piątek, 11 lutego 2022

Ostatni semestr na horyzoncie

Czas płynie nieubłaganie szybko. Zanim się obejrzałam, minął cały zimowy semestr i mamy ferie. 
Oswoiłam się już z myślą, że moje studia licencjackie dobiegają końca, znalazłam pacjentkę i zdecydowałam się na temat pracy licencjackiej. Jestem nawet w trakcie jej pisania. Ciągle jednak nie dociera do mnie, że za 6 miesięcy będę już dyplomowaną położną. To ciągle brzmi surrealistycznie, a ja nie czuję się na to gotowa. 

Trzeci rok jest dla mnie zupełnie inny. Zajęć akademickich mamy dużo mniej, przez co znalazłam czas na aktywności typu praca czy zajęcia taneczne, za którymi bardzo tęskniłam. Z drugiej strony wisi nade mną widmo praktyk indywidualnych, które należy zaliczyć bodajże do maja. Ja do tej pory zaliczoną mam już salę porodową, anestezjologię oraz kończę najdłuższą ginekologię. Została mi psychiatria i POZ, które załatwię początkiem letniego semestru. Wszystko pod kontrolą, choć mam nadzieję, że do końca marca wyrobię wszystkie godziny i będę się mogła skupić na pisaniu pracy, nauce do największej sesji na studiach i do dyplomu.

Choć mam dużo wolnego czasu od uczelni, to potrzebowałam świąt i wolnego, tak samo teraz potrzebuję ferii. Dwa tygodnie poprzedzające święta męczyłam  się z przeziębieniem (a jak wszyscy wiedzą, na WUM nie można chorować, bo odrabianie zajęć jest wyjątkowo trudne, o ile w ogóle możliwe), a co za tym idzie, miałam coraz mniej motywacji i siły do interesowania się uczelnianymi sprawami, wliczając w to pisanie pracy licencjackiej, wyszukiwanie artykułów, czytanie książek z interesującej mnie dziedziny. Plan był taki, by w nowym roku wrócić pełna energii i zapału, po czym skończyć studia w terminie. Na razie jego realizacja przebiega pomyślnie, choć przed feriami znowu zaczęło mnie zbierać na chorobę. Pandemiczne czasy sprawiają, że za każdym razem, gdy się gorzej czuję, kaszlę i smarkam, to robię sobie test antygenowy na COVID 19. Na razie wszystkie negatywne! 😁 Jeszcze trochę i będę te testy robić delikatnie i bezboleśnie...
10 dni ferii spędzam u rodziców, aby nabrać energii i motywacji na ostatni, najintensywniejszy semestr. Plan na te 10 dni? Dużo snu, narty, gry planszowe, czytanie rekreacyjne i niestety pisanie pracy licencjackiej.

W grudniu uderzyła mnie myśl, że po raz ostatni miałam w czasie świąt w  pełni wolne. Będąc młodą położną, pracującą w szpitalu, trzeba się liczyć z tym, że w święta dostaje się dyżur, lub nawet dyżury. Później prawdopodobieństwo trzech wolnych dni również jest naprawdę małe :/  Jak nie mam problemu z tym, by pracować w sylwestra, Święta Wielkanocne, majówkę, weekendy, to jednak święta Bożego Narodzenie lubię najbardziej i chyba dyżury w tym czasie to jeden z największych minusów tej pracy.  

Przy okazji, pochwalę się! Od połowy stycznia mam wyrobioną wymaganą ilość porodów do dyplomu! Na WUM są dwie opcje, albo 40 przyjętych porodów, albo 30 przyjętych porodów i 20 asyst. Ja wybrałam drugą opcję, bo uznałam, że będzie mi to łatwiej uzbierać. Asystą możemy nazwać nie tylko asystowanie położnej przy porodzie, ale również opiekę nad pacjentką przez większą część dyżuru, poród zakończony vacuum, kleszczami lub cięciem cesarskim. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego tak mało osób wybiera tę opcję, mnie się opłaciła, na ostatnie dyżury chodziłam dużo spokojniejsza i nie musiałam się starać o wolontariat.
Dziwnie mi z myślą, że skończyłam swoje studenckie czasy na sali porodowej (chyba, że będę tam zdawać dyplom). Im bliżej dyplomu, tym bardziej jestem świadoma ile mam braków, ile jeszcze muszę się nauczyć. Szkoda, że nie mamy więcej zajęć praktycznych albo stażu po studiach. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz