasz trzeba aż raz w
miesiącu, kolega kupuje worki na śmieci, a jeszcze inny drucianki. Nie
wiem, dlaczego tak wyszło, ani co robi, bądź nie, reszta)
- Rzeczy, które się nie zużywają (miotła, mop, deska do
prasowania, mikrofalówka)
- Macie coś i udostępniacie to
do użytku innym (np.
kupiłam zmiotkę i szufelkę i powiedziałam, że każdy może jej używać. Ale
jak się będę wyprowadzać, to ją ze sobą zabiorę. Tak samo mamy z miotłą i
mopem, są czyjeś, ale mogę sobie podłogę nimi umyć. Mikrofalówkę mamy na
wyposażeniu mieszkania, ale zasada byłaby ta sama, gdyby była np. moja)
- Składacie się na daną rzecz (Dobre, dopóki wasze
drogi się nie rozchodzą. Ktoś jest stratny, a wojny mogą się toczyć
niczym przy rozwodzie)
- Każdy ma własne (Ale ile może stać
mioteł i szufelek obok siebie? Albo mikrofalówek czy czajników?)
- Wspólne są też ściany i
podłogi, dlatego
uważajcie na ewentualnego grzyba na ścianach/suficie. W łazience przede
wszystkim. Ciężko coś z tym w sumie zrobić. Nasza ma bardzo słabą wentylację, więc po kąpieli musieliśmy otwierać drzwi, by wilgoć
"uciekła". Nie działało za bardzo... Właściciele w końcu
postanowili zrobić mały remont i założyć lepszą wentylację. Od tego czasu
jesteśmy wolni od grzyba!
7. Niech osoby odwiedzające
nie zmieniają się w kolejnych, nieoficjalnych współlokatorów. Oczywiste jest, że
czasami ktoś u nas nocuje, spędza czasem kilka dni. Tylko właśnie, kilka. Gdy u
jednego ze współlokatorów zaczyna nocować przez większość miesiąca jego druga
połówka (albo ciągle różni znajomi), koszty za media rosną (chociażby woda -
prysznic). Delikatnie rzecz ujmując, jest nie fair, płacić ciągle po połowie,
gdy jedna strona z jednej osoby stała się dwoma.
Ja trzymałam się tych punktów przez cały czas. Jednocześnie
przeszkadzało mi, gdy znikały moje rzeczy albo znajdowałam je gdzie indziej, o
czym informowałam na bieżąco. Nie jestem do końca pewna, czy to czyni mnie
upierdliwym współlokatorem, czy nie. Chyba wolę nie wiedzieć.
Dodalibyście coś do listy?