Nie jest to tak trudne, jakby się wydawało. Zdecydowanie twierdzę, że matura była gorsza. Pewnie twierdziłabym inaczej, gdybym nie zdała egzaminów.
Prawdą jest, że harówka przed i w trakcie sesji jest. I jest męcząca. Aż się boję pomyśleć, co będzie latem, gdy będziemy zdawać 4 egzaminy w sesji...
Wracając do sesji zimowej, stresowałyśmy się wszystkie, co do jednej. Część z dziewczyn miała plany na tydzień sesji poprawkowej, więc presja zaliczenia egzaminów była jeszcze większa. W ten, czy inny sposób, cała moja grupa zaliczyła tę sesję. Mnie udało się pozdawać wszystko w pierwszym terminie. W ten sposób miałam 2 tygodnie wolnego (tydzień ferii i tydzień poprawek). I skoro piszę, to nikt mi głowy nie urwał po powrocie do domu za niedzwonienie 😁.
Egzaminy jak egzaminy. Mikrobiologia i Parazytologia trudne (podobno poprawka jeszcze trudniejsza, ale komis do zdania), a pedagogika całkiem w porządku. Uważam, że obecność i słuchanie na wykładach dużo mi dało.
Ja zdawałam pedagogikę pisemnie, w trakcie sesji. Jednak ci, którzy woleli zdawać ją ustnie, mieli taką możliwość w tygodniu poprzedzającym sesję. Nie była to "zerówka", ale pierwszy termin w innej formie.
Nie przywiązujcie się za bardzo do pierwszych terminów egzaminów 😤. Oba nasze egzaminy zostały przesunięte o jeden dzień do przodu. Zgadnijcie, kto musiał przebookować bilet? Teraz już jestem pewna, że zniżki z pierwszego biletu niestety nie obowiązują na ten przebookowany.
Miałam jednak pisać o tym, jak nie zwariować w tym stresującym okresie.
Najważniejsze jest to, by pozwolić sobie czasem odetchnąć, dać głowie odpocząć. I nie, przerwa na posiłek się nie liczy. Wyjdźcie na spacer, na siłownię, poćwiczcie w mieszkaniu. Ja codziennie (a gdy miałam jeszcze zajęcia to co kilka dni) poświęcałam około 30 minut na jogę lub moje ulubione rozciąganie i od razu czułam się lepiej, więc mogłam wracać do nauki. Zmiana pozycji i rozruszanie ciała daje niesamowitą ulgę. Ile można siedzieć przy biurku, czy na łóżku? Wszystko sztywnieje. Wszystko.
Wyjdźcie gdzieś ze znajomymi i pod żadnym pozorem nie rozmawiajcie o egzaminach. Niekoniecznie zarywajcie noc 😁, efekt może okazać się daleki od zamierzonego. Dla mnie, wyjście to nie było nawet planowane . Spontanicznie po zajęciach zdecydowałyśmy z koleżanką, żeby zjeść kolację na mieście. Wyrwałyśmy się z rutyny, co nam bardzo dobrze zrobiło.
Mnie pomogło bardzo dużo wysypianie się. Miałam to szczęście, że miałam ostatnie 4 dni przed pierwszym egzaminem kompletnie wolne. Jestem bardziej aktywna i produktywna w nocy, więc siedziałam sobie do 12, czasami nawet dłużej, a następnego dnia pozwalałam sobie wstać bez budzika, nawet jeśli oznaczało to 11-12. Byłam wyspana, więc mój mózg przyjmował więcej informacji niż gdybym wstała o 8 i siedziała do 22 nad książkami. Dlatego ostatni, najbardziej intensywny etap nauki, był dużo bardziej efektywny niż dni, gdy miałam ciągle zajęcia na uczelni. Trzeba znaleźć swój sposób. Moja siostra woli się uczyć rano i pójść wcześnie spać. Ale ciągle śpi tyle godzin, by być wyspaną.
Coś, z czego jestem bardzo dumna, to odstawienie seriali i filmów (niestety książek, które nie są podręcznikami też) na czas przygotowań do sesji. Wiem, że pisałam, by dać głowie odpocząć, ale wiadomo jak to jest. Zawsze jest jeszcze jeden odcinek, jeszcze jeden film, jeszcze jeden rozdział. Zawsze znajdziemy usprawiedliwienie, by pozostać przy tej przyjemności, a nie przy nauce. Dodatkowo, nie jestem pewna, czy wtedy faktycznie głowa odpoczywa. Skupiamy wzrok na literkach, obrazie, mózg ciągle pracuje podobnie tak, jak przy nauce.
Zawsze się śmiałam, gdy mówiło się, że student znajdzie każdą wymówkę, by się nie uczyć na sesję. Większość studentów wtedy intensywnie sprząta i pucuje swoje mieszkania.
Dalej się z tego powiedzenia śmieję. Tylko teraz wiem, że to prawda.
Któregoś dnia otwarłam szafę i uznałam, że mam tam straszny bałagan i muszę go posprzątać. W połowie zorientowałam się, co robię. Decyzja o sprzątaniu była podjęta całkowicie podświadomie. Okna nie umyłam, choć było blisko. Mam je tak zastawione pudłami, że zrezygnowałam z tego pomysłu dosyć szybko. Ale fakt, że sam pomysł się pojawił, to prawda.
Kiedyś w liceum, gdy czekał mnie jakiś sprawdzian, mama "złapała mnie" na czyszczeniu wszystkich moich pędzli do makijażu, a trochę ich mam. Użyłam wtedy dokładnie słów "Już dawno miałam to zrobić" i szorowałam dalej. Jedyne, co usłyszałam to to, że jestem gotowa, by być studentem, bo sprzątam i wmawiam sobie, że nie może to już dłużej czekać. Pamiętam, że pomyślałam sobie, że ja taka nie będę, przecież to marnowanie czasu, a sesja jest superważna. Dlatego umyślnie nie wpisałam się na sprzątanie części wspólnych w tym czasie. I bardzo dobrze, bo sądząc po epizodzie z szafą, przyłożyłabym się do tego, jak jeszcze nigdy.
Podczas ferii stało się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał aż do rozpoczęcia drugiego roku. Ze względu na ilość studentek, które zrezygnowały w trakcie semestru, uczelnia postanowiła wyrównać ilość osób w grupach. Brzmi dosyć logicznie. Jednak było dla nas szokiem, gdy dowiedziałyśmy się, że ostatnie osoby z grup z większą ilością studentów zostaną przeniesione do tej z mniejszą ilością. W ten sposób "ukradli" mi koleżankę z grupy. I to akurat tę, z którą robiłyśmy sobie na wzajem iniekcje, mierzyłyśmy ciśnienie. I chociaż rozumiem wszystkie powody tej sytuacji, to i tak współczuję przeniesionym studentkom, ponieważ czują się, jakby zaczynały wszystko od nowa: nowi znajomi, nowi prowadzący (bo inna grupa, albo w ogóle nowy przedmiot).
I tak oto, w trochę zmienionym składzie, wypoczęte lub nie, 17 lutego zaczęłyśmy drugi semestr. Podobno ma być już tylko lepiej. Czy to prawda? To się okaże 😊
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz