Zaczęło się niewinnie od wykupienia wszystkich żeli antybakteryjnych, maseczek, mydeł. Później pojawiły się odkażacze w niebotycznych cenach, maseczki "z eliksirem przeciw wirusowi". Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy rozpaczać nad tym, że takie rzeczy się sprzedają. Potem zaczęło się robić groźnie. Ze sklepów zaczęły znikać ryże, makarony, puszkowane jedzenie. Potem przyszedł czas na papier toaletowy. Część z tych "braków" widziałam osobiście, o części opowiadały mi koleżanki i współlokatorka. Jeśli ktoś by się zastanawiał w jakim tempie znikają produkty, to Wam powiem, że w pół dnia. Gdy byłam na zakupach po południu, półki z suchymi produktami były pełne. Pomyślałam, że ludzie na moim osiedlu nie oszaleli i nie robią zapasów jak na zimę stulecia. Moja ulubiona współlokatorka na zakupy poszła wieczorem. Po powrocie wspomniała o tym, że półki z makaronami w naszym sklepie są prawie puste. Oczy mi wyszły na wierzch, byłam w tym samym sklepie zaledwie kilka godzin wcześniej! Prawdą jest, że tłum w sklepie był zdecydowanie większy niż zazwyczaj. Nigdy nie widziałam aż tak długiej kolejki do kas samoobsługowych, uznałam jednak, że to tylko efekt poniedziałku po niedzieli niehandlowej. Jednak nie. Ludzie mnie naprawdę czasami zadziwiają.
Przez długi czas cała ta panika w związku z wirusem zwyczajnie mnie bawiła. Jako osoba młoda, z prawidłowo funkcjonującym układem odpornościowym i przestrzegająca zasady higieny, czułam się całkiem bezpieczna. Nadal się czuję. Nigdy nie spodziewałabym się, że mój uniwersytet odwoła wszystkie moje zajęcia przy niewielkiej ilości chorych osób w mieście (na tamtę chwilę 3). My, na pierwszym roku, nawet nie mamy porządnego kontaktu z pacjentami do maja. Jednak tak się stało. W poniedziałek dostaliśmy informację, iż wykłady w formie stacjonarnej zostają odwołane do 15 maja, nadrobimy je w formie elektronicznej. Mieliśmy mieszane uczucia co do takiego obrotu sprawy, ale przyjęliśmy do wiadomości, że tak trzeba było zrobić. Szkoda niektórych wykładów, ponieważ prowadzący są naprawdę fajni i przyjemnie się ich słucha. Ale mus to mus, zbiera się nas w jednej sali prawie 120 osób, nie oszukujmy się, to dużo. A e-learningi nie są wcale takie złe. Te z POPu uwielbiam 😊.
W środę po południu dostaliśmy kolejną informację. Wszystkie zajęcia zostają zawieszone do 29 marca. Ta informacja zdecydowanie zrobiła na nas wrażenie. Niekoniecznie pozytywne. Muszę się przyznać, że przeszłam przez wszystkie 5 faz żałoby w związku z odwołanymi zajęciami. W ciągu jednego popołudnia. Wszystkie plany na ten semestr mi się posypały. Wizyta siostry? Na 99% będę jednak poza Warszawą. Kolokwia poukładane w naprawdę racjonalnych odstępach czasu? Co z nimi? Kiedy my nadrobimy zaległości? Czy rok akademicki skończy się planowo? Co z naszymi praktykami?
Nadeszła w końcu faza akceptacji. W chwili obecnej jestem jak najbardziej za kwarantanną. Byle całkowitą. I co najważniejsze, przestrzeganą. Co z tego, że Kościół zezwolił na nieuczestniczenie we mszy, skoro wiele osób i tak pójdzie, i będzie sobie podawać rękę, "korzystać" z wody święconej? Osobiście uważam, że msze powinny zostać odwołane tak samo jak np. koncerty. Są msze on-line, w radiu, w telewizji. Bardzo podobają mi się apele do młodych, że to "wolne" nie jest czasem na wychodzenie z domów, imprezowanie, włóczenie się po mieście. Przydałyby się również więcej takich apeli do dorosłych i starszych. W galeriach niestety ciągle pojawiają się rodziny z dziećmi, młodzi ludzie, starsi ludzie.
Mam bardzo złe przeczucie, że nie wszyscy (niezależnie od wieku) zdają sobie sprawę, że zagrożenie jest realne. Tym bardziej, że wirus się mutuje i zaczyna atakować coraz młodszych.
Przez ostatnie dni dostajemy coraz nowsze rozporządzenia rektora, z coraz bardziej szczegółowymi informacjami. Wszyscy mamy nadzieję na to, że rok akademicki skończy się zgodnie z planem, liczymy się jednak z tym, że przerwa świąteczna i majówka mogą niestety nie być wolne, aby nadrobić zaległości.
Z ostatniego zarządzenia dowiedzieliśmy się, że wszystkie wykłady oraz seminaria do końca semestru zostają przeniesione na platformę e-learningową. Uważam to za bardzo dobry pomysł w takich okolicznościach.
Co teraz z nami? Nic. Czekamy na rozwój sytuacji, przestrzegamy wytycznych i kwarantanny, namawiamy do tego wszystkich bliskich i liczymy na to, że wszystko skończy się dobrze i szybko 😊
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz