Oficjalnie, czy w praktyce?
Teoretycznie sesja zimowa trwa tydzień, przynajmniej na WUMie (27-31.01.2020). Nam na ten semestr przypadają dwa egzaminy: pedagogika i mikrobiologia z parazytologią. Jednak ja mam wrażenie, że sesja zaczęła się już 8 stycznia, razem z zaliczeniem z technik. Potem lawinowo nadeszły kolejne przedmioty: biochemia, angielski, neonatologia x2, genetyka i mikroskopowanie (ale do tego się nie uczy).
Techniki to dosłownie wszystko, co było na ćwiczeniach. Bardzo ważne, czasami podchwytliwe, ale generalnie nie jakieś bardzo ciężkie (to w końcu techniki ❤)
Biochemia... nic przyjemnego. I dobrze, że się skończyło. Egzamin w formie elektronicznej ❤ Wynik znamy od razu. Z tego, co się orientuję, poprawka była tydzień później. Kolejny termin to egzamin komisyjny, ustny, w sesji poprawkowej.
Angielski jak angielski. Zależy od prowadzącego. Nie jestem pewna, czy każda grupa w ogóle miała zaliczenia w formie sprawdzianu jak my.
Zakres wiedzy z neonatologii na ćwiczeniach i seminarium częściowo się pokrywa, co bardzo ułatwia uczenie się. Neonatologię również lubię, więc przyjemnie mi się jej uczyło. Dodatkowo, zarówno na ćwiczenia jak i na seminaria, musiałyśmy się uczyć na bieżąco.
Tutaj zaliczenia też różnią się zależnie od prowadzących. Prowadzenie zajęć również.
Genetyka to przedmiot prowadzony bardziej w formie wykładów (ćwiczenia przypominały bardziej wykłady). Istnieje skrypt, którego należy się nauczyć, porobić przykładowe pytania (z konkretnego skryptu z pytaniami) i w sumie tyle. Z genetyki nie było źle, jeśli chodzi o zdawalność. Ośmielę się nawet powiedzieć, że było dobrze. Egzamin również w formie elektronicznej.
Mikroskopowanie to zaliczenie polegające na znalezieniu preparatu z parazytologii na szkiełku i wyśrodkowaniu go. Tutaj jest istna ruletka odnośnie preparatu. Możecie trafić na coś prostego, jak jaja wszy albo nawet coś pod lupę (czyli gołym okiem to widać, szukania to tam zero), a możecie, jak ja, trafić na jaja owsika. Małe to i ledwo widoczne. Wszyscy zaliczyli, więc to nic strasznego, z mikroskopami mamy do czynienia przez całe zajęcia z parazytologii i trochę na mikrobiologii. Grunt to wiedzieć, czego szukać 😶
Mam wrażenie, że cały styczeń nie robię nic, tylko chodzę na zajęcia, uczę się, zarywam noce, zaliczam przedmioty i gdzieś pomiędzy jem.
Jesteśmy tak zmęczone styczniowym trybem życia, że siedząc razem w kawiarni w przerwie między zajęciami ledwo rozmawiamy, zazwyczaj się uczymy.
Mam z mamą taką umowę, że przynajmniej raz (a najlepiej dwa razy) w tygodniu do niej dzwonię. Dobrze, że nikt mnie nie karze za niewywiązywanie się z tego obowiązku. Choć w sumie ciągle jestem w Warszawie, kto wie, co będzie kiedy wrócę. Na te 4 tygodnie zadzwoniłam chyba dwa razy. Wybacz mamo, ale wolę położyć się szybciej, inaczej mogłabym zasnąć z telefonem przy uchu i tyle by było z rozmowy. Jedynie wysyłam SMSy o treści typu "Zdałam biochemię!". Mam nadzieję, że nikt mi za to głowy urwie, gdy pojawię się w domu 😂
Przez ograniczony nauką czas, można mnie nazywać pełnoprawnym słoikiem. Gotowanie ograniczyłam do minimum. Moja zamrażarka zdecydowanie jest teraz bardziej pusta niż pełna. A po świętach ledwo ją zamknęłam...
Gdybyście chcieli wiedzieć, to w Szpitalu Pediatrycznym są naprawdę dobre (i ogromne) obiady. I studencka cena. Już się zastanawiamy kiedy mamy zajęcia blisko szpitala w drugim semestrze, by częściej tam wpadać 😀
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz